piątek, maja 26, 2017

Niepokalana z Sosnowca... i Madrytu


Znacie "Sosnowieckiego Aniołka"? To fragment obrazu, który znajduje się w samym centrum stolicy Zagłębia.

Kiedyś w ołtarzu głównym mojego parafialnego kościoła (kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa, czyli "Matka Kościołów Sosnowieckich"), teraz na lewo od ołtarza. Piękny obraz Niepokalanej. W 2013 na Facebooku pytałem: "Drodzy Księża i Parafianie. Jaka jest historia naszego obrazu Niepokalanej? Jestem zachwycony tym wizerunkiem, wiem, że był on niegdyś główną częścią starego neogotyckiego ołtarza... No właśnie - ołtarz był neogotycki, a ten obraz jest wyraźnie klasycyzujący. Czy nie pochodzi on z przełomu XVIII i XIX w.? Czy był wcześniej w innym kościele? Bardzo interesujące dzieło sztuki!".

No i zupełnie przez przypadek odkryłem, jaki obraz stał się wzorem dla jakiegoś XIX- lub XX-wiecznego autora, który wykonał swoją wersję tego dzieła. Oglądając w Googlach różne dzieła sztuki barokowej (w związku z moimi badaniami nad #TolkienAncestry) natknąłem się na obraz Murillo, przechowywany w madryckim Muzeum Prado:


Obraz zatytułowany jest Maryja Niepokalanie Poczęta, powstał w latach 1660-1665 i jest dziełem hiszpańskiego barokowego malarza Bartolomé Estebana Murilla. Znajduje się w zbiorach Muzeum Prado w Madrycie.

"Sosnowiecki Aniołek" jest równie rozkoszny, jak ten madrycki (widać go pod prawą stopą Maryi).

I jeszcze ciekawostka – według książki Korzeniec prof. Białasa, kafle na podłodze mojego kościoła parafialnego kładł główny bohater, Pan Korzeniec. Sam kościół w posoborowych został praktycznie zdewastowany przez nowe porządki liturgiczne (albo ich nieopaczne rozumienie). Ale w czasach naszego poprzedniego proboszcza pojawił się nowy piękny ołtarz neogotycki. Zrealizowały się się w praktyce postulaty Ducha liturgii Josepha Ratzingera (papieża Benedykta XVI).

Górny Śląsk i Małopolska to regiony Polski;
Zagłębie to podregion?

Zagłębie Dąbrowskie nie jest regionem Polski, który mógłby być postrzegany równorzędnie z regionami Górnego Śląska i Małopolski. Może kiedyś, po setkach lat historii... Natomiast zaryzykuję twierdzenie, że Zagłębie to podregion pograniczny, strefa z wpływami górnośląskimi, małopolskimi, ale też wciąż widocznym dziedzictwem carskiej Rosji i komunistycznego PRL-u.

Tak, popieram nazwę METROPOLIA "SILESIA"!

Oto mapy, które pokazują rzeczywiste regiony współczesnej Polski i jej dialekty:


Zagłębie, łacińskie Effossum?
Metropolia Silesia vs. Matropolia Silesia-Effosum (żart)

Na marginesie kontrowersji wokół nazwy związku metropolitarnego, który jednoczyć będzie miasta górnośląskie i zagłębiowskie. Miała być Metropolia "Silesia", ale miasta zagłębiowskie (tu szczególnie "zamieszał" Sosnowiec i prezydent Chęciński, który przekonał prezydenta Krupę z Katowic, że Zagłębie nie godzi się na "Silesię", łacińskie określenie Śląska).

Moje zdanie: Sosnowiec (a także Dąbrowa Górnicza, Będzin itd.) leżą w województwie śląskim. Nikt się przeciw temu nie buntuje w jakiś wyraźny sposób (choć znam separatystów zagłębiowskich, którzy chcieliby chyba albo odrębnego województwa zagłębiowskiego, albo chcieliby należeć do województwa małopolskiego). Śląsk to po łacinie Silesia. A zatem naturalnym (i wysoce korzystnym z punktu widzenia marketingu) jest nazwanie związku metropolitarnego – Metropolia "Silesia". To termin znany w Polsce, łatwy do zapamiętania i zapisania w świecie. Jest szansa zaistnieć pod fajną nazwą jako największa metropolia w Europie Środkowej (prawie dwa miliony mieszkańców!)

Niestety to się nie udało...


Jako miłośnik lingwistyki zacząłem na Facebooku zabawę w odnalezienie odpowiedniego terminu łacińskiego dla Zagłębia, żeby "Aldrajch" nie czuł się gorszy, pozbawiony nobilitującej średniowiecznej przeszłości, gdy narodził się łaciński termin Silesia, którym objęto w XV w. także obszary opolsko-raciborskie – od XV w. Silesia Superior 'Górny Śląsk'. Jak wiemy sama nazwa Śląska-Silesii-Schlesien dotyczyła we wcześniejszym okresie terytorium plemiennego Ślężan wokół Góry Ślęży, która wg Z. Babika nazywała się w czasach przedsłowiańskich – *Siling.

Nazwa geograficzna Zagłębie Dąbrowskie powstała w XIX w. w zaborze rosyjskim i dotyczyła terenów dawnego Księstwa Siewierskiego oraz zachodniej Małopolski, które stały się w Imperium Rosyjskim ważnym obszarem rozwoju kopalnictwa i przemysłu. Słowo zagłębie pochodzi od czasownika głębić, zagłębić – patrz Słownik etymologiczny języka polskiego Wiesława Borysia. Nazwa oznacza zatem 'obszar, na którym występują i są eksploatowane złoża kopalin użytecznych'. Jak to przełożyć na łacinę?

Z pomocą przyszedł mój kuzyn, Kamil "Arathulion" Mańka, świetny filolog (klasyczny ale też tolkienowski!). I  dobry łaciński termin:

Effossum od czasownika effodiō, effodere 'wykopywać, wydobywać (z ziemi). Effossum to miejsce, gdzie się wykopuje, wydobywa z ziemi... Ładne?

sobota, maja 20, 2017

Gervaldas "Bērzis" Dārziņš

Mój pruski kolega, Piotr Wārnis Klamann-Lazarewicz pomógł mi wymyślić idealne pruskie imię. Ponieważ Doda Rabczewska nazywa mnie "Panem Elfem", to po prusku będę Bērzis! Bērzis to taki pruski Elf. Bērzis ma fajną literkę ē. Bērzis przypomina Derdzi... Derdzińskiego*. I jest to określenie mojego kochanego drzewa – brzozy.

I znalazłem chyba litewski odpowiednik wikińskiego Ryszarda: Gervaldas, od geras i valdyti 'władać' = 'hojny władca'. Czy Gervaldas to źródło imienia Geralda z Wiedźmina Sapkowskiego?

I jeszcze to...Gdybym został Łotyszem, zmienię nazwisko na Dārziņš 'Ogrodniczak'. Słowo to to zdrobnienie rzeczownika dārzs 'ogród'. Istnieje takie nazwisko i zapewne jest ono pochodnym od nazwy miejscowej "Ogródek". Oznacza 'tego, który mieszka wśród ogródka'.

Polecam Wam też pewien dawny tekst o brzozie, jej znaczeniu mitologicznym i poetyckim. Potolkienujmy trochę.
___________________________
* W różnych miejscach mylą Derdzińskiego z Berdzińskim

wtorek, kwietnia 18, 2017

Wenetowie: Bałto-Słowianie czy Italo-Celtowie?

»Podsumowując ten rozbudowany ciąg hipotez, bazujących na przypuszczeniach, można stwierdzić, że nazwy Aestii-Venedai-Venethi mogły oznaczać wielki masyw ludów, odpowiadających „wspólnocie bałto-słowiańskiej”, obejmując ludy o wyraźnym obliczu bałtyjskim, takie jak Galindai i Soudinoi oraz te, w których można dopatrywać się Słowian, jak Stavanoi.«

(Wojciech Nowakowski)

»Z danych hydronimii wynika jednak, że w strefie pobrzeża, na Sambii i Powiślu, obok substratu bałtyjskiego występował tu także tzw. wenetyjski („staroeuropejski”), należący do grupy italsko-celtyckiej, a łączony z kulturą łużycką (...)«

(Wiesław Długokęcki)

Czy *Gerdenis to praszczur Derdów-Derdzińskich?
(trochę żartobliwie, trochę nie...)


Wciąż intryguje mnie jedyna nazwa miejscowa, która tak mocno kojarzy mi się z moim nazwiskiem. Chodzi o Derdziņi, w gminie Vīksna w łotewskiej Łatgalii (dawne Inflanty Polskie). Jeszcze nie znalazłem żadnego historycznego opisu tej wioseczki i nie wiem, czy nazwa pochodzi od polskiego *Derdzinie/Derdziny czy też może od łotewskiego przymiotnika derdzīgs to po łotewsku 'odpychający, ohydny'... Marny kandydat do etymologii, ale pokrętne bywają drogi, jakimi powstają nazwy miejscowe.

A ponieważ mój haplotyp (R1a-YP350+) okazał się pokrewny rodzinom polskim o pochodzeniu jaćwieskim i pruskim (Skłodowscy, Dziewiałtowscy, Gintowtowie, Nienałtowscy), bawię się w poszukiwanie hipotetycznego antenata bałtyckiego, który dałby swoje imię rodowi Derdów-Derdzińskich. Derda to po staropolsku ktoś, kto lubi derdać, czyli 'biegać małymi kroczkami'. Ale przecież to niezwykłe słowo wcale nie musi mieć tylko takiej etymologii...

Jeżeli przodkiem Skłodowskich jest historyczny pruski nobil Skłodo (prus. Schlodo), to może antenatem Derdów-Derdzińskich jest... jakiś *Gerdinis? (jestem pewien, że bałtyckie ger- mogłoby być zaadoptowane do polskiego systemu fonetycznego jako der-; moje nazwisko czasem jest mylnie zapisywane jako Gerdziński albo Berdziński).

Istniał historyczny Gerdenis z Nalszy (ok. 1190–1267) – po litewsku Gerdenis albo Girdenis, po starorusku Гердзень, po łacinie Gerdine de Nailse, a po niemiecku Gerden) to kniaź połocki z litewskiego rodu wielkoksiążęcego, który pojawia się w źródłach w roku 1263. Był synem Dowiła Algimantaitisa, mężem Ewpraksji, ojcem Andrzeja Gierdenowicza.

Gdybym miał sobie wybrać jakieś bałtyckie miano, to chyba wybrałbym Gerdenisa albo Gerdisa (znanego ze słownika Trautmanna).

Muszę jeszcze poznać etymologię tych imion... Może rozjaśni to trochę sprawę moich problematycznych Derdzinów z Łatgalii?

Derdzińscy z Turówki i innych okolic Augustowa

Moi najstarsi znani przodkowie w linii ojca to Wojciech Derdziński i jego żona, Salomea z d. Wąsowicz. Wiem, że mieszkali oni jako małżeństwo w Krysowicach k. Mościsk w Galicji (to jest Ruś Czerwona, między Przemyślem i Lwowem, dziś na Ukrainie), gdzie w 1852 urodził się ich syn, Franciszek Derdziński, mój pradziadek. Ale nie wiemy, skąd Wojciech i Salomea Derdzińscy przybyli. W każdym razie urodzili się w okolicach roku 1830. Nie znam miejsca i daty ich narodzin. I tu tworzy się miejsce na moje teorie sprzężone z wynikami badań genetycznych. Rodzina Derdzińskich genetycznie spokrewniona jest z rodzinami pochodzenia prusko-jaćwieskiego, a najdawniejszych Derdzińskich znajduję w źródłach genealogicznych z XVII w. Gniazdem tej rodziny ma być Turówka k. Augustowa. Derdzińscy zamieszkali ją po spustoszeniach Potopu Szwedzkiego.

Wpisałem sobie hasło: "Derdziński Wąsowicz" do Googla i tu też fajne wyniki. Na przykład taki:


Derdzińscy i Wąsowicze jednocześnie występują wciąż na tamtych terenach, na dawnej Jaćwieży, nad rzeką Ełk (Jaćwingów Polacy nazywali Połekszanami, mieszkańcami dorzecza Ełku).
 
Skąd zatem wzięli się w Galicji? Tutaj pomocna okazuje się ciekawa książka, którą ostatnio zdobyłem w Bibliotece Śląskiej: W blasku i cieniu Augustowa. Z dziejów obszaru gminy Augustów Jarosława Szlaszyńskiego (Augustów 2014). W indeksie tej książki znalazłem całą grupę Derdzińskich! I to Derdzińskich o takich samych imionach, jakie występują w mojej rodzinie.
 
Pierwsza wspaniała wiadomość jest na stronie 61:
Większe zmiany ludnościowe miały natomiast miejsce w Turówce, gdzie nowych mieszkańców dostarczały przedmieścia (głównie Biernatki). I tu jednak od czasu "po potopie" (chodzi o Potop Szwedzki) mieszkali nieprzerwanie Sakowie i Derdowie-Derdzińscy.
 W przypisie do tego akapitu czytamy:
Wymienione nazwiska mieszkańców przedmieść występują tu do dziś, a więc nie nastąpiła w nich zasadnicza wymiana ludności.
A zatem Derdzińscy (to nazwisko występuje w tej formie od XVIII w., a jego wcześniejsza forma to Derda, z formą żeńską Derdzianka).

Na stronie 58 znajduję powstańca styczniowego z okolic Augustowa, Franciszka Derdzińskiego (tak samo nazywał się mój pradziadek – to oczywiście różne osoby, ale ciekawe dla mnie jest występowanie u Derdzińskich w okolicy Augustowa tego samego zestawu imion...). W dniach 18/19 maja 1863 r. dołączył on do oddziału płk. Konstantego Romotowskiego "Wawra". Wiemy, że po upadku powstania oddziały zostały rozbite. Ujętych powstańców zsyłano karnie w głąb Rosji, ale wielu osobom udało się zbiec za "kordon". Możliwe, że także zaangażowani w działania antyrosyjskie Derdzińscy wyemigrowali za granicę, do Galicji. Wysuwam taką teorię, że mój pradziadek, Wojciech Derdziński wyjechał uciekając przed branką do armii carskiej ze swoją żoną Salomeą do galicyjskich Krysowic, gdzie urodziły się ich dzieci, w tym Franciszek, mój pradziadek. Możliwe też, że ojciec Wojciecha (nieznany mi z imienia praprapradziadek) brał udział w powstaniu listopadowym i musiał po jego upadku uciekać do Galicji. Czytamy bowiem (str. 58):
Pierwszym sprawdzianem świadomości politycznej i patriotyzmu w okresie zaborów było powstanie listopadowe 1830 i 1831 roku. Niewielki udział, jako żołnierze regularnego wojska, wzięli w nim także mieszkańcy omawianego obszaru [ziemi augustowskiej], m.in. Ignacy Białobrzeski z Żarnowa, który służył w 4 Pułku Ułanów.

Inni Derdzińscy wymienieni w książce to Witold Derdziński z Białobrzeg k. Augustowa, który nie chciał poprzeć głosowania do Sejmu Ustawodawczego w 1947 (został za to zatrzymany na 24 godziny) oraz Edward Derdziński z Turówki (tak samo nazywał się mój dziadek, ojciec mojego ojca), który głośno krytykował ustrój Polski Ludowej w 1956.

Dalsi krewni Derdzińskich: Skłodowscy, Gintowttowie, Dziewiałtowscy, Nienałtowscy

Bezsporne jest pochodzenie przodków Skłodowskich z Prus. Dowiodły tego badania genetyczne, żyjącego potomka rodu. Również materiały archiwalne pozwalają to potwierdzić. Skłodo, czy Ausklode było popularnym imieniem wśród Prusów. Część rodziny Skłodowskich używała przydomku Windyki. Windyk był synem Obizora, księcia pruskiego, od którego wywodzą się Nienałtowscy. Gniazda obu Rodów: Skłody i Nienałty sąsiadują ze sobą, mają wspólną historię. Zostały założone po zwycięstwie grunwaldzkim. Zasiedlili je potomkowie pruskich rycerzy, którzy zbiegli z Prus przed agresją krzyżacką. Początkowo, po 1243 zasiedlali ziemię między Czerskiem, Grójcem, a Tarczynem. Po grunwaldzkiej wiktorii, korzystając z przywilejów książąt mazowieckich, przenieśli się do ziemi nurskiej zakładając między innymi Skłody i Nienałty. 

Na stronach Family Tree DNA znajduje się ciekawe tablicowe zestawienie wyników wszystkich badanych próbek (jest ich około 10 tysięcy!). Poszczególni badani zestawieni są w grupy pokrewieństw. Dzięki tej tabeli (stale uzupełnianej – ostatnio znalazł się w niej mój znajomy Literat z bardzo ciekawym haplotypem), można zobaczyć, które rodziny w Polsce albo poza naszymi granicami są bliżej (na poziomie początków naszej ery i epoki kształtowania się narodów) spokrewnione z naszą rodziną. Dzięki temu zestawieniu...

Kliknij żeby powiększyć

... mogę dziś powiedzieć, że miałem jakiegoś wspólnego bałtyjskiego przodka z rodzinami Skłodowskich (wywodzą się oni od pruskiego nobila o imieniu Skoldo), Dziewiałtowskimi-Gintowttami, Nienałtowskimi. To rodziny o "litewskiej", czyli najpewniej pruskiej albo jaćwieskiej genezie. I tak samo jest zapewne z Derdzińskimi, którzy jeszcze w XIII wieku mogli być Jaćwięgami, potem w wyniku podboju Jaćwieży ulegli przesiedleniu na północne Mazowsze (?) i następnie w XVI albo XVII w. zasiedlili ponownie okolice Augustowa (ich gniazdo znajduje się w Turówce i Bargłowie). 

A zatem, pani Mario Curie ze Skłodowskich, jesteś moją daleką ciotką!

czwartek, kwietnia 13, 2017

Pilchowice ok. 1750 (mapa Wredego)

Dzięki pomocy Krzisztofa Waniczka, którego poznałem dzięki Szczepanowi Twardochowi, koledze z rodzinnych matczynych Pilchowic, mam wreszcie upragnioną sekcję mapy Wredego z Pilchowicami. Gdzieś tam widnieje chata w Pilchowicach, na terenach dworskich, w której urodził się mój praprapradziadek, zagrodnik pilchowicki, Józef Wolff.



Christian Friedrich von Wrede − major inżynierii, porucznik pruski, kartograf.

"W latach 1747-1753 dokonał on na zlecenie króla pruskiego Fryderyka II Wielkiego nowych pomiarów kartograficznych na Śląsku (bez części austriackiej), gdyż wcześniej sporządzone mapy nie nadawały się do celów wojskowych. Tak powstał zawierający 195 arkuszy rękopiśmiennych w skali 1:33 333 atlas "Krieges-Carte von Schlesien". Atlas oprawiony w czerwoną skórę został wręczony królowi.

Arkusze mają wielkość 73x52 cm, z czego sama mapa zajmuje powierzchnię 60x43 cm. Z prawej strony mapy znajduje się regest zawierający wykaz miejscowości z podaniem właściciela, liczby mieszczan/kmieci, chałupników i zagrodników oraz koni.

Starannie wyrysowane sekcje zawierają wiele cennych danych. Są na nich zaznaczone wszelkie budynki - począwszy od stodoły przez stajnię i budynek mieszkalny w przypadku gospodarstw kmiecych, kościoły, klasztory i kaplice, siedziby szlacheckie, ruiny grodów i zamków, stacje poczty, mosty kamienne i drewniane, przeprawy, wiatraki, młyny wodne, tartaki, cegielnie, piece wapienne, huty szkła, kuźnice, kopalnie: złota, srebra, miedzi, cyny, rtęci, kuźnice mosiądzu.

Mapy zawarte w atlasie ze względu na konieczność zachowania tajemnicy wojskowej nie zostały opublikowane, zaś historykom udostępniono je dopiero na początku XX wieku. Obecnie atlas znajduje się w posiadaniu Staatsbibliothek zu Berlin - Preußischer Kulturbesitz. Niestety jako źródło pozostają nadal nieznane wielu historykom." (Wikipedia)

niedziela, marca 19, 2017

R1a: YP350+:
przodkowie Derdzińskich z czasów upadku Rzymu

Kilka dni temu przyszły ostatnie wyniki badań mojego genotypu. Dziejami mojej rodziny Derdzińskich zajmuje się specjalista, pan Łukasz Lubicz Łapiński. Przesłał mi powyższą grafikę i następujące informacje:
Potwierdziła się intuicja p. Łapińskiego, że nasza linia męska należy do linii prusko-jaćwieskiej! Mamy już dane z czasów upadku Imperium Rzymskiego i kształtowania się etnosów Europy Środkowo-Wschodniej. Mój marker YP350+ datowany jest na pierwsze stulecia po Chr. Jest to subklad dużej haplogrupy R1a.
W projekcie szlachty mazowieckiej figuruje kilka rodzin z tej grupy. W XV w. rodziny te dowodziły, że są potomkami prusko-jaćwieskich wojów, Obizora i Windyki, a ja jestem gdzieś tam z nimi na tej samej gałązce genealogicznej – tylko kilka wieków wcześniej.

Mam też bliski "match" genealogiczny. To słynna rodzina Skłodowskich (tych od Marii Curie-Skłodowskiej), potomków rycerza Skoda, który był potomkiem Obizora. Nasza noblistka pochodziła z rodu herbu Prus. I jak widać nie jest to przypadkiem, bo była potomkinią pruskich rodzin. Ciekawą informacją dla moich krewnych z rodziny Derdzińskich będzie bez wątpienia fakt, że słynna polska noblistka jest naszą daleką ciotką.

czwartek, marca 02, 2017

Jestem R1a-Z92



Czego można się dowiedzieć z badań DNA? Oto historia moich męskich przodków...

Pochodzimy z Afryki. Jak wszyscy Wy. Moi męscy przodkowie wywędrowali z Afryki ok. 70-100 tysięcy lat temu. Gdzieś około 16 tys. lat temu nasza linia genetyczna (R1a) wydzieliła się gdzieś w Azji Środkowej (albo nawet na Bliskim Wschodzie). Moi męscy przodkowie brali udział w rewolucji neolitycznej. Moi męscy przodkowie byli Praindoeuropejczykami! Ok. 3500 lat przed Chr. oddzieliliśmy się od reszty Indoeuropejczyków jako gałąź europejska Z283. Około 3 tys. lat przed Chr. staliśmy się Indoeuropejczykami z Europy Środkowej i Wschodniej (Z280). a potem moi męscy przodkowie stali się założycielami linii bałtyjskiej (Z92)... Teraz się okaże, czy moi męscy przodkowie byli Estiami (czyli Bałtami Zachodnimi), czy może należeli do rodów Bałtów Wschodnich, którzy po slawizacji stali się Słowianami Wschodnimi... Stawiam na tę pierwszą opcję.
 
Recent YDNA results. Now the next test will provide the information if the Derdziński family male ancestors were of West Baltic or East Baltic/East Slavic ancestry. I suppose it will be West Baltic line of the Jotvingians or Prussians. The oldest Derdzinski family members lived in 18th c. near Augustów, in former Baltic teritories.

Dziopakowie z Ruskiej Wsi, Derdzińscy z Jaćwieży...

Dzięki serwisowi Geneteka znalazłem właśnie brakujące w moim drzewie dane na temat moich prapradziadków spod Rzeszowa. Wyciągam z niepamięci Błażeja Dziopaka i jego żonę Mariannę oraz Jakuba Pękalę i jego żonę Katarzynę. Byli oni rodzicami moich pradziadków: Józefa Dziopaka i Agaty Pękali z Ruskiej Wsi. Józef i Agata Dziopakowie to rodzice mojej babci Helenki z Łańcuta, która wyszła za Edwarda Derdzińskiego i była mamą mojego taty, Stanisława.

Akt dotyczy chrztu małego Stasia Dziopaka z Ruskiej Wsi, który urodził się 8 kwietnia 1895, ochrzczony był 15 kwietnia tamtego roku i niestety zmarł 8 lipca 1897 roku. Być może mój tata otrzymał imię aby upamiętnić małego braciszka swojej mamy?


A myśląc o samych Derdzińskich, łącząc swoje badania genetyczne (które moich męskich przodków wywodzą z plemion Bałtów - zapewne Prusów lub Jaćwingów) z tym, co podają nam źródła genealogiczne, dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie wszyscy Derdzińscy w Polsce pochodzą z północnej części dzisiejszego Podlasia, z ziem dawnych Jaćwingów - że są w zasadzie spolonizowanymi Jaćwingami. W dawniejszych czasach, w XVIII w., Derdzińscy mieszkali głównie w okolicy dzisiejszego Augustowa, w wiosce Turówka, w Bargłowie itd. Teraz nie dziwi mnie nazwa Derdzini na dzisiejszej Łotwie... Derdzińscy migrowali zapewne (być może przed rosyjską branką) do Galicji (gdzie mieszkali moi Derdzińscy przodkowie), ale też w okolice Konina (dawny zabór rosyjski) i być może także na Inflanty - stąd nazwa wioski i jeziora Derdzini.


sobota, lutego 25, 2017

gъpanъ czyli noblesse oblige

Mamy tę piękną, grzecznościową polską formę Pan, której warto używać. Ona łagodzi obyczaje, sprawia, że nabieramy dystansu do swojej własnej wrogości, że łagodnieje nasza mowa. Jesteśmy narodem, którym się "panuje", w którym się tej formy używa, żeby odróżnić się od zwykłego "chama". Chyba chamem nikt za bardzo być nie chce. Bądźmy narodem panów. Lepsze to niż być narodem chamów. No bo skoro już się Polacy wzorują na swojej dawnej szlachcie, na panach, to noblesse oblige.


Tym bardziej, że słowo pan ma naprawdę ciekawą etymologię. Być może pochodzi od irańskich Sarmatów, którzy panowali Słowianom (znanym np. u Herodota jako Scytowie Rolnicy) w czasach starożytnych. Nasz pan to prawdopodobnie słow. *gъpanъ (stąd staroczeskie hpan, zapożyczone węgierskie żupan itd.), co wiązać można ze staroindyjskim gópas jak poświadcza Max Vasmer.

wtorek, lutego 14, 2017

Głębiej w dzieje linii przodków...

Przed wyjazdem do Nowej Zelandii wykonałem kolejne badania Y-DNA, korzystając z pomocy pana Łukasza Lubicza Łapińskiego, znanego polskiego genealoga genetycznego. O możliwościach, które stały przede mną, zanim nie wysłałem do Berlina próbek, pisałem już wcześniej ("Jestę Wikingię?"). Okazało się, że zgodnie z domysłem p. Łukasza moi przodkowie nie byli ani "Wikingami", ani żydowskimi Lewitami z linii Aszkenazyjskiej (jak zawyrokował Genographic). W tej chwili na 90% moi męscy przodkowie okazują się Bałtami. Oto, co na ten temat pisze badacz:
"Typowane przez mnie oba wyniki POZYTYWNE. Marker Z91 datowany na ok. III tys. p.n.e. - typowy dla populacje Europy Środkowej i wschodniej - POZYTYWNY.
Marker Z91 datowany na połowę II tys. p.n.e. - typowy dla populacji Polski Północno-Wschodniej, Białorusi, Litwi i Łotwy - POZYTYWNY

Jesteśmy na dobrej drodze.

Wg mnie geny należą też do kolejnych bałtyjskich linii -> Z685 i jej grupy YP270
Zerknij w załacznik R1a-clades dla przypomnienia - albo lepiej wydrukuj sobie - bo to już Twoje drzewo genealogiczne.

Powoli wkroczyć można już z prehistorii i neolitu w epoke żelaza i antyku. Kolejny zestaw markerów pozwoli ściąć chronologię o połowę, a przy szczęściu jesteśmy juz w pierwszych wiekach n.e. i okresie formowania się państw i organizacji plemiennych w tej części Europy. Kolejny załacznik R1a-Z92.JPG pokazuje zasięg dwóch głownych linii R1a-Z92 oraz po prawej - bardziej szczegółowy dalszy podział.
Proponuję kolejne strzały, przeskakując kolejne poziomy od razu sprawdzić YP351 - marker typowy juz dla Bałtów Zachodnich (Prusowie, Jaćwingowie, Galindia) i w zależności od wyniku koljeny poziom w dół."
To wszystko jest niesamowicie ciekawe. Okazuje się, że moi męscy przodkowie mogli być zeslawizowanymi Bałtami, może Prusami, a może Jaćwingami. Kto wie, czy jako Mazowszanie nie wyemigrowali w XV w. na południowy-wschód, gdzie osiedlili się w okolicy Krysowic (skąd pochodzili moi pradziadowie) albo na Podolu (bo tam znalazłem ślad Derdzińskich z XVII w.). Będę sprawę badał dalej. Teraz nie mogę już odrzucać możliwości, że Derdziny w Łatgalii na Łotwie, jedyna miejscowość, której nazwa podobna jest do mojego nazwiska, mogą mieć jakiś związek z moją rodziną. 


czwartek, stycznia 12, 2017

»Dębno«, »Dębieniec«?

Wszyscy znani mi przodkowie byli mieszczanami z małych miejscowości: Derdzińscy to Łańcut i Przemyśl – Wolfowie to Szopienice i Pilchowice. Choć ich przodkowie byli zagrodnikami i chałupnikami, to jednak w pamięci rodzinnej jest mieszczaństwo, praca w oświacie, w biurach, w rzemiośle, w handlu. I my mamy swoją legendę heraldyczną. Mój tata bowiem twierdził, że jesteśmy herbowi i nasz herb to – o ile pamiętam – "Dębieniec". Nie znam takiego herbu, a sama herbowość to raczej jakaś naciągana legenda (choć moja prababka ojcowska nazywała się Koptyńska, a wcześniej jeden z pradziadków wżenił się w Brylińskich), ale jest to miłe. W każdym razie najbliższy nazwą jest herb Dębno.



środa, stycznia 11, 2017

R-M512 czy R-L63?


Genographic mówi, że jestem R-L63, a Family Tree DNA, że R-M512

Znam już 37 markerów swojego Y-DNA. Dopiero dziś z p. Łukaszem Łapińskim odkryliśmy, że moje dane przetransferowałem już do Family Tree DNA i zapłaciłem za pogłębioną analizę w 2011 i 2014 – wyobraźcie sobie, że wypadło mi to zupełnie z głowy! Lada dzień zaczynamy badać dalsze głębie mojego dziedzictwa genetycznego. W tej chwili są dwie możliwości: albo jestem spokrewniony ze skandynawskimi Germanami indoeuropejskiego pochodzenia, albo z aszkenazyjskimi Lewitami indoeuropejskiego pochodzenia (Mojżesz, Aaron, Maryja ). Powyższa mapka pokazuje moich krewnych genetycznych w bazie tego serwisu. Wikingowie i Semici.

Co byłoby fajniejsze? Nie wiem ale za miesiąc będę wiedział być może jeszcze więcej o swoich odległych przodkach. Na razie pokazuję mapkę z moimi krewnymi genetycznymi na poziomie 12 markerów.

Jestem w The Genographic Project, a przede wszystkim Family Tree DNA. Znajdziecie mnie też na ySearch.

niedziela, stycznia 08, 2017

Aldrajch 1536

Mathias Gerung, "Będzin" (23 grudnia 1536)

Historia wielkiej podróży jest opisana między innymi na fajnym blogu "Moje Zagłębie". Polecam!
27 listopada 1536 palatyn Ottheinrich opuścił rodzinny Neuburg i udał się w długą podróż do Krakowa. Po co tam pojechał?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się w czasie o dalsze kilkadziesiąt lat, do słynnego „wesela landshuckiego” w roku 1475. Głównymi postaciami owego wydarzenia byli książę bawarski Jerzy Bogaty i jego nowo poślubiona małżonka – Jadwiga, córka Kazimierza Jagiellończyka. Ojciec panny młodej okazał się przy tym dość hojnym człowiekiem: Król Kazimierz obiecuje swemu szwagrowi, księciu Ludwigowi i swemu zięciowi księciu Jerzemu wypłacić księżniczce Jadwidze jako wiano 32000 guldenów węgierskich w przeciągu następnych pięciu lat… Problem w tym, że o swojej obietnicy najprawdopodobniej zapomniał.

Nie zapomnieli jednak wnukowie owej księżniczki Jadwigi, Ottheinrich i jego brat Filip nie bez powodu zwany Swarliwym. Jako prawdziwi ludzie renesansu niezmiennie potrzebowali gotówki, wobec czego na początku lat 30 XVI wieku zwrócili się do swego dalekiego krewniaka, Zygmunta Starego, o wypłacenie należnych pieniędzy. Polski monarcha musiał być tym faktem mocno zdumiony. Jak wynika z licznej korespondencji argumentował, że dług już dawno uległ przedawnieniu, a nawet że być może został spłacony, tylko nie zachowały się dokumenty. Kiedy te argumenty nie pomagały wymawiał się tym, że przecież jest królem elekcyjnym i nie może odpowiada za długi Jagiellona… Bracia byli jednak bardzo zdeterminowani i – jako się rzekło – w listopadzie 1536 roku Ottheinrich na czele grupy około 40 towarzyszy ruszył w niebezpieczną podróż. W Krakowie stanął dokładnie w Wigilię, przez Będzin przejeżdżał 23 grudnia (później jeszcze w styczniu, w drodze powrotnej). Nic byśmy o tej podróży nie wiedzieli, gdyby nie jeden człowiek z orszaku palatyna – jego nadworny malarz Mathias Gerung. On to przejeżdżając przez poszczególne miasta na trasie podróży, zatrzymywał się, szkicował, a po powrocie do Neuburga uwiecznił je na cyklu pięćdziesięciu kolorowych widoków."

Rudolf Wolf
Katolik – Ślązak – Polak


Z "Wniosku Odznaczeniowego o nadanie Śląskiego Krzyża Powstańczego"

Rudolf Wolf.

I i II powstanie: Szopienice-Mysłowice

III powstanie: Katowice-Dąb-Załęże pod dowództwem baonowego śp. Pawła Hołoty. W III powstaniu udziału nie brałem do końca, gdyż śp. Wojciech Korfanty dał rozkaz górnikom, by podjęli pracę na kopalniach. Podczas plebiscytu byłem w biurze informacyjnym w Szopienicach. Wywody moje i pracę mogą potwierdzić świadkowie, którzy tak samo brali czynny udział w powstaniach i pracach społecznych.

Przed wybuchem I powstania należałem do tajnej organizacji bojowej pod dowództwem śp. majora Woźniaka. Jako górnik dostarczałem materiały wybuchowe organizacji bojowej, które to materiały śp. Kuc Rudolf odbierał.
To jest Rudolf Wolf.

Rudolf Wolf to mój pradziadek.

Mój pradziadek był powstańcem śląskim i z innymi powstańcami pogonił ze Wschodniego Śląska butne niemieckie władze.

Jestem jego prawnukiem, który ceni dawną niemiecką kulturę i ma szacunek dla języka niemieckiego. Z zainteresowaniem badam niemieckie ślady na ziemi, gdzie mieszkam. Jednocześnie jestem polskim patriotą, jak mój pradziadek Rudolf. I kocham Górny Śląsk. Nade wszystko zaś, jestem katolikiem – katholisch – jak moja śląska i polska rodzina.


Wbrew górnośląskim awanturnikom, antypolskim separatystom – da się to wszystko pogodzić. 

Dla mojej rodziny cytuję życiorys mojego pradziadka Rudolfa, dziadka mojej mamy Małgosi:

Urodziłem się w dniu 13 kwietnia 1881 r. w Pilchowicach, pow. Rybnik jako syn Antoniego i Marii z domu Dziedzioch. W szóstym roku życia mego [1887] wstąpiłem do szkoły powszechnej w Szopienicach, którą po ośmiu latach opuściłem [1895]. Chcąc przyjść z pomocą finansową moim rodzicom, obarczonym liczną rodziną, podejmowałem różne dorywcze prace. Dopiero w roku 1898 kończąc 17 rok życia otrzymałem pierwszą pracę na kopalni "Wieczorek" [wtedy "Morgenroth", część kopalni "Giesche"] w Szopienicach-Janowie, z której jednak po 15 latach nieprzerwanej pracy zostałem zwolniony [1913] za udział w polskich zebraniach, gdyż byłem współzałożycielem Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" i Towarzystwa Śpiewu im. Wyspiańskiego na terenie Szopienic, które miały za zadanie krzewienie języka polskiego i śpiewu, jak również współorganizację w strajkach przeciw wyzyskowi robotników.

W maju 1913 r. otrzymałem pracę jako rębacz na kopalni w Mysłowicach ["Myslowitzgrube"], gdzie również jako ten, który bronił praw robotniczych i polskości byłem szykanowany i dwukrotnie na listę do zwolnienia podawany. W maju 1908 r. zawarłem związek małżeński z Julią Waniek, z którego to małżeństwa pochodzi 4 synów i 4 córki. Obecnie wszyscy żonaci.

Udziału w wojnie światowej nie brałem, gdyż byłem przez ten czas jako górnik reklamowany. Przed wybuchem pierwszego powstania w 1919 r. organizowałem się już tajnie w "Sokolni" na terenie Szopienic, gdzie dowodzącym w tajnych zebraniach był kol. Morgała i śp. Hołota Paweł, a w samym pierwszym powstaniu brałem czynny udział w drużynie kolegi śp. Sidły Franciszka. Z uwagi na niepowodzenie pierwszego powstania zmuszony byłem uchodzić na teren Sosnowca, by nie wpaść w ręce "grenzschutzu". W II-gim powstaniu brałem udział przy obronie poczty w Szopienicach pod dowództwem kol. Kalinowskiego. W III-cim powstaniu brałem czynny udział. Dowódcą baonowym był śp. Hołota Paweł. Na wezwanie Korfantego by górnicy udali się do pracy z uwagi na zastój przemysłu i ja udałem się do swojej kopalni Mysłowice, gdzie pracowałem bez przerwy jako górnik do 1936 r.

Po tym czasie przeniesiony zostałem na emeryturę. W czasie plebiscytu brałem również czynny udział i w swoim mieszkaniu miałem biuro parytetyczne. W roku 1935 ożeniłem się powtórnie z Klarą Mol.

(...) Odznaczony zostałem Śląskim Krzyżem Powstańczym w dniu 1 stycznia 1949 za nr dowodu 011659.

Szopienice, dnia 21 marca 1957 r.



środa, stycznia 04, 2017

Waurd

In anastodeinai was Waurd jah Waurd was at Guda jah Gud was þata Waurd; þata was in anastodeinai at Guda. All þairh ita warþ jah inuh ita ni warþ waiht þatei warþ. In imma libains was jah so libains was liuhaþ manne. Jah þata liuhaþ in riqis skeiniþ jah þata riqis ita ni gafaifah. Warþ manna insandiþs fram Guda, namo imma Iohannes. Sa qam du weitwodiþai ei weitwodidedi bi þata liuhaþ ei allai galaubibedeina þairh ina. Ni was jains þata liuhaþ ak ei weitwodidedi bi þata liuhaþ.