środa, grudnia 09, 2009

Opowieść przedwigilijna


U mnie opowieść przedwigilijna w całej rozciągłości. Doszły już dwie paczki z pięknymi prezentami, którymi można się dzielić z kolejnymi osobami. Mariusz z Gliwic podarował mnie i słuchaczom Elendili FM całą zasobną kolekcję muzyki. I tak w domu, gdy tylko tu jestem, śpiewa Tom Waits, Enya, Clannad, Sting - można też usłyszeć muzykę z gry Age of Conan (naprawdę świetna!). Jestem w siódmym niebie, zwłaszcza przy szóstym kawałku z The Road to Paradise zespołu muzyki dawnej, którego nazwy jeszcze się nie nauczyłem. Dziś niespodzianie przyszła paczka od Laury z Niemiec wypełniona aromatycznymi pierniczkami. Niemcy mają piękny adwentowy zwyczaj pieczenia pierniczków i wysyłania ich do rodziny oraz przyjaciół. Danke schön, Lauri! Pudełeczko pięknie zapakowane stoi już pod choinką... Tak, mam już choinkę, owoc mojej wczorajszej wizyty w IKEI, gdzie robiłem wspólnie zakupy z Mają i Karinką. Mała śliczna zieloniutka choineczka w dokupionej donicy w kolorach ziemi. A pod choinką już się zbierają prezenty dla przyjaciół. Pierniczki rozpakujemy w Górze Kalwarii, dokąd w tym roku na Święta i Nowy Rok zabieram Mamę. Laura dostanie w rewanżu śląskie pierniczki, gdy pojedziemy za dwa tygodnie odwiedzić jej stragan adwentowy w bawarskim miasteczku, którego nazwy nie pamiętam.

Przed godzinką wróciłem z IMAXa katowickiego, gdzie z Marzenką wybraliśmy się na Opowieść wigilijną 3D. Dawno tak nie przeżyłem filmu animowanego! Nie tylko niesamowita animacja, w której można się było zatopić jak w rzeczywistości (piękne scenerie dickensowskiego Londynu i angielskiej prowincji, postaci jak żywe z wszelkimi włoskami i porami w skórze nosa, doskonałe ujęcia, porywające sekwencje, poruszające żołądek i błędnik sceny lotu nad nocnym miastem itd.), ale przede wszystkim treść Opowieści, której nie zakłóca żaden wtręt współczesnej antykultury. Tam mówi się o Bożym Narodzeniu, o Bogu, o kolędach, jest krzyż na wieży kościoła, jest mowa o grzechu i zbawieniu (Zemeckis uchronił się przed szaleństwem wstydzącej się siebie europejskiej kultury). I fajerwerki współczesnej techniki nie przyćmiewają wymowy powieści Dickensa. Każdy ma szansę na przeżycie chwili grozy i na wzruszenie, które jest efektem swoistego katharsis. I wszystko kończy się wielką eukatastrofą, która każe się w głos śmiać i bez oporów cieszyć. Uwierzycie, że łzy płynęły mi po obu policzkach? (zwyle po jednym ;-) - nawet IMAXowe okularzyska nie umiały ukryć mojego poruszenia.

I był czas pomyśleć nad tym, co dobrego możemy każdego dnia robić dla bliźnich. Film jest dla mnie prawdziwym objawieniem końca roku 2009. Polecam gorąco każdemu!



A w tle leci muzyka od Dzikiego. Jak ja dawno nie słuchałem tych kawałków Clannadu... Piękne!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz