czwartek, marca 20, 2008

Tata


Jutro mija dwadzieścia lat od dnia, gdy odszedł mój Tata... Zabił go rak. 21 marca 1988 r. - miałem wtedy 14 lat - to był najtragiczniejszy dzień mojego życia. Najsmutniejszy. Zmienił mnie bardzo. Musiałem szybko wydorośleć, żeby zastąpić szybko mojego Tatę w wielu domowych obowiązkach.

Miałem najlepszego Tatę pod słońcem. Troskliwego, odpowiedzialnego, wrażliwego, mądrego. Pamiętam, jak w dzieciństwie codziennie przed pracą szedł do sklepu na zakupy, potem przygotowywał śniadanie, budził moją Mamę do pracy i podnosił mnie na barana z łóżka. Potem sadzał przy stole w kuchni i już mogłem pić najlepsze na świecie kakao i najsmaczniejsze bułeczki z dżemem, miodem lub wędliną. Pamiętam jak razem trzymaliśmy sztamę, jak rozmawialiśmy, jak słuchałem opowieści z jego dzieciństwa w Łańcucie lub młodości w Krakowie. Pamiętam razem spędzony czas. I wiem, że bardzo kochał mnie i moją siostrę.

Zdjęcie pochodzi z naszego wyjazdu maluszkiem do Niemiec w 1986 r. To było dla mnie pierwsze spotkanie z Zachodem. Nasze pojazd wzbudzał w RFN wielkie zainteresowanie, ale i sympatię. Były to te jedne z najszczęśliwszych chwil z moim Tatą. Miał na imię Staszek i urodził się w pierwszym dniu 1933 r. (wersja oficjalna), a tak naprawdę w ostatnim dniu 1932.

Śni mi się od czasu do czasu. Przychodzi jakby nigdy nic do domu. Okazuje się, że wcale nie umarł, że to była pomyłka, a on jest zdrowy i uśmiechnięty. Siadamy przy stole i gadamy, wspominamy. Takie mam o nim sny. Lubię je. I wiem, że Tata naprawdę żyje. Modle się, żeby znalazł swoje miejsce u stóp Pana, żeby mój Tata odnalazł dom naszego Ojca w niebie. I ciebie proszę o modlitwę za mojego Tatę, Staszka Derdzińskiego. Pomódlmy się razem...

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie...

2 komentarze:

  1. ...A światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

    OdpowiedzUsuń