środa, marca 26, 2008

Sprawozdanko lekturowe

Coś ostatnio zaniedbuję bloga. Dużo pracy (dziś dwa przetargi w Holdingu Węglowym i wykłócanie się w przedstawicielstwie pewnego pomarańczowego operatora o skradzione w roamingu w Jordanii przez tamtejszych komórkowych rządzicieli 2,5 tys. zł), fajne spotkania (wczoraj 15 starych przyjaciół z liceum na bibie z okazji 15-lecia matury)... A tu kilka słów należy się moim ostatnim lekturom. Będą to istne mikrorecenzje.

Lód Dukaja (Wydawnictwo Literackie 2007). To już klasyka. Książka przekracza granice gatunków. Między grubymi okładkami z grafikami Bagińskiego (tego od Katedry) tysiąc stronic wielkiej przygody w przekonujących didaskaliach umieszczonych w alternatywnych dziejach potunguskiego świata. Trochę z Dostojewskiego, trochę z Prusa, trochę z Lema, ale przede wszystkim mnóstwo z literackiego geniuszu Dukaja. Niesamowity język! Znam go z gazet i pocztówek sprzed 100 lat. Świetnie wykreowani bohaterowie. Bardzo wiarygodna rekonstrukcja historii, w świecie, w którym meteoryt tunguski budzi tajemniczą inteligencję drzemiącą w wiecznej zmarzlinie. Jednym zdaniem: "Lute rządzą". Szkoda tylko, że zakończenie chaotyczne i nie trzymające już tak w napięciu jak opisy podróży Koleją Transyberyjską... Za książkę dziekuję Tomkowi. Jest ozdobą mojej biblioteczki. A na Syberię na pewno się wybiorę...

Artura Kowalika Kosmologia dawnych Słowian. Prologomena do teologii politycznej dawnych Słowian (Nomos 2004) to bardzo ciekawa, inspirująca lektura, nawet jeżeli wiele teorii autora mnie nie przekonuje. Oddajmy głos autorowi:

Stereotypowy pogląd na religię Słowian przeciwstawia słowiańskiemu politeizmowi chrześcijański monoteizm, ja jednak w mej książce proponuję nowe spojrzenie na osławiony "kult przyrody" naszych przodków, upatrując w nim przejaw panenteizmu, czyli organicznej wizji świata, która łączy obie opcje. Chodzi tu o przekonanie o istnieniu boskiej mocy, zarówno istniejącej poza światem, jak i tożsamej ze światem i funkcjonującymi w nim siłami, które wyodrębniają się w niej jako indywidualne bóstwa. Na prowokacyjne pytanie o bogów, które zadał niegdyś egiptolog Hornung: "jeden czy wielu?" - odpowiadam więc jego wzorem - wielu z jednego i w jednym. W praktyce Słowianie byli zapewne henoteistami, wyróżniając w kulcie bóstwo opiekuńcze grupy rodowej, plemiennej, czy społecznej (cały test Kowalika na Tarace).
W swym erudycyjnym wywodzie autor sięga do religijnych i filozoficznych koncepcji wielu ludów Eurazji. Gdyby istotnie nasi przodkowie posiadali tak spójny, filozoficznie wysublimowany system wierzeń, nie dziwna by była gwałtowna ekspansja Słowian w wiekach V-VII od nieznanego naddnieprzańskiego etnosu do wielkiego, sięgającego Łaby, Alp i Peloponezu ludu. Każdy poganin, Germanin czy Weneta, chciałby być Słowianinem z taką religią! A kapłani słowiańscy bez problemu przyjmowaliby chrześcijaństwo, jako rozwinięcie (a nie zaprzeczenie) swojej religii i stawaliby się chrześcijańskimi swiaszczenikami.

Ciągle jeszcze czytam Czarny ogród Małgorzaty Szejnert. Jak pięknie o sercu Górnego Śląska, o niezwykłym górniczym Giszowcu pisze osoba, która wcale nie ze Śląska pochodzi. Ballada o kopalnianej kolonii, którą niemieccy architekci zaprojektowali zgodnie z zasadami angielskich miast-ogrodów. Niezwykłe dzieje Giszowca i ludzi, spośród których pewne postacie mam zaszczyt znać osobiście. Na Giszowcu mieszka poza tym od niedawna moja mama. Jest Giszowiec kolejnym dowodem na to, że Górnoślązacy pochodzą od opisanych przez Tolkiena hobbitów...

Dziś kupiłem w nieocenionej (muszę ją zareklamować!) księgarni CLC na Wojewódzkiej w Katowicach (zajrzyj tutaj) długo poszukiwaną książkę Josepha Pearce'a pt. C. S. Lewis a Kościół katolicki (Prodoks 2005). O, to będzie naprawdę ciekawa lektura. Lewis, który do Kościoła przyprowadził tak wielu niewierzących, choć sam katolikiem nie chciał zostać i nie został. Pearce opisuje życie, przekonania i dzieła Lewisa pod kątem ich związków z ortodoksją katolicką. Już na początku fajna anegdota o międzywyznaniowej konferencji teologicznej w roku 1998. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu wysokiej próby katolików, anglikanów, prawosławnych i protestantów. Nie umiano znaleźć porozumienia w wielu kwestiach, ale na koniec wymieniono to, co łączy zebranych:

Podczas sesji końcowej ojciec Fessio podniósł się z miejsca i (z przymrużeniem oka) zaproponował, że powinniśmy wydać wspólne oświadczenie o osiągnięciu teologicznego porozumienia pomiędzy wszystkimi historycznymi, ortodoksyjnymi nurtami chrześcijaństwa, stwierdzając, że tym, co nas łączy jest Pismo Święte, apostolskie wyznanie wiary, pierwszych sześć soborów powszechnych oraz dzieła zebrane C. S. Lewisa...
Czytam teraz o wierze Lewisa w stan czyśćca oraz o jego pobożności maryjnej. Obie sprawy są bardzo niezwykłe dla anglikanina...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz