niedziela, luty 07, 2010

Nie lutaj na luty!


Wiesz, że słowo luty (stpol. 'srogi, groźny') jest spokrewniony z czasownikiem litować się? Staropolskie lutać znaczyło 'biadać'. Brückner ciekawie opisuje (str. 300) zmianę znaczenia od luty 'srogi' do litościwy 'miłosierny'. Ten luty nie jest litościwy dla zimonielubów. Ale cieszyć powinien tych, co biadali od kilku lat nad ociepleniem klimatu (a ostatnio wobec kompromitacji idei "ocieplania", nad zmianami klimatu). Klimat zmienia się od miliardów lat. Pychą ludzką jest myśleć, że mamy na to wpływ, okrucieństwem jest mamić i straszyć masy w massmediach, a ludzką chciwością kręcić z tej okazji lody. Na szczęście zimną zimą nikt lodów nie kupi, bo lodu ci u nas dostatek.

Ruszam jutro w swoją drugą pąć do Ziemi Świętej. Nie oszczędzę Was i znowu przeczytacie tu relację. Postaram się zapisać w Jordanii i Izraelu swoje przemyślenia. Odwiedzimy Jaffę, Hajfę, Akko, Nazaret, źródła Jordanu, Jerash, Amman, Madabę, Górę Nebo, Petrę, Wadi Rum, Eliat, Betlejem, Qmran, Jerozolimę i in. Zapowiada się piękny i ważny wyjazd. Będzie ze mną również moja mama. Cieszę się, że dane jej będzie zobaczyć na stare lata Ziemię Świętą.

Polecam Wam świetną książkę, do której dotarłem dzięki Halinie z Czerska, fascynacji ikonami i zainteresowaniu Prawosławiem. Chodzi o Sztukę ikony. Teologię piękna Paula Evdokimova (Pawła Ewdokimowa). Książka nie jest nie tylko teologicznym wyjaśnieniem ludzkiego zachwytu i oczarowania pięknem, ale również świetnie objaśnia znaczenie poszczególnych kanonów ikonograficznych. Jest tam tyle niesamowitych zdań (a mnie, tolkienicie, tak często kojarzą się one z jednym...), że muszę tu kilka wynotować:

Na szczytach świętości istota ludzka "staje się w pewnym sensie światłem".

Teologiem jest ten, kto potrafi się modlić.

Bóg pozwala nam uczestniczyć w swoim własnym Pięknie.

Ten płomień, cudowny i nie do opisania, ukryty w istocie rzeczy...

Istnienie Boga dokumentuje się adoracją, a nie dowodami.

Piękno spotykamy w tragedii i w jej oczyszczającej mocy.

piątek, styczeń 08, 2010

Biegun



Niech fałszywi prorocy "Globalnego Ocieplenia Klimatu" wejdą pod stół i odszczekają. Mamy piękną, obfitą w śnieg i kąsającą mrozem zimę. Są piękne krajobrazy i wielkie utrudnienia tak dla osób starszych, jak i dla kierowców (choć ja się lubię poślizgać na zimowych drogach, a panna hondzia świetnie sobie w tych warunkach radzi - póki co...). Kocham mroźne i śnieżne zimy. Może dlatego, że przyszedłem na świat w lutym? Ta teoria rozbiła się o realia, gdy zapytałem innych zimozrodzonych i większość twierdziła, że zimy nienawidzi. A ja kocham!

Najbliżej śniegu i mrozu jestem co drugi dzień w czasie moich biegów (ho, ho - minie niedługo trzy lata, jak uprawiam jogging, czyli jestem biegunem). W czasie ostatnich treningów płatki śniegu lądowały nawet na moim podniebieniu i w gardzieli. Park nad Stawikami jest wyjątkowo piękny o zimowej porze (raczę Was kilkoma fotkami). Odkryłem też nowy sposób na biegową rozrywkę - nie słucham już empeszki tylko radia (mojej ulubionej stacji: Radia eM 107,6 FM - ha! niech będzie reklama...). Biegi zimowe to swego rodzaju wyzwanie, bo - po pierwsze - trudno się zmusić, a zmusić się trzeba - po drugie - biegnie się jakby podwójnie, bo śnieg jest czasem niczym piach na plaży. I biegnąc zimowo można sobie powspominać piękne biegi ubiegłych lat: na nabrzeżach L'Estartit (Hiszpania), uliczkami Falkirk (Szkocja), plażą atlantycką w Colares (Portugalia) itd.

W związku z moimi genealogicznymi poszukiwaniami rodu Tolkienów na morenach i pośród jezior Warmii i Mazur (patrz artykuł: "Czy Tolkienowie pochodzą z Warmii?"), odwiedziłem dziś Bibliotekę Śląską w Katowicach i w Archiwaliach Śląskich przejrzałem kilka ciekawych pozycji. Mam kilka nowych informacji na temat pochodzenia nazwiska Tollkiehn (> Tolkien), ale zająłem się też nazwiskiem Wolf (okazało się, że nazwisko mojej mamy jest altdeutsch) oraz nazwiskiem przyjaciół z Góry Kalwarii, Guczów.

czwartek, styczeń 07, 2010

U Margoty...


Pisałem w listopadzie o adwentowym jarmarku, który miał miejsce w Nikiszowcu. Wszystko pięknie się udało, stoisko mojej mamy cieszyło się popularnością, odwiedzili ją też niektórzy czytelnicy mojego bloga (Leszku, serdecznie dziękujemy!). Poniżej zdjęcie, na nim mama, jej siemieniótka, po lewej artykuły, które wystawiła z koleżankami na sprzedaż. Cel jarmarku był bardzo szczytny - zebrać środki finansowe na skuteczny monitoring dzielnicy. To co zostało, mama przeznaczyła na obuwie ortopedyczne dla swojej koleżanki...

A tu zdjęcia z grudniowych spotkań mojej mamy z młodzieżą. Małgosia Derdzińska w przedszkolu i w szkole średniej. Świetny sposób na przekazanie młodszym naszych pięknych śląskich tradycji.


środa, styczeń 06, 2010

Na Epifanię


Astrologia jest ludzkim wynalazkiem. Niemądrym jak wiele ludzkich dzieł, zwłaszcza, gdy te ludzkie dzieła mają być teorią wszystkiego. Jak mity. Mity to też ludzkie dzieła. Mytopeia czyli mitotwórstwo jest chyba tak stare jak upadła ludzkość. A jednak pamiętajmy o intencji. Ludzie sprzed Objawienia, a także duża część ludzkości po Objawieniu, tworzyła swoje "teorie wszystkiego", bo głos serca inspirował ich do szukania Prawdy. Ten tajemniczy głos, to ukryte w najgłębszych głębiach naszego jestestwa pragnienie pochodzi od Jedynego. Bóg nas kocha, gdy my Go ignorujemy, odwracamy się od Niego, drwimy z Jego troski i smutku.

Wróćmy do astrologii. Dziś w Kościele katolickim świętujemy Epifanię, dzień Objawienia Pańskiego (tego samego dnia Kościół w swej prawosławnej części wigilijnie pości przed jutrzejszym wschodniochrześcijańskim Bożym Narodzeniem - piękne jest to współbrzmienie). Pismo Święte mówi nam, że do groty Narodzenia Pańskiego w judzkim Betlejem przybyli niedługo po Jezusowym Genesis (cytuję napis z mojej wystawionej w tym czasie na centralnym miejscu ikony Narodzenia, którą przywiozłem dwa lata temu z Ziemi Świętej) jacyś magoi, czyli 'magowie, astrolodzy, mędrcy', którzy pochodzili ze Wschodu (czyli z Mezopotamii?). Musieli być astrologami, skoro do maleńkiej wioski Betlejem w zapyziałej Palestynie doprowadziła ich obserwacja Gwiazdy (za Messorim skłaniam się do widzenia w tej Gwieździe szczególnej koniunkcji Jowisza i Saturna w konstelacji Ryb - w roku 7 przed naszą erą ta koniunkcja mogła być widoczna na Bliskim Wschodzie aż trzykrotnie! 29 maja, 1 października i 5 grudnia; koniunkcja taka pojawia się średnio co 794 lata, a tylko w roku 7 p.n.e. pojawiła się TRZY RAZY! W języku astrologii takie zjawisko mogło zapowiadać nadejście pana świata i nowej ery ludzkości. Patrz V. Messori, Opinie o Jezusie, str. 96). Astrologia? Przecież Pismo potępia astrologiczne praktyki, a wierzący we wróżby i przeznaczenie (warunek sine qua non astrologii) są nazywani grzesznikami. Ale w tym szczególnym przypadku ludzki mit spotyka się z prawdą Objawienia. Astrologia się dopełniła, ludzie szukając po omacku dotarli do betlejemskiej groty...

Jedno z pięknych przesłań Ewangelii na dzisiejsze święto jest takie: Pan chciał objawić się wszystkim ludom. Narodził się z żydowskiego ciała, ale wezwał do siebie także gojów, narody, pogan (trzy terminy, które w języku tradycji judeo-chrześcijańskiej znaczą to samo). On sprawia, że nawet błędne, nie-boskie praktyki (jak astrologia) mogą po omacku prowadzić do Prawdy. On tak chce. On sprawił, że tajemnicze zjawisko astronomiczne zdumiało astrologów z Czasów Mesjańskich, On sprawiał, że w mitach ludzkości pojawiały się małe ziarenka prawdy, które zapowiadały wielką Prawdę objawioną z żydowskim sztetl Bet Lechem. Dzisiejsze święto jest także afirmacją mitopei, czyli (w terminologii inklingów) mitologicznej subkreacji...

piątek, grudzień 25, 2009

Radość



Świętowanie na dwa tysiące dziewięć fajerek! Na szczęście mój blogowy kompan wspólnej sprawy, Arseniusz Studyta, ma na to usprawiedliwienie, gdy pisze, że świąteczne obżarstwo jest antycypacją uczty eschatologicznej. Święta u moich przyjaciół, Guczów z Góry Kalwarii, to zawsze najradośniejszy, najobfitszy, najjaśniejszy czas. Pozwólcie, że wymienię same potrawy z wigilijnego stołu... Śledzie z grzybami, rosół rybny, grzybowa, siemieniotka, dorada na oliwie z ziołami, pieczone ziemniaki, krewetki, kapusta z grzybami, kapusta z grochem, mnóstwo ciast, pierników, smakołyków, do tego kompot z suszonych śliwek, moczka. Zaś po pasterce nasza tradycyjna już uczta szynkowo-chrzanowa wzmocniona kielichem dobrego grzańca. Nie będę  pisał o dzisiejszym śniadaniu... z litości. Piękne są te Święta - czas rozmów, czas wspólnych kościelnych celebracji (wczoraj i przedprzedwczoraj byłem na wczesnoporannych roratach po raz pierwszy od czasów dzieciństwa. Wstawanie na 6.00 to heroizm, a dzieci moich przyjaciół były na wszystkich roratach w tym Adwencie), czas radości z Narodzenia naszego Pana.

Radosnych Świąt! 

poniedziałek, grudzień 14, 2009

Kartki ze Wschodniej Ćwiartki - nr 5


Bamfurlong, Moczary, Wschodnia Ćwiartka
23 foreyule'a, 1485 r.

Drodzy Wujostwo!

Od wczoraj mamy śnieg! Biało, bielutko. Gdy staje się na Grobli, patrząc ku Brandywinie i zatopionemu wśród sinej mgły wzgórzu Buck, wydaje się, że wszystko zatonęło w mlecznych wodach jakiegoś zimnego oceanu. Szczęśliwi mieszkańcy północno-zachodnich krain! Po tygodniach szaro-burych smutków listo-pada (bo tak tłumaczy się elfickie lasse-lanta) ta śnieżna kołdra, która opadła na śpiący zimowy świat jest zbawieniem, niesie radość, otuchę, nadzieję. Jest teraz dużo jaśniej i za dnia (choć słońce chowa się za grubą warstwą chmur), i w nocy (a noce są - jak wszędzie coraz dłuższe). Tak to mądrze urządzony jest ten świat. Pora roku następuje po wcześniejszej porze, jedna rzecz wynika z drugiej, a wszystko, co nas otacza, mówi (krzyczy wręcz czasami) o jakiejś ukrytej pod warstwą rzeczywistości nadziei (rozmawialiśmy o tym ostatnio z panem Bombadilem, którego odwiedziłem niedawno za Żywopłotem).

Wczoraj wróciłem z Zachodniej, gdzie odwiedzaliśmy z naszymi ludźmi targi przedświąteczne. Sprzedawaliśmy wieńce i świece, a kupiliśmy dużo ładnych ozdób na Gody. Od tygodnia trwają u nas na Farmie porządki, te tak zwane "godne", bo Gody za pasem. Jeszcze tylko pranie firan i zasłon oraz dokładne szorowanie podłogi. Nasi chłopcy przygotowują też zabudowania gospodarskie, zmieniają wyściółkę i przygotowują pachnące siano dla zwierząt. W tym tygodniu nasze panie planują też wypieki, będziemy ozdabiać pierniki i ciasta. A nasz słynny maggotowski pudding wciąż dojrzewa w spiżarni.

Psy z radością hasają po śniegu, jakby widziały go pierwszy raz. Zaraz wybieram się na długi spacer. Podobno widziano ostatnio drużynę krasnoludów zmierzającą na Święta do Brandy Hall.

Mam nadzieję, że u Was wszyscy zdrowi. Życzymy Wam pięknych Godów, pełnych światła i nadziei.

Wasi

Maggotowie

czwartek, grudzień 10, 2009

Błękitne światło nad Norwegią


Nie wyjaśniono jeszcze natury zjawiska, które pojawiło się 9 grudnia na norweskim niebie. Oto film z zarejestrowanym błękitnym światłem nad Norge.