wtorek, września 16, 2008

Jesienne ścieżki biegowe


Mała czarna, a potem mała rozgrzewka, stretching w windzie, słuchawki na uszach (płynie z nich ostatnio Death Magnetic Metalliki albo Värttinä...). A potem miarowo krok za krokiem, lekko, radośnie, przez Ordonówny, przejście podziemne, potem kilometr Sobieskiego i już jestem w moim ulubionym parku. Trochę po asfalcie, trochę groblą nad naszą Brandywiną - to znaczy Brynicą... - do Kresowej. Mijam McDonalda, wbiegam na Moniuszki, przebiegam koło kościoła (tu zawsze znak krzyża i szybkie podziękowanie Temu-Który-Jest-Celem-Życiowego-Biegu) i już jestem z powrotem na Ordonówny. W sumie 5 kilometrów. To jest moja najkrótsza ścieżka biegowa. Jej wariantem jest bieg wokół Bagrów (czyli po sosnowiecku Stawików) - wtedy mam na koncie kolejne 10 km.

Biegam od dwóch lat. Jogging zmienił moje życie. Spadłem już ponad 20 kg na wadze, wróciło zdrowie i odporność, ruch daje mi mnóstwo radości. Powolutku, bez rewolucji powiększam swoje możliwości i gdzieś tam daleko za mgłą jest persektywa jakiegoś pierwszego półmaratonu. Marzenia. Zaczęło się od zakupienia specjalnego dodatku do Men's Health, gdzie znalazłem pierwszy plan treningowy. Wpierw, przy około 112 kg wagi były marsze, coraz szybsze marsze, krótkie truchtanie, przebieżki. Dziś mogę biec bez ustanku ponad godzinę. Jest to dużo łatwiejsze, gdy waży się 90 kg.

Dzięki Ci, Panie, za umiejętność biegania!

P.S. Zdjęcie z wczorajszego biegu.

2 komentarze:

  1. Takie teksty wprost zachęcają do biegania, tylko co zrobić jeżeli komuś brak silnej woli i wytrwałości - dokładnie jak mnie =) Ale może kiedyś zacznę, bo to coraz bardziej popularne się staje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam.. totalnie. Ja jestem z siebie dumna, bo bez zbędnych wysiłków zrzuciłam 10 kg w miesiąc. Jednak... potem nie miałam się po co odchudzać i tak zostaje... na razie. Podziwiam wytrwałość i chęć walki. Ja jej nie posiadam i zamiast być twarda co chwila łamię się i to jakiś cukierek, to piwko i cały wysiłek idzie na marne. W sumie to chwilowo daję sobie taryfę ulgową. Stres, nowe miejsce, nowe życie... Jak tylko wszystko się unormuję będę siedzieć i cierpieć, że zjadlabym coś słodkiego. Bo niestety w Krakowie nie ma możliwości biegania... Jakoś nie potrafiłabym biegać w tych spalinach... a na dodatek okolica nie należy do najbezpieczniejszych... Aktywny tryb życia robi swoje ;) I morze... to dla mnie najlepszy sposób na odchudzanie ;)

    OdpowiedzUsuń