wtorek, kwietnia 20, 2010

Kurczę i Ronald


Zupełnie nieoczekiwanie wysłuchałem dziś pięknego barokowego koncertu. W zabytkowej śląskiej sali koncertowej przy dawnej Hucie Bismarcka (a potem Batorego) w Chorzowie odbyła się dziś śląska premiera opery Jerzego Fryderyka Händla pt. Rinaldo. Już sam tytuł miło mi się kojarzy, bo Rinaldo to włoska odmiana imienia Ronald - imienia, które nosił mój ulubiony pisarz (i doceniany prezydent USA). Ciekawe, że ta pierwsza opera Kurczaka (wiecie, że nazwisko Händel etymologicznie wywodzi się właśnie od takiego określenia? Jerzy Fryderyk Kurczak..), dzieło z 1711 r., nigdy wcześniej nie była śpiewana na Górnym Śląsku? Na koncercie się znalazłem, bo dowiedziałem się, że mój kumpel, Mariusz Stefański, broni dziś dyplomu Akademii Muzycznej w Katowicach. Chciałem być tego świadkiem. I chciałem na koniec mu pogratulować. Poradził sobie znakomicie z rolą Rinalda!

I cieszę się przeogromnie, bo opera o Ronaldzie, rycerzu biorącym w I krucjacie do Ziemi Świętej, wyciszyła mnie i uspokoiła. Późny barok to niezwykły okres w dziejach muzyki. A Händel obok Bacha i Mozarta to mój ukochany kompozytor...

Aktualnie czytam: Kardynał John Henry Newman Apologia pro vita sua; Tajemnica Syjonu pod red. Tomasza P. Terlikowskiego oraz J. i S. McDowell Więcej niż cieśla

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz