niedziela, sierpnia 17, 2008

Nie chcę być złym prorokiem...


Oglądam co jakiś czas rosyjski program informacyjny Вести (w transkrypcji Wiesti) w kanale РТР Планета. Od kilku dni rosyjska propaganda ma na celowniku Ukrainę. Właściwie już od samego początku najazdu na Gruzję tematyka ukraińska jest silnie obecna w rosyjskich mediach. Główny temat? Sprawa mniejszości rosyjskiej w Ukrainie* - zwłaszcza na Krymie - oraz przeciwstawianie prozachodniego rządu Ukrainy "milczącej większości" Ukraińców, którzy zdaniem Rosjan chcą silnej więzi z Federacją Rosyjską. Wczoraj mówiono wiele o mieszkańcach Sewastopola, miasta portowego na Krymie, gdzie funkcjonuje rosyjska baza wojenna Floty Czarnomorskiej, która jest obecnie tak aktywna w terroryzowaniu Gruzji. Pokazywano ukraińskich działaczy narodowych demonstrujących przeciw obecności armii rosyjskiej w Ukrainie - w relacji telewizyjnej wyglądali jak typowe "oszołomy". Przeciwstawiono im "mądrość ludu" - wypowiadali się Rosjanie z Sewastopola, którzy zapewniali, że "Ukraińcom nie uda się usunąć wszystkich prorosyjskich mieszkańców Krymu". Tak, jakby Ukraińcy mieli być kolejnymi po Gruzinach "tymi złymi" z bajki pisanej przez władze cywilne i wojskowe Rosyjskiej Federacji.

Boję się o naszego wschodniego sąsiada. Boję się, że do wspólnych Mistrzostw Europy w 2012 r. może to już nie być niezawisły kraj. Boję się, że nie będziemy już spędzać wakacji na ukraińskim Krymie... Wojna w Gruzji (oczywiście rosyjskie media nie nazywają swojej "interwencji pokojowej" działaniami wojennymi) może być preludium do zaprowadzania na powrót dawnego porządku w obszarze rosyjskiej "bliskiej zagranicy". Po co rosyjska propaganda pokazuje w telewizji "niebezpiecznych Ukraińców", "zaniedbany" Krym, "przestraszonych krymczackich Rosjan"'; po co mówi o spisku Ameryki w Ukrainie i Gruzji, po co trąbi o tzw. Atlantystach w rządzie Ukrainy (zwolennikach ścisłej współpracy z USA i NATO). Chodzi przecież nie o jakieś "uciskane mniejszości narodowe", ale o porty wojenne oraz ropo- i gazociągi. Rosjanie nie mogą też znieść tendencji w Gruzji i Ukrainie do wiązania się politycznego i wojskowego z Zachodem.

Gdy byłem pierwszy raz na Krymie, oprowadzał nas tam po skalnym mieście Czufut-kale polskojęzyczny przewodnik - krymczacki Rosjanin. Co chwila drwił z kraju, w którym przyszło mu mieszkać, z Ukrainy, mówiąc o nim (że zacytuję) "bylejakie państwo"... Obawiam się, że mająca imperialne ambicje Rosja już niedługo stanie w "obronie" takich prorosyjskich obywateli Ukrainy. Nasz wschodni sąsiad jest w poważnych tarapatach. Ale też chyba może liczyć na polską pomoc w takiej skali, jaka jest dla Polski obecnie możliwa.

Będę dziś w nocy w Moskwie, na lotnisku. Przesiadka do samolotu lecącego do Erywania - stolicy Armenii. Lecę na Kaukaz i będę tak blisko tych niepokojących zdarzeń, które dzieją się obecnie w Gruzji.

* Celowo piszę w Ukrainie, a nie na Ukrainie. Podobnie staram się pisać w Słowacji, w Białorusi, w Litwie - chcę tym samym podkreślić niepodległość tych krajów. W języku polskim na... mówi się o regionach krajów, a nie o niezależnych krajach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz