niedziela, grudnia 25, 2016

Holda i stetewaldy na Śląsku

Z Katalogu magii brata Rudolfa (opis etnograficzny z okolic Rud Raciborskich z XIII/XIV):

»Rozdział X - O czarodziejskich praktykach do osiągnięcia szczęścia

Aby zapewnić sobie szczęście, a także opływać w ziemskie dobra, uprawiają przez Boga znienawidzone praktyki. W nocy Bożego Narodzenia zastawiają stół dla królowej nieba, którą powszechnie nazywają panią Holdą, aby ich wspomagała. W nowych domach albo takich, w których mają od nowa mieszkać, zakopują do ziemi w różnych kątach mieszkania, a czasem za piecem, garnki wypełnione różnymi rzeczami na cześć bogów domowych, których powszechnie nazywają opiekunami domu [stetewaldiu]. (...)«


Boże Narodzenie na Śląsku około 1860

»Gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia, mężczyźni zaczynali obchód z "betlejką". Czasami byli to Trzej Królowie. Mężczyźni z betlejką dźwigali umieszczony na podobnym do mar nosidle coś w rodzaju lalkowego teatru lalkowego, teatru marionetek. W głębi widoczna była scena narodzin Chrystusa w stajence betlejemskiej. Na pierwszym planie jednak odbywały się prawdziwe przedstawienia kukiełkowe: występowali Bóg Ojciec, diabeł, kilka aniołów, Chrystus Zbawiciel i różni święci. Recytowano przy tym różne rymowanki i śpiewano pieśni. Trzema Królami byli zazwyczaj chłopcy z sąsiedniej osady albo i z tej samej miejscowości, którzy zamieniali się w świętych mężów za pomocą naciągniętych na ubranie białych koszul i koron z pozłacanej tektury. Jeden z nich miał twarz uczernioną, drugi – długi kij pasterski, z którym podczas występu tańczył dookoła pomieszczenia. Chłopcy śpiewali po niemiecku albo po polsku. Z niemieckich tekstów przypominam sobie jeszcze następujące wersy:
Wyjrzał Herod przez okienko, 
I fałszywym pyta głosem.
Zacni Mędrcy co was trzech,
Gdzież to chcecie dostać się?
Mord dzieci betlejemskich przedstawiony był symbolicznie w ten sposób, że jeden z Trzech Króli za pomocą wielkiego noża albo starej szabli odrąbywał lalce głowę. Ci święci Trzej Królowie chodzili po okolicy od połowy grudnia do połowy stycznia. Byli jednak również Trzej Królowie przedstawieni przez dorosłych, zwłaszcza z Galicji, którzy swoje występy traktowali jako działalność zarobkową. Posiadali oni rzeczywiście imponujące kostiumy i zawsze nosili ze sobą gwiazdę, którą podczas występu żwawo obracano. Umocowane w środku światło przebłyskiwało przez papier oklejający przednią część gwiazdy. Święci Trzej Królowie mieli nadzieję na datki pieniężne. 

Na Boże Narodzenie znów odbywało się pieczenie ciast. Tym razem strucel był obligatoryjny. Choinki ustawiano tylko w domach rodzin niemieckich, a i to nie wszędzie.

W wieczór wigilijny rozdawano prezenty – przede wszystkim dzieciom. Najważniejszą rzeczą w Wigilię było wszakże jedzenie, składające się z zupy rybnej, karpia w polskim sosie (do niezbędnych składników sosu należały piwo, przecier śliwkowy, piernik i skórka z cytryny), a szczególnie lubianych przez dzieci "makówek".

Przypominam sobie, że w wieczór wigilijny bardzo często ulicami przeciągali mężczyźni strzelający przed każdymi drzwiami z batów. Podług jednej wersji to strzelanie z biczy miało odganiać złe duchy. Mój ojciec opowiadał mi jednak, że w dawnych czasach na folwarkach schodzili się na dziedzińcu dworskim owczarze składający w ten sposób swojemu państwu wyrazy czci i szacunku. (...)«

Anton Oskar Klaußmann, Górny Śląsk przez laty, str. 97

wtorek, grudnia 13, 2016

IMPERATOR, polski film po łacinie


IMPERATOR

In classic Latin with English subtitles
Rome Empire, Story of Emperor Marcus Salvius Otho.
Directed by Konrad Łęcki,
Screenplay by Konrad Łęcki
Produced by Lidia Sadowska
Director of photography Karol Łakomiec
Film editor Robert Czerniejewski
Music by Roberto Ignis
cast: Robert Wrzosek, Ewa Hornich, Dominik Bąk, Jarosław Witaszczyk, Medard Plewacki, Edward Kusztal, Marcin Brykczyński, Andrzej Cempura, Piotr Czerniejewski, Cezary Kaźmierski

wtorek, grudnia 06, 2016

Kraina mojego dzieciństwa


To był 1979 albo 1980. Przyjaciele moich rodziców (u których nota bene rodzice się poznali), Terenia i Józek Jędreccy z Katowic wynajmowali już od jakiegoś czasu taki odosobniony, leśny dom (a właściwie zespół zabudowań), który nazywa się Marzatka i który najdziemy na mapach Śląska już w XVIII w. Zaczęliśmy do nich regularnie przyjeżdżać w weekendy. Niesamowity las, spotkania ze zwierzętami, grzybobrania, mnóstwo śmiechu przy ognisku, specjalny fotel wujka Józka, mnóstwo przygód i zabaw z moim Łukaszem, synem cioci i wujka. Nasi przyjaciele przed wybuchem stanu wojennego wyjechali na stałe do Rajchu, a my przejęliśmy w lesie po nich schedę. Jędreccy skontaktowali nas z bardzo fajną rodziną pana leśniczego o nazwisku Baran i już wkrótce przenieśliśmy się do Leśniczówki, która na niemieckich mapach nazywa się Dombrowice. Tam przeżyłem najlepsze swoje liczne wakacje, najlepsze dziecięce przygody, tam dostałem włócznią w głowę podczas obrony naszej wioski Indian, tam mieliśmy z synem leśniczego, Arturem, kilka domków na drzewach, kilka leśnych schronień, szałasów i ziemianek, tam przeżyliśmy wybuch stanu wojennego 13 grudnia 1981, tam prawie nie zamarzłem po wieczornym zimowym kuligu. Aleja Dębowa, ogniska, gołębie, ćwiczenia w strzelaniu z łuku, najlepsze (bo własne) maliny, przygotowanie kryzysowych słodyczy pod nieobecność rodziców, pierwsze moje podkochiwania się w kuzynkach Artura... Wynajmowaliśmy u Baranów całe pięterko starej niemieckiej leśniczówki. Tata oszczędzał reglamentowane paliwo tak, że co drugi weekend spędzaliśmy w Makowczycach, w naszej ulubionej Leśniczówce...


Po kilku latach przenieśliśmy się wpierw do Starej Szkoły w Myślinie, a potem ostatecznie osiedliśmy w pięknym, prostym ceglanym domku w Łąkach, przysiółku słynnej wsi wolnych chłopów, w Kadłubie Wolnym. Ten dom wynajmowaliśmy praktycznie do końca moich studiów i mojego małżeństwa czyli do 1998-99. Przez te wszystkie lata towarzyszyli nam na "naszej" wsi i przyjaciele – wujek Witek i ciocia Stenia, nasi sosnowieccy przyjaciele i sąsiedzi z Ordonówny – wujek Marek, ciocia Zosia oraz Piotrek i Kasia, a w końcu nasza rodzina z Wrocławia i Katowic. 

To były złote lata. Często wracam wspomnieniami do tych pięknych dni. A raz do roku lubię sobie zrobić samochodową wycieczkę, żeby przejść się "Białą Drogą" przez las, zebrać trochę grzybów, pooglądać sarenki, przejść koło "Domku Sprocketa", odwiedzić naszych dawnych gospodarzy, Kowolików...

Zapomniane hymny

Badając swoją genealogię odkryłem, że – o ironio! – po kądzieli jestem pierwszym w mojej linii członkiem rodziny, który urodził się w granicach państwa polskiego (też przecież nie w pełni wolnego, bo to był komunistyczny PRL). Mój prapradziadek Antoni urodził się w Królestwie Prus, pradziadek Rudolf w Cesarstwie Niemieckim w 1881, podobnie jego syn, a mój dziadek Jerzy w 1915, zaś moja mama urodziła się – niestety! – w III Rzeszy w 1943. To nic, że mówimy o tej samej ziemi, o krainie w promieniu 20 km. Dzieje Górnego Śląska są bardzo skomplikowane..

Zaprezentuję teraz kilka nagrań hymnów i pieśni, które były z urzędu istotne i ważne dla naszej ziemi, naszej małej ojczyzny, naszego Hajmatu.

Oto Preußenlied, "Pieśń Prus". Podobno miała też polskie słowa: 
»Ja jestem Prusak, to są moje farby (...)«

Prawdziwy Mikołaj Święty!

Jedyny prawdziwy, oryginalny Święty Mikołaj!
Ja tu pitu-pitu, wymądrzam się i teoretyzuję, a tymczasem kolejny 6 grudnia mija, a Wujek Rysiu nie wdział prawdziwego mikołajowego stroju i nie odwiedza znajomych dzieci. Gdy byłem mały, mój tata i różni wujkowie-sąsiedzi tworzyli dla nas – swoich dzieciaków – jedyny w swoim rodzaju spektakl: był taki wspólny strój św. Mikołaja (czasem trzymano go w naszej szafie) i co roku któryś z panów "wyjeżdżał na delegację", a tymczasem w którymś z mieszkań zbierały się dzieci i czekały... A potem słyszeliśmy dzwoneczek, pojawiała się w drzwiach Tajemnica! Brodaty Starzec z tiarą na głowie, w srebrzystym ornacie, z pastorałem... i workiem pełnym prezentów! Ale żeby dostać prezent, trzeba się było "wyspowiadać" ze swoich grzeszków, za pokutę zaśpiewać piosenkę. Czasem niestety wśród prezentów dostawało się też małą rózgę i węgielki...

O dawnych śląskich mikołajowych zwyczajach piszę na Tolkniętym (tutaj).

poniedziałek, grudnia 05, 2016

Moi pradziadkowie z rodu Wowro

Oto kolejni moi matczyni pradziadkowie (poza Rudolfem i Julią Wolf, których opisałem w mojej Wolfingssadze). To Jan Wowro i Magdalena z.d. Stefańska. Wowrowie przybyli na Śląsk z ziemi krakowskiej, z miejscowości Kamień w gminie Rybna, w powiecie krakowskim i pierwotnie nazywali się Wawro (jest to staropolski wariant imienia Wawrzyniec, a zatem jest to nazwisko odimienne; już w 1870 wymienia się w Roździeniu siodłaka (kmiecia) o nazwisku Wowro). Wowrowie mieli dwie córki - moją babcię Emilię (1915-1992) oraz jej młodszą siostrę Martę (1917-1947).

Jan Wowro (ur. 20 grudnia 1885 r. w Roździeniu) był synem Antoniego Mikołaja Wawro (w dokumentach Anton Nikolaus Wawro), ur. 14 września 1858 w Kamieniu w Galicji (w Kamieniu wciąż mieszka wielu Wawrów - na tamtejszym cmentarzu łatwo znaleźć groby z tym nazwiskiem). Był dyplomowanym ślusarzem. Zginął tragicznie podczas pracy w zakładach w Hucie Laurze (dziś Zakłady Zbrojeniowe w Siemianowicach Śl.) - zabiła go podobno sprężyna, która wystrzeliła z jakiegoś urządzenia. Jego żona, moja kochana prababcia Magdalena wyszła potem za mąż po raz drugi za Sylwestra Markefkę (zm. 1971), który pozostawił po sobie dwie kamienice w Szopienicach. Magdalena z.d. Stefańska była córką Karola Stefańskiego (ur. 26 marca 1859 w ówczesnym Eichenau czyli Dąbrówce; jego rodzice to Franz Stefański, ur. 1824 w Bogucicach i Katherin Schubert, ur. 1824) i Katarzyny z.d. Schultz (ur. 11 kwietnia 1856 w Mysłowicach; jej rodzice to Johann Schultz, ur. 1830 w Bieruniu Starym i Josepha Jaworski, ur. 1829 w Mysłowicach). Magdalena miała rodzeństwo: Konrada i Emmę.

Magdalena i Jan Wowro
Magdalena z córkami Emilią i Martą


niedziela, grudnia 04, 2016

Niesamowite mapy Śląska

Znalazłem na górnośląskim forum taką kolekcję map naszego regionu. Zabawy jest na całe tygodnie. Ja się przyjrzałem okolicom Pilchowic. Niesamowitości!

Najdokładniejsza XVIII-wieczna mapa Śląska i okolice Pilchowic!
http://www.grytzka-genealogie.de/images/kattowitz_karte.jpg
http://fotopolska.eu/311578,z,136035,1,foto.html
http://fotopolska.eu/310681,z,135645,1,foto.html
http://fotopolska.eu/foto/310/310664.jpg
http://www.kostuchna.boo.pl/Historia/Mapa10.JPG
http://www.mapywig.org/m/wig25k/P47_S28_H_KATOWICE.jpg
http://www.mapywig.org/m/General_and_tourist_maps/Podreczna_Mapa_WOJEWODZTWA_SLASKIEGO.jpg
http://amzpbig.com/maps/5779_Schwientochlowitz_1929.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_slask_geologiczna_1913_1.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_slask_1910.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_slask_1904.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_nikiszowiec_1913.jpg
http://www.giszowiec.info/pl/drukuj.php?co=mapy
http://www.giszowiec.info/grafa/mapy/mapa_giesche.jpg
http://forum.gazeta.pl/forum/w,34281,64591059,,Znod_ech_ciekawo_mapa_z_1619_roku.html?v=2
http://eksploratorzy.com.pl/mapy/GOP/tychy.jpg
http://andrzejwic.fm.interia.pl/1801.jpg
http://andrzejwic.fm.interia.pl/mapy.html
http://www.mapywig.org/m/German_maps/1919-1945/Gross_and_Einheitsblaetter/Grossblatt_Nr._118_Gleiwitz.jpg
http://mapy.amzp.pl/tk25_list.cgi?show=5780;sort=w
http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication?id=1210&from=&dirids=1&tab=1&lp=1&QI=
http://www.mapywig.org/m/German_maps/1919-1945/other/Standortkarte_Kattowitz_Suedost_50K_1943.jpg
http://www.mapywig.org/m/German_maps/1870-1919/200K/400dpi/TUDR_147_Beuthen_1902-14_kol.jpg
http://www.posselt-landkarten.de/karte_521.jpg
http://www.maproom.org/00/14/present.php?m=m036
http://teca.bncf.firenze.sbn.it/ImageViewer/servlet/ImageViewer?idr=BNCF0003492799
http://www.stub.unibe.ch/adam/zoom/zoom.php?col=ryh&pic=Ryh_4501_36
http://www.stub.unibe.ch/adam/zoom/zoom.php?col=ryh&pic=Ryh_4501_43
http://igrek.amzp.pl/mapindex.php?cat=TK25
http://amzpbig.com/maps/5780_Kattowitz_1942_2.jpg

... i jeszcze to:

http://www.deutsche-schutzgebiete.de/provinz_schlesien.htm

sobota, grudnia 03, 2016

Śląskie etymologie: siodłok i *chaciej

Po staropolsku chłop, kmieć to również siodłak (od siodło 'wieś, osiedle'). W etnolekcie górnośląskim jest to siodłok (odpowiednik niemieckiego Bauer) Siodłok był bogatszym chłopem, posiadającym ziemię. Biedniejszy chłop małorolny to po polsku zagrodnik (niem. Gärtner). Nie znam jeszcze śląskiego odpowiednika tej nazwy. Natomiast najbiedniejsi chłopi, którzy masowo ruszali za pracą do miast, chłopi bezrolni to chałupnicy (niem. Häusler). Moja mama, Górnoślązaczka z Szopienic, twierdzi, że w jej rodzinie o ludziach prostych i biednych, słabo wykształconych i niewychowanych mówiło się w jej rodzinie - chacieje. Czy to może być śląski odpowiednik słowa chałupnik? Chałupa = chata = Häusel

Okolice Gliwic na gwaszu Knippla