środa, października 29, 2008

Lektury października


Nie nadążam ze zmienianiem listy lektur-w-czytaniu, która jest na pasku po lewej. A dużo ostatnio przeczytałem. Duże wrażenie zrobiła na mnie Niesamowita Słowiańszczyzna Marii Janion, szczególnie rozdziały "Sami sobie cudzy", "Słowiańszczyzna, szaleństwo i śmierć" oraz "Ruskie i polskie". Jestem jej wdzięczny za rozważania na temat upadku pogaństwa w Polsce X-XI wieku i za poszukiwania śladów misji cyrylo-metodiańskiej na ziemiach lechickich plemion. Bardzo mocną lekturą była też książka Ostatni poganie Pierre'a Chuvina. Wydawnictwo Czytelnik w serii "Pejzaże kultury" zaprezentowało nam dogłębne studium upadku kultury przedchrześcijańskiej w pokonstatnyńskim Imperium Rzymskim. Świetna jest "Kronika" - czyli część poświęcona dziejom, aktom prawnym, posunięciom Rzymu w "duszeniu" pogaństwa. Okrutny świat, który trudno nam zrozumieć. Ciekawy portret tego schyłkowego pogaństwa w części pt. "Portret". Obowiązkowa lektura dla tych, którzy wyobrażają sobie te wierzenia w wiekach IV-VI jako wyraz hedonizmu, cielesnych rozkoszy i dekadencji. Nie, nie! Poganie tego okresu nie podobaliby się wielu dzisiejszym neopoganom ze swoją ascezą, postami, poszukiwaniem mistyki i odrzuceniem rytuałów.

Próbowałem się też mierzyć z ukraińskim przekładem Hobbita (ukr. Гобіт). Kupiłem tę książkę we Lwowie i zakochałem się w jej formie od pierwszego wejrzenia. Edycja przewyższa polskie wydania. A i język jest chyba dobry, sam przekład wierny. Wiecie, że Ukraińcy, Ołena O'Lir - tłumaczka i zespół redaktorski, zadbali nawet o to, żeby runy na mapie Throra były zapisem języka ukraińskiego? Śliczna książka, fajna ozdoba tolkienowskiej kolekcji. I tylko żałuję, że w tej samej edycji nie kupiłem Władcy oraz Silmarillionu. Z tolkienaliów trafiła do mnie również (drogą rynku wtórnego, bo do samego wydawcy nie miałbym przyjemności zwracać się o przesłanie tomiku) książka z tzw. tolkienowskimi fanfikami (chodzi o opowiadania miłośników Tolkiena, które są apokryfami Śródziemia), pisanymi przez polskich autorów. Bardzo ładnie wydana książka pt. Inne umysły, serca i dłonie (Antologia tekstów i ilustracji inspirowanych twórczością J.R.R. Tolkiena). Fajny pomysł, brawo za realizację. Będzie to ciekawostka w mojej kolekcji, ale same opowiadania nie wciągają tak, żeby chciało się ten tomik przeczytać od deski do deski.

Co innego dwie lektury przypomnieniowe, z rodzinnego archiwum. W tych mglistych, czasem deszczowych dniach października wróciłem do dawno nie podejmowanej przeze mnie książki Pamiętniki nauczycieli z obozów i więzień hitlerowskich (1939-1945). W 1959 r. Związek Nauczycielstwa Polskiego rozpisał konkurs na wspomnienia z obozów zagłady. Brat mojej babci, wujek-dziadek Jan Dziopek (numer obozowy 5636 w KL Auschwitz), nauczyciel i działacz harcerski z Gorlic, został w tym konkursie nagrodzony drugim miejscem za długą opowieść pt. "Walka o życie". Kilkakrotnie czytałem już jego wspomnienia (sama książka to ponure tomisko z dedykacją dla mojej babci, mamy ojca, Heleny - piękna kaligrafia wyuczona jeszcze w cesarsko-królewskim gimnazjum nauczycielskim). Najwcześniej w 8-9 roku mojego życia. Ta szczegółowa relacja jest częścią mojej duszy. Wujek był więźniem niemieckich oprawców od 21 sierpnia 1940 r. do 3 maja 1945 r.! Przeżył Auschwitz, "marsz śmierci" w styczniu 1945 (z relacji wynika, że szedł dość blisko Katowic, gdzie mieszkała wtedy część mojej rodziny od strony mamy - tamci wówczas z obawą oczekiwali powrotu dziadka Jerzego, który walczył wtedy w Kriegsmarine...), obozy koncentracyjne z Mauthausen i w Melku oraz obóz w Ebensee. To była prawdziwa walka o życie. Wujek miał w tamtym czasie ponad... 5o lat! Żył jeszcze wiele lat po wojnie dochodząc do dziewięćdziesiątki. Żelazny człowiek. Podczas tej lektury przypomniało mi się, dlaczego Tolkien kojarzy mi się tak rodzinnie... Wujek Jan stworzył w młodości własny alfabet, którym korespondował ze swoją narzeczoną. Tym alfabetem spisywał własną kronikę obozową w Auschwitz (te notatki zostały mu skonfiskowane w Mauthausen). To dlatego miałem w pamięci już od dzieciństwa pewne skojarzenia z Tolkienem, który też od młodości tworzył własne alfabety! Z rozpędu przeczytałem inne jeszcze wspomnienia wujka Jana - Między dawnymi a nowymi czasy. Kolejna praca konkursowa emerytowanego nauczyciela. Świetne źródło wiedzy o dziejach naszej rodziny w czasach austro-węgierskich, a także przyczynek do dziejów Rzeszowszczyzny. Wiem, że tę książeczkę niedawno chyba wznowiono.

Zaglądałem też w tym miesiącu do książek Symbolika świątyni chrześcijańskiej Jeana Hani, do Sarmatów Tadeusza Sulimirskiego i do Kolonizacji niemieckiej i na prawie niemieckim w średniowiecznych Czechach i na Morawach w świetle historiografii niejakiej Doroty Leśniewskiej.

A teraz leżą przede mną kolejne książki, na które mam wielką chrapkę. Przede wszystkim Wprowadzenie w chrześcijaństwo Josepha Ratzingera (dawna kopia tej książki bez świetnego wstępu z roku 2000 została w pociągu relacji Lwów-Symferopol razem z Repetytorium języka rosyjskiego). Czeka mnie ponowna lektura tej arcyciekawej książki (lektura bardzo potrzebna, zwłaszcza, że wychodzę właśnie z jednej z "ciemnych dolin" mojego życia). Mam też trzy dobrze się zapowiadające książki Gilberta K. Chestertona: Człowiek, który był czwartkiem, Przygody księdza Browna i Kula i krzyż.

środa, października 15, 2008

Pożegnanie sezonu


Słoneczny dotyk budzi jeszcze złoto lata w płatkach suchości, liści szeleście, co pod nogami parkowego spacerowicza szepczą o początku jesiennej szarugi. A za chwilę opadnie ostatni strzęp złotordzawej kurtyny, w srebrnych strugach łez nadejdzie ta smutniejsza, bardziej żałosna część roku
. Kończy się kolejny sezon - kres babiego lata.

Dziś jadę jeszcze do Włoch. Wracam za osiem dni. A potem moje szarugowe wakacje okraszone tylko jednym listopadowym wyjazdem do Wilna i zapewne jakimiś sympatycznymi krajówkami. Niedawno wróciłem z Krymu - wspaniała podróż... Ponad dwie doby w kultowym postsowieckim pociągu, w wagonach kupje, pod opieką sympatycznej pani wagonowej, która robiła nam pyszną kawę w szklankach z radzieckimi posrebrzanymi koszyczkami. Nie zapomnę tej podróży. Ciągle miałem skojarzenia z moją książką roku 2008 - Lodem Dukaja. No i rozmarzyłem się o podróży na Syberię. Może pewnego dnia? Nasz sjerjoznyj wagon z piecykiem z otwartym ogniem, gdzie zawsze czekała wrząca woda, z toaletą wyjętą z filmu Dzień świra, gdzie na sedesie są "stopy" do stania i wypinania swoich czterech liter niczym na tzw. "małyszówce"... Po kilku staganczikach nemirowki nasz dom na szynach stawał się naprawdę przytulny. A za oknem szerokie widoki przestronnej Ukrainy: pasma łagodnych wzgórz, dym płonących ognisk, ludzie zbierający z pól ziemniaki, stada gęsi, skromniutkie-biedniutkie wioski, schludne mimo biedy Ukrainy stacje kolejowe... Ech, grust zapycha pierś. Chciałoby się, ach chciało znowu na Ruś, na Ukrainę...

Na Krymie było cudownie. Dobra pogoda, mało turystów. Mijaliśmy się przez kilka dni z królem Szwecji, który właśnie odwiedzał Taurydę. Za opowieść o Krymie niech posłuży te kilka zdjęć...

















piątek, października 10, 2008

Hobbit stęskniony za spokojem...


SCHEDA PO TOLKIENIE

Jacek Kaczmarski

Kowale trudu i obłudy,
Złotnicy zła, szlifierze zysku
Myśl nazywają córką nudy
Choć są więźniami swych pomysłów,
Wycisną wszystko z ziemskiej grudy -
Przewrotne, chciwe krasnoludy.

Wiedzący skąd wiatr grom przywieje,
Ale zapobiec mu niezdolni,
Starych zagrożeń drążą rejestr
Żeby od nowych świat uwolnić,
A wiatr z nadziei ich się śmieje -
Osamotnieni czarodzieje.

Niepomne swoich własnych zmarłych,
Ale na grobach ich oparte,
W ochrypłych obracają gardłach
Skargi - na strzępy słów podarte;
Tylko by tarły się i żarły
Okrutne, nieszczęśliwe karły.

Przejrzyste dla tych, którzy nie śnią,
Zawsze obecne w świecie dzieci,
Odchodząc cicho ścieżką leśną
Co śladem ich przez chwilę świeci
Pędzelkiem zmierzchu wróżbę skreślą -
Elfy ze swoją smutna pieśnią.

Oto mieszkańcy świata wojen
O wielkie sprawy bez spoczynku,
Zaludniający myśli moje
Gdy siadam z fajką przy kominku;
Więc o nich śnię i ich się boję -
Hobbit stęskniony za spokojem.

Jacek Kaczmarski
19.08.1997