poniedziałek, września 01, 2008

Kartki z Wschodniej Ćwiartki - nr 3


Bamfurlong, Moczary, Wschodnia Ćwiartka
9 halimatha, 1485 r. R.S.
Drogi Wujku!

Dziękuję Wam za długi, pełen troski list. U nas powoli wracają "porządki w Shire", ale o tym za chwilkę. Czy u Was w Północnej też tyle oznak jesieni? Ptaki kluczami mkną na południe, poranki coraz chłodniejsze, a dni krótsze. I choć liście jeszcze zielone, w powietrzu pachnie jesienią. Biegałem truchcikiem (tak dla zrzucenia sadełka - stały hobbicki problem) wzdłuż grobli nad Brandywiną i widziałem, że lato naprawdę się kończy. Szkoda, bo minęło szybciutko, ale jesień też kocham. W dniu Równonocy wpadniemy do Was jak zwykle. Maggotowie szykują się powoli do drogi. Tu coraz spokojniej, więc nie będzie strachu wybrać się czterokółką te kilkadziesiąt mil do Waszego smajala.

Jutro kolejna rocznica śmierci naszego kochanego pisarza, sąsiada zza lasu, pana Fullhardy'ego. Tego, co napisał tę fantastyczną opowieść w sześciu księgach o magicznej krainie "Europa", o wojnie w obronie wolności, o sympatycznych "Anglikach". Czytaliśmy kiedyś razem ten rozdział o "Bitwie o Anglię" - pamiętacie? Szkoda, że pana Ronalda Fullhardy'ego nie ma już z nami. Odszedł poza kręgi świata. Podobno znał się osobiście z panem Bagginsem z Bag End. Może spotkali się gdzieś w Valinorze przed ostatnią podróżą do Erumar, Siedzib Jedynego? Jutro zapalimy świecę ku jego pamięci i poczytamy jego wspaniałą poezję... A co robicie 22 halimatha? Jak będziecie obchodzić Urodziny Powierników? Napiszcie koniecznie, czy mała Nell i Rory lubią, gdy się im czyta opowieść o Szalonym Bagginsie.

A teraz wieści, na które na pewno czekacie. W Bucklandzie sytuacja wraca do normy. Hobbici zza Rzeki są naprawdę dzielni. Gdy w zeszłym tygodniu doszło do wiecu mieszkańców Wschodniej, gdy stawiliśmy się u Mostu na głos Rogu Bucklandu, wszystko wyglądało groźniej niż się w końcu okazało. Duzi Ludzie nie weszli do Shire i zakaz Króla nie został złamany. Na szczęście. Negocjacje z ponurymi Czarnymi zakończyły się pokojem. Przynajmniej na razie. Oni nie będą wchodzić do Shire'u, nie zaatakują już nigdy Mostu, a Dziedzic przekazał im na tymczasowy popas kawałek ziemi w okolicach Bucklebury. Ten olifant, o którym pisałem - kuriozum na hobbickiej ziemi, tyle je trawy i liści, ale udało się go zatrudnić do pożytecznych posług. Firma pana Tunnely'ego, znana Kompania Wodociągów i Kanalizacji Bucklandu, ma w nim prawdziwą pomoc. Trąba Mumakila to narzędzie nie mające sobie równych. A dzieciaki z okolicy mają radość i z tych Czarnych Númenorejczyków, i z dzikich elfów (o dziwnych kolorach włosów lub nawet o niewidzialnych włosach), i z gromadki krasnoludów ze Wschodu. Choć wiemy już, że nie jest to grupa cyrkowców, malcom to nie przeszkadza. Codziennie oglądają zza płotu, jak dziwacy prężą się, ćwiczą walkę wręcz, odprawają swoje wschodnie obrzędy. Tylu dziwów dawno tam nie widziano. W następnym liście opiszę Wam bardzo dziwną przygodę - o dwóch małych krasnoludzkich dziewczynkach (oczywiście wiecie, że dzieci tego plemienia, nawet dziewczynki, mają małe, jedwabiste brody, a właściwie bródki), które spotkałem w czasie wieczornego spaceru, o tym, jak bawiły się w elfy i - tu się zdziwicie - w Elbereth, ze świetlikami w małych rączkach, o tym jak zaprowadziłem je do Obozu Dziwaków i przekazałem zapłakanym brodatym rodzicom (nie umiałem odróżnić taty od mamy - nie dziwota, że to plemię podejrzewa się czasem o relacje nie zawsze naturalne - takie, co je zwią często "tymi spod Cienia").

Dla nas najważniejsze z całej tej historii jest to, że "Niezapominka" i "Gwaihir" nie przejdą w obce ręce, że wolność Shire'u uratowana, że nikt nie łamie u nas praw Króla.

Życzę Wam słonecznego halimatha!

- Wasz -

- F.M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz