wtorek, listopada 30, 2010

Bajka


Wiersz Wojtka Wencla pt. Bajka z tomiku Podziemne motyle (Wyd. Nowy Świat, W-wa 2010):

Chłopiec trzy i pół kilo oczy ma po mamie
już nie płacz księżyc ziewa i za chwilę zaśnie
bociany noszą dzieci dzieci lubią misie
no jedz grypa w przedszkolu zachowuj się ciszej
trzy gole na wuefie wakacje nad morzem
jutro pod multikinem o tej samej porze
póki co mieszkasz z nami więc naucz się słuchać
nie poszedł na egzamin niedojrzały gówniarz
ojciec-szklarz matka-szyba dokąd się tak spieszysz
ty grasz a obiad stygnie powinnaś się leczyć
pożyczyłem notatki nie wiesz z czego pyta
musi pan jeszcze wpisać znajomość języka
kocham cię na mieszkanie na pewno wystarczy
dziewczynka cztery kilo wakacje w Chorwacji
najważniejsze jest zdrowie reszta sama przyjdzie
premie za nadgodziny nagany za picie
mogłam wyjść za innego to lepiej bym miała
no i dzwoni Monika cała uchachana
butelka absolutu - stanowczo za mało
miałeś naprawić bojler OK wstanę rano
będą zwolnienia z pracy idź precz bo nie zdzierżę
proszę pani: w tym wieku ryzyko jest większe
znika w gliniastym dole mahoniowa trumna
choć opowiem ci bajeczkę bajka będzie długa

Z powrotem


Już od dawna miałem dość tej mętnej wody, która niosła mnie bezwolnego ku znanej mecie. Jeśli próbowałem co jakiś czas wyłączyć moją łódź z szalonej gonitwy, to nie dlatego, bym chciał odwlec kres podróży - pragnąłem po prostu zawrócić, raz jeszcze zanurzyć dłoń w chłodnym, rwącym nurcie, raz jeszcze nasycić wzrok soczystymi barwami, jakie nas otaczały na początku drogi, odnaleźć dźwięki, obrazy, zapachy, które cichły, blakły i wietrzały w mej niedoskonałej, choć widocznie trwalszej niż u innych, pamięci. Chciałem na chwilę chociaż znaleźć się tam, gdzie sny miały realność jawy, a jawa zwiewność snu, gdzie wszystko posiadało urok niespodzianki i moc olśnienia, gdzie zadziwiały, budziły zachwyt lub niepokój najprostsze rzeczy pod słońcem: kolorowy kamyk, przezroczystość wody, ogromne oczy sowy. Słowem - chciałem wrócić do źródła.
Dla większości moich towarzyszy podróży było to niezrozumiałe. Parli naprzód w zapamiętaniu, nie oglądając się za siebie, jednakowo obojętni wobec wszystkiego, co nie było "tu i teraz". Kto nie miał żagla, zastępował je prześcieradłem, chustą, strzępem szmaty. Wiosłowano deskami, łopatami lub po prostu gołymi rękami. Burty tłukły o siebie, zderzały się z trzaskiem, łodzie pękały i rozsypywały się na kawałki. Nie zatrzymując się, klecono naprędce ze szczątków prowizoryczne tratwy. Wyścig trwał [Zbigniew Batko, Z powrotem, "Prolog", Iskry 1984, str. 7].
Marzyłem o tej książce. Miałem ją kiedyś, ale zanim przeczytałem, pożyczyłem i zginęła... Dziś znalazłem ją z osiedlowej bibliotece. Jestem pierwszym czytającym ten egzemplarz od... 1984 r. Jestem w ogóle pierwszym czytającym tę właśnie książkę - wspaniałą alegorię ludzkiego życia w połowie drogi ku ziemskiemu kresowi. Ilustrował ją mistrz Stasys Eidrigevičius, a jej autorem jest znany tłumacz, Zbigniew Batko. Dedykowana jest "Byłym dzieciom". Ta książka to skarb! Jeżeli ktoś ją ma i chciałby mi sprezentować lub sprzedać do 50,- zł będę bardzo wdzięczny...

niedziela, listopada 28, 2010

Auta i lóme! Utúlië 'n aurë!


Rz 13,11-14:
Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła (...)
I kolejny Adwent mojego życia. Dziś w kościele słyszeliśmy czytanie z listu Pawła Apostoła do Rzymian. A w nim powyższe słowa, które tak bardzo kojarzą mi się z Tolkienowskim opisem Bitwy Nieprzeliczonych Łez, Nirnaeth Arnoediad, że podejrzewam w tym opisie świadomą lub nie inspirację biblijną. Pamiętamy okrzyki bojowe w quenya: Auta i lómë! 'Kończy się noc!' oraz Utúlië 'n aurë! 'Nadszedł dzień!'. Pamiętamy obecność ciemności i elfie zbroje światła.

Czas się obudzić ze snu, bo Pan jest tutaj. Nadszedł bowiem ten dzień, noc za nami.