wtorek, kwietnia 06, 2010

Każdy ma jakąś Tradycję...


Przez życzliwość i przyjaźń w Chrystusie z chłopakiem, którego poznałem na naszym forum tolkienowskim (który w ciągu ostatnich lat z chrześcijanina w Kościele katolickim stał się chrześcijaninem poza widzialnym Kościołem, w maleńkiej wspólnocie o charakterze protestancko-ewangelikalnym) zaglądam czasem na pewne heretyckie* forum. Dość zjadliwie antykatolickie. Mam dwa wnioski z lektur tamtejszych dyskusji. Po pierwsze protestanci są dla Kościoła prawdziwym "biczem Bożym" od kilku już stuleci. I dziś ich nieprzejednana krytyka prawdziwego Kościoła (katolickiego oraz prawosławnego, które trwają dziś tylko w częściowo widocznej jedności) oraz jednoznaczne pytania, które uderzają w depozyt wiary, strzeżony przez Kościół, zmuszają nas do przemyślenia tego, w co wierzymy i umocnienia tego, co mamy przekazywać pogańskiemu i heretyckiemu światu - temu światu...

Po drugie, czytając jak naigrawają się oni z Tradycji, której strzeże Kościół, dochodzę do wniosku, że każdy ma taką Tradycję, na jaką zasłużył i jaką chce mieć. Tradycja to klucz do odczytywania Pisma Świętego. Nasza, katolicko-prawosławna Tradycja ma już prawie 2 tys. lat. Ich tradycja miewa czasem rok czy dekadę, czasem kilka stuleci. Stróżem naszej Tradycji jest Jezusowy Kościół, oni Tworzą sobie swoje tradycje (czyli klucze interpretacyjne Pisma) na poczekaniu, w rozproszeniu tysięcy "kościołów". Uderz w pasterza, a owce się rozpierzchną (por. Mt 26,31) - czy nie jest zastanawiające, że od wystąpienia Husa, Lutra czy Kalwina rozproszenie w tamtej części Owczarni jest tak rozległe i ciągle się poszerza? Protestanci (w tym chrześcijanie ewangelikalni) mówią: solo Scruptura, a w tym samym momencie odwołują się do swojego subiektywnego, często ahistorycznego, zubożonego klucza interpretacyjnego - własnej tradycji.

Cieszę się jednak, że mam swoich braci protestantów. Dzięki nim lepiej rozumiem swoją wiarę i mocniej wychwalam Pana, który króluje w swoim Kościele.

* Słów herezja i heretycki nie chcę używać w ich pejoratywnym sensie. Ale że ewangelikałowie lubią dosłowność, wracam do tych zapomnianych terminów. Znaczą one dla mnie 'odłączony od Kościoła Powszechnego'.

6 komentarzy:

  1. Żal mi po prostu, Kamilu, tych, co odpadają od Pana przez odejście od Jego Zboru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Bogu Pan nie mieszka w żadnej organizacji, ani w świątyniach zbudowanych przez ludzi. Poczytaj sobie Naukę Apostolską (ale tę, którą napisali sami apostołowie, a nie różni ludzie, którzy swoim słowom usiłowali przypisać ich autorytet), to może się dowiesz, co może oddzielić od Jezusa. Jest też szansa, że dowiesz się, co z Nim może połączyć (i nie jest to grupa mężczyzn w śmiesznych ubraniach).

    OdpowiedzUsuń
  3. Kamilu, znalazłeś się w oderwanej od Pana sekcie. Ratuj swoją duszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. A Ty mi dalej mantrujesz o sektach. Czy to ja twierdzę, że w mojej organizacji (abstrahując od tego, że nie należę do żadnej) jest "pełnia środków zbawczych"? Czy to ja twierdzę, że trzeba słuchać kierownictwa mojej organizacji, żeby być zbawionym? Czy to ja straszę, że poza moją organizacją jest tylko, mówiąc skrótowo, "piekło i szatani"? Czy to ja twierdzę, że tylko w mojej organizacji można mieć niczym nie zakłóconą łączność z Bogiem? Czy to ja twierdzę, że wyłącznie kierownictwo mojej organizacji zna caluśką "Prawdę" i jako jedyne jest depozytariuszem i szafarzem Bożej łaski?
    Ale oczywiście to ja tutaj jestem w sekcie (nawet jeśli nie jestem w dokładnie niczym, co miałoby nawet pozór jakiejś organizacji). Polegaj dalej, Galu, na ludziach, a jestem niemal pewien, że Cię nic od twojej nie odłączy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdybym polegał na ludziach, dawno nie byłoby mnie w Kościele grzesznych ludzi :-) Polegam TYLKO na moim PANU, na Trójjedynym JHWH, i dlatego jestem w Jego Kościele. Bo on swój Kościół uświęca - wbrew nam, grzesznym ludziom Kościoła - i podtrzymuje od 2 tys. lat w trwaniu i chwale, którą pojmą tylko ci, co umieją słuchać i widzieć.

    OdpowiedzUsuń