piątek, sierpnia 22, 2008

Drogami Armenii, cz. 2


3.30 w Erywaniu, czas ucieka, a tu trzeba wymienić euro na armeńskie dramy, kupić wizy, przebyć odprawę paszportową, znaleźć swój bagaż... Niestety kilka walizek zniszczonych – w tym moja, kilka splądrowanych – w tym moja, dwie okradzione – w tym na szczęście nie moja. Dopiero około 5.00 (w Polsce 2.00), wychodzimy z kontroli i spotyka się z nami nasz przewodnik Garik – bardzo poczciwy, skromny i uczynny człowiek, przechodzimy do autokaru, którego sympatycznym kierowcą jest pan Grigoryan. Dojeżdżamy do hotelu, gdzie na szczęście dość szybko udaje się rozdać klucze. Udajemy się do wygodnych, klimatyzowanych pokoi na zasłużony odpoczynek.


O 10.30 pobudka, a o 11.00 śniadanie. Wspaniały hotel. Nazywa się „Aviatrans”. Położony w centrum miasta, dwa kroki od Placu Republiki. Elegancki, nowy, ładny. Śniadanie pyszne, dużo sałatek. O 12.00 ruszamy na zwiedzanie. Garik opowiada o mieście, które ma ponad 2600-letnie dzieje. Oglądamy Muzeum Rękopisów, Kaskadę, ładne domy z tufów, bazaltów i trawertynów, szerokie schludne aleje, przestronne place, ładną architekturę XX i XXI wieku. Niespodzianką jest poczęstunek w kawiarni przy Kaskadzie: kawa ormiańska, pyszne ciasto z lodami, lemoniada ze świeżo wyciśniętych cytryn z liśćmi mięty. Wszystkich zachwyca ormiańska gościnność, spokój miasta, jego czystość, kwiaty, drzewa i zieleń. Choć nasłonecznienie podobne do tego w Egipcie, nie jest tak gorąco jak w odwiedzanym niedawno Neapolu we Włoszech.



Z przewodnikiem Garikiem


Po poczęstunku powrót do hotelu, odpoczynek, a potem Msza w ładnej i klimatyzowanej sali konferencyjnej naszego hotelu. O 19.00 wsiadamy do autokaru i jedziemy do restauracji „Nasza wieś”, gdzie oczekuje powitalna kolacja. Pyszności o zapachu armeńskich ziół, same dobroci z sera, jagnięciny, warzyw. Armeńskie wino jest dobre, a muzyka... hmm, oryginalna. Bawimy się świetnie. Podnoszone są toasty, robimy wiele śmiesznych fotografii, a gdy po zakąskach, rodzaju bogracza, łososiu w ryżu z morelami i rodzynkami, a stole pojawiają się arbuzy i melony, wiemy, że trzeba uciekać, bo zaraz pękną nam brzuchy. Pyszna to była uczta!


Po dojechaniu do hotelu mały odpoczynek, sesyjka w darmowej kafejce internetowej w naszym gościnnym „Aviatransie”, a potem zamykający dzień spacer po okolicy. Szczerze? Nie znam drugiego miasta z tak wielką ilością fantastycznych barów, kawiarni, restauracji, lokali, dyskotek. Piękni ludzie na ulicach, niezwykłej piękności czarnookie krasawice. Jest się za czym obejrzeć, przy czym kobiety tutaj ubierają się ładnie i nie bardzo skromnie, ale na pewno nie wyzywająco. No i te czarnookie spojrzenia... Palce lizać!


Dobra, trzeba iść spać, bo rano wczesne wstawanie i msza...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz