niedziela, marca 16, 2008

Niedziela Palmowa w Brompton Oratory


Tegoroczną Niedzielę Palmową (16 marca) przeżyłem w londyńskim kościele Niepokalanego Serca Maryi, zwanym też Brompton Oratory. Znam ten kościół od kilkunastu lat. Odwiedzam go zawsze, gdy grupa zwiedza pobliskie muzea (Historii Naturalnej, Nauki oraz Wiktorii i Alberta). Ten piękny XIX-wieczny kościół utrzymany w stylu włoskiego neorenesansu, drugi co do wielkości kościół katolicki w Anglii (po Katedrze Westminsterskiej), należy do Kongregacji Londyńskiego Oratorium, czyli do wspólnoty księży, założonej przez kardynała Johna Henry'ego Newmana. W Anglii są jeszcze tylko dwa Oratoria, w Birmingham i w Oksfordzie. J.R.R. Tolkien, mój ulubiony pisarz, którego śladami ruszymy do Anglii w początkach kwietnia, związany był mocno z duchowością księży Oratorian. Ojciec Francis Morgan z Birminghamskiego Oratorium był jego opiekunem, gdy Ronald został sierotą. Gdy na bierzmowaniu przyjął imię Filip, to zrobił to zapewne z pobożności do św. Filipa Neri, XVI-wiecznego założyciela Kongregacji Oratorium. Księża Filipini mają też swoje wspólnoty w Polsce, np. w Tarnowie albo Gostyniu. To chyba najciekawsza strona internetowa polskich Filipinów.

Oratorianie zwracają wielką uwagę na formę liturgii. W ich kościołach Msze odbywają się w rycie nowym (Novus Ordo), jak i w rycie tradycyjnym rzymskim (tzw. "trydenckim"). Londyńskie Oratorium nie ma nawet ołtarza "posoborowego". W trakcie Mszy ksiądz wraz z wiernymi zwrócony jest przodem do tradycyjnego ołtarza (jak mówi się "po nowoczesnemu", jest plecami do wiernych). Zwróciłem na to uwagę podczas liturgii w ostatnią Niedzielę Palmową. Msza o 16.30 odbywała się w języku narodowym. Kościół wypełniony był do ostatniej ławki, ale po angielsku, tzn. w ławkach było luźno. Przy wejściu można było wziąć z koszy palmy - tutaj zebrane razem wysuszone liście palmy albo jakiejś trzciny.

W opisie liturgii, który wziąłem ze stoliczka przy wejściu, czytam te słowa (tłumaczenie moje):

Krew jego na nas i na dzieci nasze. Nic lepiej nie pokazuje zmienności ludzi - zwłaszcza gdy są w tłumie - jak na dzisiejszej liturgii. Nic nie jest bardziej wyraźne i jasne od tego kontrastu między wołaniem Hosanna! i wołaniem Ukrzyżuj go! mniej niż tydzień później. Ta reakcja żydowskiego tłumu - wpierw radosne powitanie, potem zaciekła nienawiść - to coś, co jest znajome każdemu z nas, zwłaszcza gdy popadamy w grzech, szczególnie w grzech śmiertelny. Gdy naprawdę grzeszymy, krzyczymy Ukrzyżuj! a nasza motywacja jest często taka, że Chrystus nie wydaje nam się tym typem Boga, jakim chcielibyśmy Go widzieć. (...) Także my potrafimy nienawidzić Boga, gdy On nie jest Bogiem, jakiego chcemy - takim, który usuwa z naszego świata ból i cierpienie. Oskarżamy Go i nazywamy powodem całego cierpienia. Gdy jednak zaczynamy tak myśleć, powinniśmy się zatrzymać i spojrzeć na Krzyż. I zrozumieć, jak bardzo On nas kochał i zawsze kocha. (...) Zostaliśmy umyci z następstw grzechu przez Krew Baranka.
W czasie modlitwy wiernych modlimy się za królową (w tym miejscu, gdzie jest modlitwa za rządzących). Dziwne uczucie. W kraju, gdzie monarcha jest opiekunem anglikańskiej wspólnoty kościelnej, i gdzie anglikanizm był faworyzowany od XVI w., dziś w kościołach modlą się za królową w większości katolicy. W zeszłym roku praktykujący członkowie Kościoła rzymsko-katolickiego przewyższyli liczbą praktykujących anglikanów. Głównie dzięki emigracji z Polski i innych katolickich krajów Unii Europejskiej do Zjednoczonego Królestwa.

Dnia 5 kwietnia wyrusza z Londyńskiego Oratorium pielgrzymka do sanktuarium maryjnego w Walsingham. Pięknie, bo my, polscy tolkieniści, tego samego dnia ruszamy na naszą "pielgrzymkę" śladami Tolkiena w Anglii...

1 komentarz:

  1. Ja bym tak apelował, żeby zamiast "ryt nowy (Novus Ordo)" i "ryt tradycyjny rzymski (tzw. trydencki)" stosować, za motu proprio Summorum Pontificum, określenia "forma zwyczajna" i "forma nadzwyczajna" jednego rytu rzymskiego.
    Maveru.

    OdpowiedzUsuń