poniedziałek, czerwca 07, 2010

"Najważniejszy jest Bóg"


Gorący wpis, bo pot ciągle leje się z czoła, a tętno dopiero od chwili spada. Właśnie wróciłem z wieczornego biegu. Woda leje się do wanny, więc notka będzie krótka. Ale postaram się, żeby była treściwa.

No więc poprawiłem czas od zeszłego roku. Wprawdzie od 1 stycznia biegałem tylko 50 razy (co daje jakieś 300 km - tak, notuję to i tak, wiem, że to o wiele za mało...), ale udało mi się poprawić czas na moje 5 km. W zeszłym roku było to 33 minuty - dziś 31 minut. Niewiele? Ja wiem ile potu trzeba było wylać... Na ścieżce biegowej przez Sobieskiego, Park, Kresową i Moniuszki wiele mojego DNA wsiąkło w glebę, he he.

Wielkie plakaty Jarosława Kaczyńskiego w Sosnowcu. Doskonałe technicznie i tworzące dobre wrażenie o kandydacie. Na nich hasło "Najważniejsza jest Polska". Choć będę głosował właśnie na pana Jarosława (o ile 20 czerwca w Edynburgu będę mógł podjechać pod konsulat RP), to z jego hasłem nie mogę się do końca zgodzić. Nie... - wiem, że to hasło jest uproszczeniem, że powstało jako pewne wołanie na liberalno-internacjonalistycznej puszczy. Na pewno sam Jarosław Kaczyński przyznałby mi jednak rację, gdy mówię: "Najważniejszy jest Jezus", a naszą prawdziwą ojczyzną jest obecne w relacji z Panem Królestwo Niebieskie. Ale w związku z wysłuchaną w czasie biegu rozmową w radiu TOK FM (tfu!) tak mi się pomyślało, gdy patrzyłem na zatroskane, bardzo dobre technicznie zdjęcie kandydata Prawa i Sprawiedliwości, że trzeba by tę sprawę podkreślić.

W radiu TOK FM wysłuchałem smutnego, pełnego przeinaczeń dialogu dwóch panów na temat buddyzmu. Chodziło o podobieństwa i różnice między buddyzmem i chrześcijaństwem, a raczej "chrześcijaństwem" z wizji panów prowadzących rozmowę. Dziwne jak można nie znać podstawowych prawd chrześcijaństwa. Obawiam się też, że wiedza panów na temat buddyzmu była równie ograniczona, ale tembr głosu, ton rozmowy i samozadowolenie panów było tak duże, że na pewno stali słuchacze tego szkodliwego radia też na pewno byli bardzo zadowoleni. Chodziło chyba o podbudowanie "ego" a nie o wyjaśnienie niejasności i dialog międzyreligijny. W każdym razie nieprawdą jest, że buddyzm pozwala na "przebudzenie" już za życia, a chrześcijaństwo obiecuje zbawienie dopiero po śmierci. Chrześcijaństwo (które wbrew temu, co mówili panowie nie jest religią ale po prostu relacją osobową z osobowym Bogiem) nawołuje do nawrócenia, do przemienienia serca. Zbawienie jest nam - ludziom każdego czasu i każdej strony świata - dane dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Boga, który stał się dla nas człowiekiem. Dzięki metanoi, przemianie serca człowiek może czerpać z owoców zbawienia już tu, za życia doczesnego, bo Królestwo Niebieskie już tu jest. Jest ono wszędzie tam, gdzie człowiek zaprzyjaźnia się z Jezusem Chrystusem. I buddyjska Pustka nie jest odpowiednikiem osobowego Trójjedynego Boga, o którym mówi światu chrześcijaństwo. A także chrześcijaństwo nie nawołuje do niszczenia przyrody! Człowiek żyjący w Raju miał czynić sobie ziemię poddaną - i miało to dobre i błogosławione skutki. Ale dziś człowiek żyje w dysharmonii i kroczy poplątanymi ścieżkami grzechu. Wszystkie dane nam moce są dziś używane w sposób chaotyczny i poplątany, wprowadzając zło do świata przyrody (i nie tylko do tego świata). Dlatego tak potrzebna jest nam w życiu doczesnym metanoia i tak bardzo jest nam potrzebna biologiczna śmierć, która prowadzi do zmartwychwstania w nowym, naprawionym świecie...