wtorek, grudnia 06, 2016

Kraina mojego dzieciństwa


To był 1979 albo 1980. Przyjaciele moich rodziców (u których nota bene rodzice się poznali), Terenia i Józek Jędreccy z Katowic wynajmowali już od jakiegoś czasu taki odosobniony, leśny dom (a właściwie zespół zabudowań), który nazywa się Marzatka i który najdziemy na mapach Śląska już w XVIII w. Zaczęliśmy do nich regularnie przyjeżdżać w weekendy. Niesamowity las, spotkania ze zwierzętami, grzybobrania, mnóstwo śmiechu przy ognisku, specjalny fotel wujka Józka, mnóstwo przygód i zabaw z moim Łukaszem, synem cioci i wujka. Nasi przyjaciele przed wybuchem stanu wojennego wyjechali na stałe do Rajchu, a my przejęliśmy w lesie po nich schedę. Jędreccy skontaktowali nas z bardzo fajną rodziną pana leśniczego o nazwisku Baran i już wkrótce przenieśliśmy się do Leśniczówki, która na niemieckich mapach nazywa się Dombrowice. Tam przeżyłem najlepsze swoje liczne wakacje, najlepsze dziecięce przygody, tam dostałem włócznią w głowę podczas obrony naszej wioski Indian, tam mieliśmy z synem leśniczego, Arturem, kilka domków na drzewach, kilka leśnych schronień, szałasów i ziemianek, tam przeżyliśmy wybuch stanu wojennego 13 grudnia 1981, tam prawie nie zamarzłem po wieczornym zimowym kuligu. Aleja Dębowa, ogniska, gołębie, ćwiczenia w strzelaniu z łuku, najlepsze (bo własne) maliny, przygotowanie kryzysowych słodyczy pod nieobecność rodziców, pierwsze moje podkochiwania się w kuzynkach Artura... Wynajmowaliśmy u Baranów całe pięterko starej niemieckiej leśniczówki. Tata oszczędzał reglamentowane paliwo tak, że co drugi weekend spędzaliśmy w Makowczycach, w naszej ulubionej Leśniczówce...


Po kilku latach przenieśliśmy się wpierw do Starej Szkoły w Myślinie, a potem ostatecznie osiedliśmy w pięknym, prostym ceglanym domku w Łąkach, przysiółku słynnej wsi wolnych chłopów, w Kadłubie Wolnym. Ten dom wynajmowaliśmy praktycznie do końca moich studiów i mojego małżeństwa czyli do 1998-99. Przez te wszystkie lata towarzyszyli nam na "naszej" wsi i przyjaciele – wujek Witek i ciocia Stenia, nasi sosnowieccy przyjaciele i sąsiedzi z Ordonówny – wujek Marek, ciocia Zosia oraz Piotrek i Kasia, a w końcu nasza rodzina z Wrocławia i Katowic. 

To były złote lata. Często wracam wspomnieniami do tych pięknych dni. A raz do roku lubię sobie zrobić samochodową wycieczkę, żeby przejść się "Białą Drogą" przez las, zebrać trochę grzybów, pooglądać sarenki, przejść koło "Domku Sprocketa", odwiedzić naszych dawnych gospodarzy, Kowolików...

Zapomniane hymny

Badając swoją genealogię odkryłem, że – o ironio! – po kądzieli jestem pierwszym w mojej linii członkiem rodziny, który urodził się w granicach państwa polskiego (też przecież nie w pełni wolnego, bo to był komunistyczny PRL). Mój prapradziadek Antoni urodził się w Królestwie Prus, pradziadek Rudolf w Cesarstwie Niemieckim w 1881, podobnie jego syn, a mój dziadek Jerzy w 1915, zaś moja mama urodziła się – niestety! – w III Rzeszy w 1943. To nic, że mówimy o tej samej ziemi, o krainie w promieniu 20 km. Dzieje Górnego Śląska są bardzo skomplikowane..

Zaprezentuję teraz kilka nagrań hymnów i pieśni, które były z urzędu istotne i ważne dla naszej ziemi, naszej małej ojczyzny, naszego Hajmatu.

Oto Preußenlied, "Pieśń Prus". Podobno miała też polskie słowa: 
»Ja jestem Prusak, to są moje farby (...)«

Prawdziwy Mikołaj Święty!

Jedyny prawdziwy, oryginalny Święty Mikołaj!
Ja tu pitu-pitu, wymądrzam się i teoretyzuję, a tymczasem kolejny 6 grudnia mija, a Wujek Rysiu nie wdział prawdziwego mikołajowego stroju i nie odwiedza znajomych dzieci. Gdy byłem mały, mój tata i różni wujkowie-sąsiedzi tworzyli dla nas – swoich dzieciaków – jedyny w swoim rodzaju spektakl: był taki wspólny strój św. Mikołaja (czasem trzymano go w naszej szafie) i co roku któryś z panów "wyjeżdżał na delegację", a tymczasem w którymś z mieszkań zbierały się dzieci i czekały... A potem słyszeliśmy dzwoneczek, pojawiała się w drzwiach Tajemnica! Brodaty Starzec z tiarą na głowie, w srebrzystym ornacie, z pastorałem... i workiem pełnym prezentów! Ale żeby dostać prezent, trzeba się było "wyspowiadać" ze swoich grzeszków, za pokutę zaśpiewać piosenkę. Czasem niestety wśród prezentów dostawało się też małą rózgę i węgielki...

O dawnych śląskich mikołajowych zwyczajach piszę na Tolkniętym (tutaj).

poniedziałek, grudnia 05, 2016

Moi pradziadkowie z rodu Wowro

Oto kolejni moi matczyni pradziadkowie (poza Rudolfem i Julią Wolf, których opisałem w mojej Wolfingssadze). To Jan Wowro i Magdalena z.d. Stefańska. Wowrowie przybyli na Śląsk z ziemi krakowskiej, z miejscowości Kamień w gminie Rybna, w powiecie krakowskim i pierwotnie nazywali się Wawro (jest to staropolski wariant imienia Wawrzyniec, a zatem jest to nazwisko odimienne; już w 1870 wymienia się w Roździeniu siodłaka (kmiecia) o nazwisku Wowro). Wowrowie mieli dwie córki - moją babcię Emilię (1915-1992) oraz jej młodszą siostrę Martę (1917-1947).

Jan Wowro (ur. 20 grudnia 1885 r. w Roździeniu) był synem Antoniego Mikołaja Wawro (w dokumentach Anton Nikolaus Wawro), ur. 14 września 1858 w Kamieniu w Galicji (w Kamieniu wciąż mieszka wielu Wawrów - na tamtejszym cmentarzu łatwo znaleźć groby z tym nazwiskiem). Był dyplomowanym ślusarzem. Zginął tragicznie podczas pracy w zakładach w Hucie Laurze (dziś Zakłady Zbrojeniowe w Siemianowicach Śl.) - zabiła go podobno sprężyna, która wystrzeliła z jakiegoś urządzenia. Jego żona, moja kochana prababcia Magdalena wyszła potem za mąż po raz drugi za Sylwestra Markefkę (zm. 1971), który pozostawił po sobie dwie kamienice w Szopienicach. Magdalena z.d. Stefańska była córką Karola Stefańskiego (ur. 26 marca 1859 w ówczesnym Eichenau czyli Dąbrówce; jego rodzice to Franz Stefański, ur. 1824 w Bogucicach i Katherin Schubert, ur. 1824) i Katarzyny z.d. Schultz (ur. 11 kwietnia 1856 w Mysłowicach; jej rodzice to Johann Schultz, ur. 1830 w Bieruniu Starym i Josepha Jaworski, ur. 1829 w Mysłowicach). Magdalena miała rodzeństwo: Konrada i Emmę.

Magdalena i Jan Wowro
Magdalena z córkami Emilią i Martą


niedziela, grudnia 04, 2016

Niesamowite mapy Śląska

Znalazłem na górnośląskim forum taką kolekcję map naszego regionu. Zabawy jest na całe tygodnie. Ja się przyjrzałem okolicom Pilchowic. Niesamowitości!

Najdokładniejsza XVIII-wieczna mapa Śląska i okolice Pilchowic!
http://www.grytzka-genealogie.de/images/kattowitz_karte.jpg
http://fotopolska.eu/311578,z,136035,1,foto.html
http://fotopolska.eu/310681,z,135645,1,foto.html
http://fotopolska.eu/foto/310/310664.jpg
http://www.kostuchna.boo.pl/Historia/Mapa10.JPG
http://www.mapywig.org/m/wig25k/P47_S28_H_KATOWICE.jpg
http://www.mapywig.org/m/General_and_tourist_maps/Podreczna_Mapa_WOJEWODZTWA_SLASKIEGO.jpg
http://amzpbig.com/maps/5779_Schwientochlowitz_1929.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_slask_geologiczna_1913_1.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_slask_1910.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_slask_1904.jpg
http://www.bytom.webd.pl/img/mapy/mapa_nikiszowiec_1913.jpg
http://www.giszowiec.info/pl/drukuj.php?co=mapy
http://www.giszowiec.info/grafa/mapy/mapa_giesche.jpg
http://forum.gazeta.pl/forum/w,34281,64591059,,Znod_ech_ciekawo_mapa_z_1619_roku.html?v=2
http://eksploratorzy.com.pl/mapy/GOP/tychy.jpg
http://andrzejwic.fm.interia.pl/1801.jpg
http://andrzejwic.fm.interia.pl/mapy.html
http://www.mapywig.org/m/German_maps/1919-1945/Gross_and_Einheitsblaetter/Grossblatt_Nr._118_Gleiwitz.jpg
http://mapy.amzp.pl/tk25_list.cgi?show=5780;sort=w
http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication?id=1210&from=&dirids=1&tab=1&lp=1&QI=
http://www.mapywig.org/m/German_maps/1919-1945/other/Standortkarte_Kattowitz_Suedost_50K_1943.jpg
http://www.mapywig.org/m/German_maps/1870-1919/200K/400dpi/TUDR_147_Beuthen_1902-14_kol.jpg
http://www.posselt-landkarten.de/karte_521.jpg
http://www.maproom.org/00/14/present.php?m=m036
http://teca.bncf.firenze.sbn.it/ImageViewer/servlet/ImageViewer?idr=BNCF0003492799
http://www.stub.unibe.ch/adam/zoom/zoom.php?col=ryh&pic=Ryh_4501_36
http://www.stub.unibe.ch/adam/zoom/zoom.php?col=ryh&pic=Ryh_4501_43
http://igrek.amzp.pl/mapindex.php?cat=TK25
http://amzpbig.com/maps/5780_Kattowitz_1942_2.jpg

... i jeszcze to:

http://www.deutsche-schutzgebiete.de/provinz_schlesien.htm

sobota, grudnia 03, 2016

Śląskie etymologie: siodłok i *chaciej

Po staropolsku chłop, kmieć to również siodłak (od siodło 'wieś, osiedle'). W etnolekcie górnośląskim jest to siodłok (odpowiednik niemieckiego Bauer) Siodłok był bogatszym chłopem, posiadającym ziemię. Biedniejszy chłop małorolny to po polsku zagrodnik (niem. Gärtner). Nie znam jeszcze śląskiego odpowiednika tej nazwy. Natomiast najbiedniejsi chłopi, którzy masowo ruszali za pracą do miast, chłopi bezrolni to chałupnicy (niem. Häusler). Moja mama, Górnoślązaczka z Szopienic, twierdzi, że w jej rodzinie o ludziach prostych i biednych, słabo wykształconych i niewychowanych mówiło się w jej rodzinie - chacieje. Czy to może być śląski odpowiednik słowa chałupnik? Chałupa = chata = Häusel

Okolice Gliwic na gwaszu Knippla

sobota, listopada 26, 2016

Wolfingssaga
Zainspirowany przez Szczepana Twardocha...

Tekst zainspirowany genealogicznym wspomnieniem Szczepana Twardocha, które znany autor zaprezentował na Facebooku. Podobieństwo stylistyczne mojego tekstu nie jest przypadkowe...

Wschodnia kolonizacja niemiecka wg Zwierciadła saskiego
Nazwisko Wolff należy do tych najstarszych niemieckich nazwisk, które są średniowiecznymi skrótami imion. Wolff wywodzi się od imion typu Wolfhard czy Wolfert (źródło). Właśnie zwyczajowe podwójne -ff ma podkreślać, że nie jest to rzeczownik pospolity (der Wolf) a nazwisko odimienne. Inne warianty tego nazwiska to Wolf, Woolf, Wolfe, Woolfe, Wulff i Wulf, a także Wölfli (w dialekcie alemańskim), Wölfle (w szwabskim) i Wolfes, ewentualnie Volf albo Wolfius.

Gdy rzeka czasu płynęła przez Górny Śląsk wciąż jeszcze leniwym nurtem, co jakiś czas wypływał w dokumentach z okołopilchowickich gruntów to tu, to tam pojedynczy Wolff.

Za cesarza Rudolfa II w "państwie gliwickim" von Zetritzów renesansowy urbarz gliwicki z 1580 notuje niejakiego Jurka Wolfa (z należnością 20 groszy) we wsi Rostrop oder Strüppendorff (dziś jest to Ostropa, część Gliwic). Ten pierwszy znany mi podgliwicki Wolf to imiennik mojego drogiego dziadka, Jerzyka (Jerzego) Wolfa z Szopienic. Jestem już prawie pewien, że ten i inni Wolfowie tej ziemi, to potomkowie tych samych trzynastowiecznych frankońskich osadników, którzy z inicjatywy cystersów z Rud założyli kilka podgliwickich wsi i stworzyli całą wyspę średniowiecznej niemczyzny, a przetrwali ze swoją oryginalną kulturą i mową tylko w Szywałdzie... Aż do tragicznych, czarnych dni i rozpalonych ogniem nocy zimy 1945 roku... W Pilchowicach potomkami tego Ostsiedlung są ci, którzy noszą nazwiska Foyt, Willim, Kleiner, Dragon czy właśnie Wolff. Rudolf, czternastowieczny mnich cysterski z Rud opisał w swoim słynnym Katalogu magii zwyczaje, które wiele mówią o duchowości i zabobonach przodków mojego pradziadka Rudolfa, Wolfa z Pilchowic. Skrzaty stetewaldy, Pani Holda, majowe drzewka... Obyczajowość niemieckich osadników.

Kilka lat po tym, jak Fryderyk Wielki potwierdził w Hubertusburgu swoje panowanie nad Śląskiem zdobytym na Austrii, około 1765 roku, we wsi Pilchowice, w królestwie Prus urodził się Joseph Wolff, którego nieznani mi (jeszcze) z imienia rodzice musieli rodzić się jeszcze jako poddani habsburscy. Joseph przez całe życie był zagrodnikiem w Pilchowicach, miasteczku targowym, w którym jego potomkowie mieszkali przez pokolenia jeszcze w czasach republiki weimarskiej. Ojciec Josepha, nieznany mi z imienia Wolff był jednym z 54 gospodarzy pilchowickich, wymienionych w dokumencie wizytacyjnym z 1765.

Najstarszy (jak dotąd) dokument z członkami mojej rodziny Wolffów z 1787.
Jeżeli Marianna Wolff urodziła się w 1787, to jej ojciec Joseph urodził się co najmniej w 1767
Pilchowice należały już wtedy do hrabiów von Wengersky. W 1768 Emanuel, hrabia von Wengersky przekazuje dobra synowi, Antonowi. Za jego władania powstaje nowy, późnobarokowy kościół parafialny z kopią malowidła Michaela Willmanna w ołtarzu. Kościół Ścięcia św. Jana Chrzciciela, w którego chrzcielnicy będę zanurzani wszyscy kolejni pilchowiccy Wolfowie. Hrabia Anton zmarł w roku 1814. W tym też roku powstaje w Pilchowicach klasztor bonifratrów. Joseph Wolff ożenił się z Katarzyną Sekułą (albo Cathariną Sekuliną). Mieli zapewne trójkę dzieci, Mariannę (ur. 1787), Jacoba (ur. 1790) i Johanna (ur. ok. 1792). Johann jest moim praprapradziadkiem.

Johann nazywał siebie zapewne Jonek. Należał do tej miażdżącej większości pilchowiczan, którzy u Triesta mówią w miasteczku nie po niemiecku a po słowiańsku, w śląskim dialekcie oderwanego od Polski polskiego. Około 1813 ożenił się z Joanną Kwaśnik (w dokumentach uparcie Johanna Quasnik albo Quaśnik) również z Pilchowic, córką Caspara Kwaśnika i Katarzyny Gurecki. Przeżyła ona Jonka i zmarła w wieku 75 lat w 1868. Johann i Johanna mieli jedenaścioro dzieci: zmarłego wcześnie Sebastiana (ur. 1814), Jana (1816 - jego potomkowie będą mieszkali w Pilchowicach aż do II wojny), Georga (1819-1875), Franza (1821), Mariannę (1824), Michaela (1826), Caspara (1828), Antoniego (1830 - mojego prapradziadka; w akcie chrztu nazywa się nie - Wolff a Wolf), Johannę Apolonię (1833), Margarethę (1835 - jedną z kilku Małgoś Wolfek - jak moja mama) i Antoninę (1838). Nie wiem ile lat żył Johann, ale na pewno nie dożył zjednoczonej Rzeszy. Był "tutejszym" chłopem na Śląsku, w Królestwie Prus. Jego siódmy syn, Anton ożenił się z Marianną Dziedzioch z Sośnicowic, którą dokumenty nazywają uparcie Marie. Musiało to być około 1865, bo już rok później, 11 grudnia 1866 rodzi się ich pierwszy syn, Victor Johann, "Zwycięski Jan" na cześć zwycięstwa nad Austrią pod Sadową i na cześć swojego dziadka. Anton musiał mieć rozdarte serce, bo z jednej strony nadaje swoim synom zwycięskie niemieckie imiona ale z drugiej strony wychowuje swoich synów na śląskich powstańców. Może jego Jonek i Rudolf, szopieniccy awanturnicy i żołnierze Polskiej Organizacji Wojskowej zareagowali polskim patriotyzmem na cesarski lojalizm ojca? Antona nie objęła zapewne mobilizacja w wojnie prusko-francuskiej 1870-1871 ale chyba swego urodzonego w 1874 syna Johanna nazywa Augustem na cześć Cesarza Rzeszy, Wilhelma I.

Anton i Marianna mieli siedmioro dzieci: wspomnianego Victora Johanna (ur. 1866), kolejną w rodzinie Margarethę (1868), Marthę Theclę (1870), Annę Franciskę (1872), Johanna Augusta (1874), Marie Franciskę (1879) i urodzonego 13 kwietnia 1881 o godzinie 19.00 Rudolpha Theodora Wolfa.

Rudolph Theodor Wolf, ur. 1881
Antoni z dużą rodziną przenosi się przed 1887 z Pilchowic do Szopienic, na górniczą Morawę. Jego syn Rudolf jest pierwszym w tym wywodzie, którego zapamiętała żywa, rodzinna historia mówiona. Gdyby nie dokumenty, nikt też nie wiedziałby o drobnorolniczym pochodzeniu jego ojca. Poprzednich Wolfów pamiętał przez jakiś czas tylko papier, a teraz ja znowu pamiętam. Rudolf w szóstym roku życia zaczyna szkołę w Szopienicach, którą po ośmiu latach opuszcza i podejmuje się różnych dorywczych prac, żeby pomóc swoim rodzicom, obarczonym liczną rodziną. W wieku lat siedemnastu zaczyna swoją pierwszą pracę na kopalni "Morgenroth" Spadkobierców Gieschego - tych od Giszowca i Nikiszowca. W 1908 żeni się z Julią Waniek (1883-1934) - wszystko wskazuje na to, że Wańkowie też przybyli do Szopienic z Pilchowic. Mamy zdjęcie Julii z jednym z jej ośmiorga dzieci.

Julia Wolf, zd. Waniek - jej silne geny
do dziś widoczne są w naszej urodzie
W 1913 Rudolf zostaje z pracy w kopalni zwolniony. Za karę. Za strajki. Do tego starszy brat Rudolfa, Jonek, wciągnął brata w polskie zebrania, razem zakładają też na terenie Szopienic Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" i Towarzystwo Śpiewu imienia Wyspiańskiego. Ale w maju tego samego roku znany szopienicki osiłek (podobno Rudolf umiał podnieść w zębach stół - widywał też w Rawie utopka) otrzymuje pracę hajera w Myslowitzergrube, na kopalni, na której w 1919 wybuchnie pierwsze powstanie śląskie. 

Rudolf i Julia Wolfowie z synami Karolem i Jerzym
Z małżeństwa Rudolfa i Julii rodzą się: (1) Gertruda (1907-1978, która wyszła za Jana Mierzwę, policjanta, a ich dziećmi byli Henryk i Jerzy), (2) Karol (1910-1978, który ożenił się z Heleną Hajduk, a urodziły im się same córki: Lidia, Krystyna, Jadwiga i Janina), (3) Małgorzata (1913-1989, kolejna Małgorzata Wolf - wyszła za Jerzego Mateję, a ich dziećmi są Jan, Irena i Ewa), (4) Jerzy (1915-1986, mój dziadek; z Milką mieli troje dzieci: Basię, ur. 1940, Małgosię, ur. 1943 i Marka Wolfa, ur. 1950), (5) Gerharda (1920-1995, który najpierw poślubił siostrę mojej babci, Martę i z nią miał córkę Marysię, a po śmierci Marty poślubił Jadwigę zd. Widera i z nią miał syna Andrzeja Wolfa), (6) Rudolfa (ur. 1921 - Rudolf po wojnie spolszczył swoje nazwisko na Wilczyński, poślubił Elżbietę Schneider i mieli trzech synów: Tadeusza, Jerzego i Henryka Wilczyńskich), (7) Irenę (ur. 1923, poślubiła Jana Nowaka i mieli dwóch synów: Czesława i Zbigniewa) oraz (8) Sabinę (1928-1999, wyszła za Tadeusza Bombika i mieli dwoje dzieci: Piotra i Jolę).

A potem jest walka z Niemcami. Tajna działalność pod dowództwem Pawła Hołoty. Udział w pierwszym powstaniu pod dowództwem Franciszka Sidły. Powstanie upada, chłopcy uciekają do Sosnowca, żeby nie wpaść w ręce grenzschutzu. W drugim powstaniu Rudi bierze udział w obronie poczty w Szopienicach pod dowództwem kolegi Kalinowskiego. W trzecim walczy pod dowództwem Hołoty. Na kopalni pracuje do 1936.

W Roździeniu i Szopienicach zbiegają się losy kilku rodzin, które dają życie mojej mamie i jej rodzeństwu. W 1859 rodzi się w Dąbrówce Małej Karl Stefański, syn Franza (urodzonego w 1824 w Bogucicach) i Katarzyny Schubert (ur. 1824) - żeni się on z Katarzyną Schultz (ur. 1856 w Mysłowicach), córką Johanna Schultza (ur. 1830 w Bieruniu Starym) i Josephy Jaworski (ur. 1829, Mysłowice). Ich dzieci to Konrad, Emma, Magda, Frida i moja kochana szopienicka prababcia, Magdalena, primo voto Wowro, secundo voto Markefka. Magdalena to pierwsza z tej rodziny, której twarz znam. O Sosnowcu mówiła: "Tam, w Polsce". Była miłośniczką górskich wycieczek, wegetarianką, praktykowała metodę doktora Kneippa. Córką Magdaleny i jej pierwszego - tragicznie zmarłego podczas pracy w hucie - Jana Wowro była moja babcia Emilia, zwana w rodzinie Milką.

Milka rodzi się w 1915. W tym samym roku rodzi się mój kochany dziadek Jerzyk Wolf, syn wojowniczego Rudolfa. Mieszkają na Morawie, blisko granicy z Królestwem Polskim. Biorą ślub w sierpniu 1939 - brat Jerzego, Gerard żeni się za to z siostrą Milki, Martą Wowro (ciocia-babcia Marta umarła rodząc moją ciocię Marysię, której syn, Grzegorz Sławicki jest moim genetycznym prawie-bliźniakiem). Za chwilę wybucha straszna wojna. A potem jest ten typowy śląski los - przymusowa służba w armii niemieckiej (w Kriegsmarine), przymusowe zniemczanie (władze nakazały wrócić do starej formy nazwiska - Wolff), przepustki do domu, strach o życie swoje i bliskich, dwie córki urodzone w czasie wojny - moja ciocia i chrzestna Basia (ur. 1940) i moja mama Małgosia (ur. 1943). W korespondencji z frontu Jerzyk-Georg nazywa Basię - Barbel, a Małgosię - Magrit. Uczy się dopiero niemieckiego, bo za używanie tego języka w domu dostawało się od ojca, Rudolfa, po pysku. Wraca (jak wszyscy jego bracia) w 1945. Nikt nie zginął. Po wojnie komuniści zabijają jednak wspaniałego Johanna Augusta Wolfa, polskiego powstańca i żołnierza. Lata powojenne to pasmo upokorzeń.

Ostropa, Pilchowice, Szopienice. To tylko 45 kilometrów z wiejskich, podleśnych Pilchowic do wielkoprzemysłowych Szopienic. I takie to są granice naszej genetycznej różnorodności.

Rudolf po śmierci Julii w 1934 ożenił się po raz drugi, zmarł w 1960. Magdalena po śmierci Jana wychodzi za mąż po raz drugi. Rodzina się rozrasta, rozprzestrzenia po całych Katowicach. Małgorzata, córka Jerzego i Emilii i wnuczka Rudolfa i Julii to moja mama. Paradoksalnie to ja jestem pierwszym w tej rodzinie, który urodził się w granicach Polski (moja mama urodziła się na terenach III Rzeszy, jej ojciec i mama w II Rzeszy). 

Ja już synów i córek nie mam i mieć nie będę. Chodzę po tej samej ziemi, piję tę samą wodę, co tamte pokolenia. Ale mieszkam w Aldrajchu. Taki mój los. 

Przyjdzie też czas opisać dzieje mojej galicyjskiej rodziny po mieczu. Bo tutaj przedstawiłem tylko fragment ważnej połówki...