poniedziałek, listopada 09, 2009

Rikard i Kænugarð (1)


Koszty transportu: 470 zł
Noclegi: 200 zł
Obiad w restauracji: 15 zł
Wspomnienia: BEZCENNE

Efektownie byłoby nazwać tę opowieść Raportem z Miasta Zarazy, boć przecież A/H1N1, tajni agenci WHO rozpylający dżumę i inne bzdury rozsiewane przez epidemię głupoty, która opanowała media (zwłaszcza internet) nie tylko w Polsce. Ale nie ma tak łatwo. Chciałem użyć mało znanej nazwy Kijowa, o którym będzie mowa w tej krótkiej relacji - o staronordyckiej nazwie, której używali Waręgowie (wikingowie szwedzcy) w odniesieniu do wielkiego grodu ruskiego nad Danpar czyli Dnieprem. O nazwie tej dowiedziałem się przeglądając materiały o Rusi Kijowskiej i historii Ukrainy, gdy przygotowywałem się do mojego weekendu w stolicy naszego wschodniego sąsiada. Nie znamy etymologii tej nazwy - Kænugarðr - ale jest całkiem prawdopodobne, że formą źródłową było wschodniosłowiańskie *Кыян(ов)ъ-городъ (Kijangród) od legendarnego założyciela Kijowa, Kija.

Poleciałem tam spotkać się ze znajomymi, ale niezbyt mi się taka podróż uśmiechała z powodu owej nieszczęsnej grypy. Miałem już jednak bilet Wizzaira (314 zł w obie strony z opłatą za sztukę bagażu + bagaż podręczny; bez sztuki bagażu byłoby to tylko 224 zł!), czułem się zobowiązany do spotkania więc wbrew zaleceniom przyjaciół w Polsce, wbrew przerażonej rodzinie poleciałem. Spędziłem tam ostatni weekend. I bardzo mi się podobało.

Chciałbym Cię przede wszystkim zachęcić do podróży na Wschód. Ukraina to kraj bardzo miłych, po słowiańsku gościnnych ludzi. Pięknych kobiet i facetów o otwartym sercu. Jeżeli chcesz powiedzieć, że znasz Europę, nie obędzie się bez odwiedzin takich miast jak Kijów właśnie, albo Sankt Petersburg. W Kijowie polecam Ci też bardzo fajny nocleg. Samo centrum, 15 min. do Złotej Bramy i Sofii Kijowskiej (pięknego soboru z XI w.), 10 min. do Domu Handlowego "Ukraina" i do marszrutek (wszędobylskich białych busików, które są tu głównym obok metra środkiem komunikacji), które zabiorą Cię w każdą część miasta. Wybrałem noclegi w schronisku młodzieżowym TIU przy ulicy Gogoliwskiej 25/15. I jestem bardzo zadowolony. Schronisko prowadzi Brazylijczyk o imieniu Aricio, bardzo sympatyczny gość, dobry gospodarz, świetny kucharz (pyszne śniadania), kumpel znający dobre knajpy. Cena noclegu to - przez witrynę Wizzaira - tylko 120 zł za dwuosobowy schludny pokój. Ciepło, kaloryfery grzały, łazienka czyściutka, atmosfera domowa. Bo też schronisko mieści się (jak wiele "schronisk młodzieżowych" w krajach byłych Sowietów) w wielkim mieszkaniu w kamienicy z czasów ZSRS.

W skrócie opiszę jak wyglądała podróż i co w Kijowie widzieliśmy z Irinką i Janką. Przed wyjazdem, jeszcze w czwartek zamówiłem sobie przez internet (też za pośrednictwem witryny Wizzaira) promocyjny bilet na autobus PKM, który jedzie z Katowic przez Sosnowiec do lotniska w Pyrzowicach. Bilet tam i z powrotem kosztował mnie 35 zł. Dla mieszkańców Sosnowca informacja, której nie znajdziecie w informacji internetowej - autobus zatrzymuje się przy przystanku w zatoczce na przeciw salonu Mercedesa. Nazywa się ten przystanek "Milowice - Centrum Handlowe", choć na stronie PKM nazwali go mylnie "Skrzyżowanie Milowice".

Podróż trwała 40 min., na lotnisko przybyłem punktualnie. Założyłem maskę higieniczną, gdy zobaczyłem, że prawie wszyscy pracownicy lotniska takowe mieli. Zwłaszcza ludzie z Wizzaira, który przyleciał z Kijowa. Dzień wcześniej w aptece zaopatrzyłem się w 10 masek, dużo witaminy C, mój wszechmocny ferveksik...

c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz