piątek, grudnia 25, 2009

Radość



Świętowanie na dwa tysiące dziewięć fajerek! Na szczęście mój blogowy kompan wspólnej sprawy, Arseniusz Studyta, ma na to usprawiedliwienie, gdy pisze, że świąteczne obżarstwo jest antycypacją uczty eschatologicznej. Święta u moich przyjaciół, Guczów z Góry Kalwarii, to zawsze najradośniejszy, najobfitszy, najjaśniejszy czas. Pozwólcie, że wymienię same potrawy z wigilijnego stołu... Śledzie z grzybami, rosół rybny, grzybowa, siemieniotka, dorada na oliwie z ziołami, pieczone ziemniaki, krewetki, kapusta z grzybami, kapusta z grochem, mnóstwo ciast, pierników, smakołyków, do tego kompot z suszonych śliwek, moczka. Zaś po pasterce nasza tradycyjna już uczta szynkowo-chrzanowa wzmocniona kielichem dobrego grzańca. Nie będę  pisał o dzisiejszym śniadaniu... z litości. Piękne są te Święta - czas rozmów, czas wspólnych kościelnych celebracji (wczoraj i przedprzedwczoraj byłem na wczesnoporannych roratach po raz pierwszy od czasów dzieciństwa. Wstawanie na 6.00 to heroizm, a dzieci moich przyjaciół były na wszystkich roratach w tym Adwencie), czas radości z Narodzenia naszego Pana.

Radosnych Świąt! 

2 komentarze:

  1. Gwoli ścisłości autorem tego usprawiedliwienia jest Dante nie ja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Teorosie, życzę Ci błogosławionych Świąt Narodzenia Pańskiego. :-) Dzięki za sprostowanie.

    OdpowiedzUsuń