środa, października 24, 2018

Czy jest nas już (za) dużo?


Kiedy urodził się mój tata, było nas około 2,5 miliarda. Gdy ja byłem dzieckiem światowa populacja to było około 4 miliardów ludzi. Dziś jest nas 7,6 miliarda. 

W 1950 i 2016 tak rozkładała się liczba mieszkańców Europy, Afryki i Azji:

Europa: 549 mln (1950) : 741 mln (2016)
Afryka: 228 mln (1950) : 1 225 mln (2016)
Azja: 1 394 mln (1950) : 4 462 mln (2016)

I co dalej, Europo?


sobota, października 13, 2018

Derdziński, дырда i dryblas

Najbliżsi genetyczni krewni Derdzińskich to rody polskiej szlachty pochodzenia bałtyjskiego,
np. Skłodowscy i Nienałtowscy

Moi męscy przodkowie wywodzą się
od Prusów/Jaćwingów
W kilku miejscach na moim blogu starałem się rozwiązać zagadkę mojego nazwiska – Derdziński (patrz szczególnie tutaj i tutaj). Z badań genetycznych mojej linii męskiej (czyli właśnie linii Derdzińskich, którzy zapewne jeszcze w XVIII wieku nazywali się Derdami) wynika, że moi przodkowie w czasach przednowożytnych mieszkali w bałtyjskiej części Europy. Haplotyp R1a-YP350+ charakteryzuje ludzi o pruskim lub jaćwieskim pochodzeniu (najbliżsi genetycznie Derdzińskim są Skłodowscy i Nienałtowscy, którzy pochodzą od tych samych pruskich przodków, np. Skłoda i Windyki z Prus, którzy byli prawdopodobnie pruskimi przodkami po kądzieli protoplasty rodziny Tolkienów!)

Przypuszczam dziś, że mój prapradziadek Wojciech Derdziński, mąż Salomei z domu Wąsowicz urodził się w okolicach Augustowa (albo rodzili się tam jego przodkowie; co ciekawe, nazwisko Wąsowicz również występuje w tamtej części współczesnej Polski) i w wyniku jakichś kolei losu (być może szykan ze strony władz rosyjskich) przeniósł się do austriackiej (wówczas) Galicji, gdzie w Krysowicach k. Mościsk urodził się w 1852 mój pradziadek, Franciszek Derdziński. Z książek o samym Augustowie wiemy, że Derdzińscy (zwani wcześniej Derdami) mieszkali od co najmniej XVII wieku w Turówce k. Augustowa (do niedawna wciąż mieszkali tam Derdzińscy, o czym przekonałem się podczas mojej ubiegłorocznej wyprawy do tej wsi). Bałtyjskie i podlaskie koneksje mojej rodziny mogą być też wskazówką co do etymologii naszego derdzińskiego nazwiska.

Wprawdzie w języku polskim przydomek Derda (z wariantem Dyrda) można wywodzić od czasownika dyrdać, i jego wariantu derdać 'biegać pospiesznie drobnymi krokami' (dla naszych przodków nie miało większego znaczenia to, czy się mówi dyr-, czy der-; więcej o powiedzeniu w dyrdy / w derdy przeczytacie tutaj), ale z uwagi na położenie Augustowa w dawnym Wielkim Księstwie Litewskim na pograniczu jaćwiesko-polsko-ruskim postuluję, aby powiązać to słowo z białoruskim дырда (dyrda) 'dryblas, człowiek wysoki, długonogi'. Nazwisko Derda/Dyrda występujące na wschodzie Polski tak właśnie objaśnia Słownik historycznych nazw osobowych i elementów identyfikacyjnych Białostocczyzny (XV-XVII wiek), t. I, Białystok 1997. Białoruskie Dyrda 'Dryblas' ma też coś wspólnego z naszym powiedzeniem dać dyla. Obie formy pochodzą od prasłowiańskiego *dylь 'dal'. W języku rosyjskim białoruskie dyrda to dyłda.

Etymologia dyrdy 'dryblasa' w radzieckim słowniku etymologicznym języków słowiańskich (źródło)

Ja sam mam 180 cm wzrostu i tę cechę odziedziczyłem raczej po rodzinie Derdzińskich, a nie po górnośląskiej rodzinie mojej mamy, gdzie przeważają osoby niższego wzrostu. Derdzińscy mają też pociągłe twarze i ogólnie wyglądają podobnie do Polaków z północy kraju (czyli mają cechy nordyczne). Poniżej przedstawiam zdjęcie brata mojego taty, Heńka Derdzińskiego:



niedziela, sierpnia 12, 2018

Życie religijne Polaków

Infografika z Onetu. Podobno tak jest:


Pilchowiccy Żydzi, cz. 1

Simon Perl i jego zięć Arthur Jottkowitz
To nie będzie miła historia z sielskich Pilchowic. To będzie mały fragment historii terroru narodowo-socjalistycznego na Górnym Śląsku. Oto ciekawe dwa zdjęcia, które niedawno znalazły się na facebookowym profilu Pilchowice – historia gminy i opis:

Sklep po odebraniu go żydowskim właścicielom
Ciekawa scena z życia dawnych Pilchowic. Czy rozpoznajecie Państwo ludzi na zdjęciu? Budynek , który widzimy na zdjęciu już nie istnieje. Znajdował się przy skrzyżowaniu koło kościoła, w miejscu obecnego parkingu i tablicy ogłoszeń. Na starszych widokówkach widać ,że wcześniej właścicielami sklepu byli Perl i Jottkowitz. Kiedy właścicielem został pan Starostzik? Czy znacie Państwo historię tego budynku?
Okazuje się, że jest to ten sam budynek, który wyburzono po II wojnie światowej. Podczas wyburzania pracownik budowlany odkrył ukryte precjoza i uciekł z nimi. Spróbowałem poszperać w dostępnych mi materiałach genealogicznych. Mam nadzieję, że przyda się to pilchowickim historykom lokalnym...

Arthur Jottkowitz, ur. 27.11.1889 w Beuthen. Rodzice: Markus Jottkowitz (księgowy, Buchhalter) i Goldine Jottkowitz, z domu Jottkowitz. Religia: judaizm. 20.01.1939 otrzymał dodatkowe urzędowe imię Israel. Miał nieszczęście żyć na Górnym Śląsku w czasach niemieckiego narodowego socjalizmu.

Akt urodzenia Arthura Jottkowitza. I adnotacje urzędowe z okresu narodowo-socjalistycznego Górnego Śląska:


Arthur Jottkowitz, bytomski Żyd, brał udział w I wojnie światowej jako niemiecki żołnierz:



Ślub 27.01.1920. Żydowski ślub Arthura Jottkowitza z mieszkanką Pilchowic, Ernestiną Perl, córką Żyda Simona Perla i Anne Friedländer. Drobnokupiecka rodzina Perlów mieszkała w Pilchowicach od 2 poł. XIX wieku. Przodkiem Ernestiny Perl był Salamon Perl (ur. 1853 w Łaziskach, a mieszkający w Skrzyszowie, syn Markusa Perla; w Pilchowicach wcześniej żyjącą żydowską rodziną byli Friedländerowie).



Śmierć Arthura Jottkowitza 28.03.1941 w Gleiwitz przy Friedrichstrasse 29. Oficjalna przyczyna śmierci: "Innere Verletzungen durch Verkehrsungfall" czyli 'obrażenia wewnętrzne w wyniku wypadku drogowego'. W tym na pewno kryje się jakiś potworny dramat związany z tragedią 1941 roku, wywożeniem Żydów do obozów zagłady...

piątek, grudnia 15, 2017

Czekamy na Dzieciątko! A Wy?


W moim domu czeka się w Wigilię na Dzieciątko. Pamiętam, że to Dzieciątko ma saneczki i dzwoneczek, którym dzwoni, gdy staje w drzwiach, a rodzice albo dziadkowie odbierają od niego prezenty. Tymczasem dzieci siedzą troszkę przerażone w pokoju, w którym jest choinka. Potem Dzieciątko odchodzi, a starsi wnoszą prezenty... Oczywiście na otwarcie prezentów czeka się niesamowicie długo i trzeba przedtem zjeść wieczerzę. Cierpienie, a potem wielka RADOŚĆ! Tak ma być. Taka świąteczna eukatastrofa...

Dopiero niedawno dowiedziałem się, że Dzieciątko – wbrew powszechnej na Górnym Śląsku opinii – to nie Dzieciątko Jezus, ale jakby Jego wysłannik, taki złotowłosy Aniołek (i dlatego pewnie mówi się też u nas o Aniołku). W Czechach i południowych Niemczech nasze Dzieciątko to często złotowłosa dziewczynka, która wygląda tak (tak ja sobie Je wyobrażałem i wyobrażam):


Ale też tak:


niedziela, listopada 19, 2017

I took part in the Independence March 2017 (Warsaw)

Dear International Friends, I took part in the last #IndependenceMarch in Warsaw (like last year). I know that you heard the liberal anti-Polish propaganda in your media. This is how I saw the event. I am happy I was there. I visited Warsaw because I had a speech on the #TolkienAncestry in a Catholic school, the other day I watched a Baroque opera and on Saturday I was to the March with my friends and their children. I condemn racism, nazism, and other anti-human ideologies. I try to be a patriot and it is the reason I was to the #IndependenceMarch. There were much more than sixty thousand people. In my opinion something about a hundred thousand. Watch how I saw it:



sobota, listopada 04, 2017

Johann Wolff, stolarz i podoficer w wojnie z Francją (1870)

Mój dobry kolega z Pilchowic, Krzisztof Waniczek, odkrył niezwykły dokument. Jest to fragment uratowanej cudem kroniki naszego miasteczka. Tytuł tego dokumentu brzmi: Aus der Geschichte des Marktfleckens Pilchowitz. Zdaje się, że w kronice zapisał się też jeden z moich krewnych, Johann Wolff. Oto odpowiedni fragment:
"1870 verlor es im Kriege 2 Bewohner, nämlich Tischlermeister und Unteroffizier Johann Wolff bei Paris und der Pedell Karl Siegmund. In folge der Mobilmachung vom 22 Julie 1870 waren 19 Mann aus der Gemeinde eingezogen worden. 17 Mann kehrten gesund zurück, jedoch ohne eisernes Kreuz." 
Oto, co Krzisztof pisze o tym fragmencie:
"Kolejną datą zapisaną we fragmentach kroniki, jest rok 1870 - rok wojny prusko - francuskiej. Tym razem konflikt nie dotknął bezpośrednio Pilchowic, ale, jak czytamy w kronice, 19 mężczyzn udało się na wojnę. (...) Sama wojna była niezwykle krwawa, a straty w poszczególnych bitwach były porównywalne po obu stronach. Przewagę zyskały jednak Prusy, dzięki sprawnie zarządzanej armii, bardzo dobremu systemowi komunikacji, wreszcie lepszemu uzbrojeniu i wyszkoleniu. Już 19 września wojska pruskie rozpoczęły oblężenie Paryża, które zakończyło się kapitulacją miasta 28 stycznia 1871 roku. Tu należy wspomnieć o pierwszym mieszkańcu naszej miejscowości, wymienionym z nazwiska w zachowanym fragmencie kroniki. Pod Paryżem poległ bowiem mistrz stolarski Johann Wolff, pełniący funkcję podoficera. Niestety, nie znamy dokładnej daty ani okoliczności śmierci. Kolejnym poległym był Karl Siegmund, którego zawód ("Pedell") można przetłumaczyć jako "woźny" (ewentualnie "dozorca" lub "odźwierny"). Pozostałych 17 mieszkańców wróciło w zdrowiu, jednak, co zawiedzionym tonem podkreśla autor wpisu, bez Żelaznego Krzyża.
W moim drzewie genealogicznym rodziny matczynej – Wolffów z Pilchowic mam kilku Johannów (Janów), ale żaden nie pasuje wiekiem do podoficera i mistrza ciesielskiego, który zginął w 1870/1871. Musiałby to być ktoś, kto urodził się przed rokiem 1850. Tymczasem moi krewni to (2) Johann Wolf (1816-1863), syn (1) Johanna Wolffa (ur. ok. 1790). Jest także (3) Johann Wolf, syn Johanna Wolfa nr (2), ale ten urodził się w Pilchowicach 14 sierpnia 1856 (w czasie wojny prusko-francuskiej byłby nastolatkiem):


Johann Wolf nr (2) opisany jest jako häusler 'chałupnik' z Pilchowic. Jego żoną była Johanna z domu Honisch. Johann Wolf (2) był starszym bratem mojego prapradziadka, chałupnika pilchowickiego, Antoniego Wolfa.



Moja rodzina mieszkała w Pilchowicach blisko Klasztoru (dawnego Pałacu). Oto fragment mapy z nazwiskami mieszkańców (nie mam zgody na publikację całości mapy, ale mam nadzieję, że będzie mi wybaczone, że publikuję ten mały fragment). W przyszłym tygodniu jedziemy z moją mamą, Małgosią z domu Wolf i z jej bratem, Markiem Wolfem, żeby zobaczyć dom rodzinny (istnieje do dziś, ale niedługo ma być wyburzony).