wtorek, kwietnia 18, 2017

Wenetowie: Bałto-Słowianie czy Italo-Celtowie?

»Podsumowując ten rozbudowany ciąg hipotez, bazujących na przypuszczeniach, można stwierdzić, że nazwy Aestii-Venedai-Venethi mogły oznaczać wielki masyw ludów, odpowiadających „wspólnocie bałto-słowiańskiej”, obejmując ludy o wyraźnym obliczu bałtyjskim, takie jak Galindai i Soudinoi oraz te, w których można dopatrywać się Słowian, jak Stavanoi.«

(Wojciech Nowakowski)

»Z danych hydronimii wynika jednak, że w strefie pobrzeża, na Sambii i Powiślu, obok substratu bałtyjskiego występował tu także tzw. wenetyjski („staroeuropejski”), należący do grupy italsko-celtyckiej, a łączony z kulturą łużycką (...)«

(Wiesław Długokęcki)

Czy *Gerdenis to praszczur Derdów-Derdzińskich?
(trochę żartobliwie, trochę nie...)


Wciąż intryguje mnie jedyna nazwa miejscowa, która tak mocno kojarzy mi się z moim nazwiskiem. Chodzi o Derdziņi, w gminie Vīksna w łotewskiej Łatgalii (dawne Inflanty Polskie). Jeszcze nie znalazłem żadnego historycznego opisu tej wioseczki i nie wiem, czy nazwa pochodzi od polskiego *Derdzinie/Derdziny czy też może od łotewskiego przymiotnika derdzīgs to po łotewsku 'odpychający, ohydny'... Marny kandydat do etymologii, ale pokrętne bywają drogi, jakimi powstają nazwy miejscowe.

A ponieważ mój haplotyp (R1a-YP350+) okazał się pokrewny rodzinom polskim o pochodzeniu jaćwieskim i pruskim (Skłodowscy, Dziewiałtowscy, Gintowtowie, Nienałtowscy), bawię się w poszukiwanie hipotetycznego antenata bałtyckiego, który dałby swoje imię rodowi Derdów-Derdzińskich. Derda to po staropolsku ktoś, kto lubi derdać, czyli 'biegać małymi kroczkami'. Ale przecież to niezwykłe słowo wcale nie musi mieć tylko takiej etymologii...

Jeżeli przodkiem Skłodowskich jest historyczny pruski nobil Skłodo (prus. Schlodo), to może antenatem Derdów-Derdzińskich jest... jakiś *Gerdinis? (jestem pewien, że bałtyckie ger- mogłoby być zaadoptowane do polskiego systemu fonetycznego jako der-; moje nazwisko czasem jest mylnie zapisywane jako Gerdziński albo Berdziński).

Istniał historyczny Gerdenis z Nalszy (ok. 1190–1267) – po litewsku Gerdenis albo Girdenis, po starorusku Гердзень, po łacinie Gerdine de Nailse, a po niemiecku Gerden) to kniaź połocki z litewskiego rodu wielkoksiążęcego, który pojawia się w źródłach w roku 1263. Był synem Dowiła Algimantaitisa, mężem Ewpraksji, ojcem Andrzeja Gierdenowicza.

Gdybym miał sobie wybrać jakieś bałtyckie miano, to chyba wybrałbym Gerdenisa albo Gerdisa (znanego ze słownika Trautmanna).

Muszę jeszcze poznać etymologię tych imion... Może rozjaśni to trochę sprawę moich problematycznych Derdzinów z Łatgalii?

Derdzińscy z Turówki i innych okolic Augustowa

Moi najstarsi znani przodkowie w linii ojca to Wojciech Derdziński i jego żona, Salomea z d. Wąsowicz. Wiem, że mieszkali oni jako małżeństwo w Krysowicach k. Mościsk w Galicji (to jest Ruś Czerwona, między Przemyślem i Lwowem, dziś na Ukrainie), gdzie w 1852 urodził się ich syn, Franciszek Derdziński, mój pradziadek. Ale nie wiemy, skąd Wojciech i Salomea Derdzińscy przybyli. W każdym razie urodzili się w okolicach roku 1830. Nie znam miejsca i daty ich narodzin. I tu tworzy się miejsce na moje teorie sprzężone z wynikami badań genetycznych. Rodzina Derdzińskich genetycznie spokrewniona jest z rodzinami pochodzenia prusko-jaćwieskiego, a najdawniejszych Derdzińskich znajduję w źródłach genealogicznych z XVII w. Gniazdem tej rodziny ma być Turówka k. Augustowa. Derdzińscy zamieszkali ją po spustoszeniach Potopu Szwedzkiego.

Wpisałem sobie hasło: "Derdziński Wąsowicz" do Googla i tu też fajne wyniki. Na przykład taki:


Derdzińscy i Wąsowicze jednocześnie występują wciąż na tamtych terenach, na dawnej Jaćwieży, nad rzeką Ełk (Jaćwingów Polacy nazywali Połekszanami, mieszkańcami dorzecza Ełku).
 
Skąd zatem wzięli się w Galicji? Tutaj pomocna okazuje się ciekawa książka, którą ostatnio zdobyłem w Bibliotece Śląskiej: W blasku i cieniu Augustowa. Z dziejów obszaru gminy Augustów Jarosława Szlaszyńskiego (Augustów 2014). W indeksie tej książki znalazłem całą grupę Derdzińskich! I to Derdzińskich o takich samych imionach, jakie występują w mojej rodzinie.
 
Pierwsza wspaniała wiadomość jest na stronie 61:
Większe zmiany ludnościowe miały natomiast miejsce w Turówce, gdzie nowych mieszkańców dostarczały przedmieścia (głównie Biernatki). I tu jednak od czasu "po potopie" (chodzi o Potop Szwedzki) mieszkali nieprzerwanie Sakowie i Derdowie-Derdzińscy.
 W przypisie do tego akapitu czytamy:
Wymienione nazwiska mieszkańców przedmieść występują tu do dziś, a więc nie nastąpiła w nich zasadnicza wymiana ludności.
A zatem Derdzińscy (to nazwisko występuje w tej formie od XVIII w., a jego wcześniejsza forma to Derda, z formą żeńską Derdzianka).

Na stronie 58 znajduję powstańca styczniowego z okolic Augustowa, Franciszka Derdzińskiego (tak samo nazywał się mój pradziadek – to oczywiście różne osoby, ale ciekawe dla mnie jest występowanie u Derdzińskich w okolicy Augustowa tego samego zestawu imion...). W dniach 18/19 maja 1863 r. dołączył on do oddziału płk. Konstantego Romotowskiego "Wawra". Wiemy, że po upadku powstania oddziały zostały rozbite. Ujętych powstańców zsyłano karnie w głąb Rosji, ale wielu osobom udało się zbiec za "kordon". Możliwe, że także zaangażowani w działania antyrosyjskie Derdzińscy wyemigrowali za granicę, do Galicji. Wysuwam taką teorię, że mój pradziadek, Wojciech Derdziński wyjechał uciekając przed branką do armii carskiej ze swoją żoną Salomeą do galicyjskich Krysowic, gdzie urodziły się ich dzieci, w tym Franciszek, mój pradziadek. Możliwe też, że ojciec Wojciecha (nieznany mi z imienia praprapradziadek) brał udział w powstaniu listopadowym i musiał po jego upadku uciekać do Galicji. Czytamy bowiem (str. 58):
Pierwszym sprawdzianem świadomości politycznej i patriotyzmu w okresie zaborów było powstanie listopadowe 1830 i 1831 roku. Niewielki udział, jako żołnierze regularnego wojska, wzięli w nim także mieszkańcy omawianego obszaru [ziemi augustowskiej], m.in. Ignacy Białobrzeski z Żarnowa, który służył w 4 Pułku Ułanów.

Inni Derdzińscy wymienieni w książce to Witold Derdziński z Białobrzeg k. Augustowa, który nie chciał poprzeć głosowania do Sejmu Ustawodawczego w 1947 (został za to zatrzymany na 24 godziny) oraz Edward Derdziński z Turówki (tak samo nazywał się mój dziadek, ojciec mojego ojca), który głośno krytykował ustrój Polski Ludowej w 1956.

Dalsi krewni Derdzińskich: Skłodowscy, Gintowttowie, Dziewiałtowscy, Nienałtowscy

Bezsporne jest pochodzenie przodków Skłodowskich z Prus. Dowiodły tego badania genetyczne, żyjącego potomka rodu. Również materiały archiwalne pozwalają to potwierdzić. Skłodo, czy Ausklode było popularnym imieniem wśród Prusów. Część rodziny Skłodowskich używała przydomku Windyki. Windyk był synem Obizora, księcia pruskiego, od którego wywodzą się Nienałtowscy. Gniazda obu Rodów: Skłody i Nienałty sąsiadują ze sobą, mają wspólną historię. Zostały założone po zwycięstwie grunwaldzkim. Zasiedlili je potomkowie pruskich rycerzy, którzy zbiegli z Prus przed agresją krzyżacką. Początkowo, po 1243 zasiedlali ziemię między Czerskiem, Grójcem, a Tarczynem. Po grunwaldzkiej wiktorii, korzystając z przywilejów książąt mazowieckich, przenieśli się do ziemi nurskiej zakładając między innymi Skłody i Nienałty. 

Na stronach Family Tree DNA znajduje się ciekawe tablicowe zestawienie wyników wszystkich badanych próbek (jest ich około 10 tysięcy!). Poszczególni badani zestawieni są w grupy pokrewieństw. Dzięki tej tabeli (stale uzupełnianej – ostatnio znalazł się w niej mój znajomy Literat z bardzo ciekawym haplotypem), można zobaczyć, które rodziny w Polsce albo poza naszymi granicami są bliżej (na poziomie początków naszej ery i epoki kształtowania się narodów) spokrewnione z naszą rodziną. Dzięki temu zestawieniu...

Kliknij żeby powiększyć

... mogę dziś powiedzieć, że miałem jakiegoś wspólnego bałtyjskiego przodka z rodzinami Skłodowskich (wywodzą się oni od pruskiego nobila o imieniu Skoldo), Dziewiałtowskimi-Gintowttami, Nienałtowskimi. To rodziny o "litewskiej", czyli najpewniej pruskiej albo jaćwieskiej genezie. I tak samo jest zapewne z Derdzińskimi, którzy jeszcze w XIII wieku mogli być Jaćwięgami, potem w wyniku podboju Jaćwieży ulegli przesiedleniu na północne Mazowsze (?) i następnie w XVI albo XVII w. zasiedlili ponownie okolice Augustowa (ich gniazdo znajduje się w Turówce i Bargłowie). 

A zatem, pani Mario Curie ze Skłodowskich, jesteś moją daleką ciotką!

czwartek, kwietnia 13, 2017

Pilchowice ok. 1750 (mapa Wredego)

Dzięki pomocy Krzisztofa Waniczka, którego poznałem dzięki Szczepanowi Twardochowi, koledze z rodzinnych matczynych Pilchowic, mam wreszcie upragnioną sekcję mapy Wredego z Pilchowicami. Gdzieś tam widnieje chata w Pilchowicach, na terenach dworskich, w której urodził się mój praprapradziadek, zagrodnik pilchowicki, Józef Wolff.



Christian Friedrich von Wrede − major inżynierii, porucznik pruski, kartograf.

"W latach 1747-1753 dokonał on na zlecenie króla pruskiego Fryderyka II Wielkiego nowych pomiarów kartograficznych na Śląsku (bez części austriackiej), gdyż wcześniej sporządzone mapy nie nadawały się do celów wojskowych. Tak powstał zawierający 195 arkuszy rękopiśmiennych w skali 1:33 333 atlas "Krieges-Carte von Schlesien". Atlas oprawiony w czerwoną skórę został wręczony królowi.

Arkusze mają wielkość 73x52 cm, z czego sama mapa zajmuje powierzchnię 60x43 cm. Z prawej strony mapy znajduje się regest zawierający wykaz miejscowości z podaniem właściciela, liczby mieszczan/kmieci, chałupników i zagrodników oraz koni.

Starannie wyrysowane sekcje zawierają wiele cennych danych. Są na nich zaznaczone wszelkie budynki - począwszy od stodoły przez stajnię i budynek mieszkalny w przypadku gospodarstw kmiecych, kościoły, klasztory i kaplice, siedziby szlacheckie, ruiny grodów i zamków, stacje poczty, mosty kamienne i drewniane, przeprawy, wiatraki, młyny wodne, tartaki, cegielnie, piece wapienne, huty szkła, kuźnice, kopalnie: złota, srebra, miedzi, cyny, rtęci, kuźnice mosiądzu.

Mapy zawarte w atlasie ze względu na konieczność zachowania tajemnicy wojskowej nie zostały opublikowane, zaś historykom udostępniono je dopiero na początku XX wieku. Obecnie atlas znajduje się w posiadaniu Staatsbibliothek zu Berlin - Preußischer Kulturbesitz. Niestety jako źródło pozostają nadal nieznane wielu historykom." (Wikipedia)

niedziela, marca 19, 2017

R1a: YP350+:
przodkowie Derdzińskich z czasów upadku Rzymu

Kilka dni temu przyszły ostatnie wyniki badań mojego genotypu. Dziejami mojej rodziny Derdzińskich zajmuje się specjalista, pan Łukasz Lubicz Łapiński. Przesłał mi powyższą grafikę i następujące informacje:
Potwierdziła się intuicja p. Łapińskiego, że nasza linia męska należy do linii prusko-jaćwieskiej! Mamy już dane z czasów upadku Imperium Rzymskiego i kształtowania się etnosów Europy Środkowo-Wschodniej. Mój marker YP350+ datowany jest na pierwsze stulecia po Chr. Jest to subklad dużej haplogrupy R1a.
W projekcie szlachty mazowieckiej figuruje kilka rodzin z tej grupy. W XV w. rodziny te dowodziły, że są potomkami prusko-jaćwieskich wojów, Obizora i Windyki, a ja jestem gdzieś tam z nimi na tej samej gałązce genealogicznej – tylko kilka wieków wcześniej.

Mam też bliski "match" genealogiczny. To słynna rodzina Skłodowskich (tych od Marii Curie-Skłodowskiej), potomków rycerza Skoda, który był potomkiem Obizora. Nasza noblistka pochodziła z rodu herbu Prus. I jak widać nie jest to przypadkiem, bo była potomkinią pruskich rodzin. Ciekawą informacją dla moich krewnych z rodziny Derdzińskich będzie bez wątpienia fakt, że słynna polska noblistka jest naszą daleką ciotką.