piątek, stycznia 08, 2010

Biegun



Niech fałszywi prorocy "Globalnego Ocieplenia Klimatu" wejdą pod stół i odszczekają. Mamy piękną, obfitą w śnieg i kąsającą mrozem zimę. Są piękne krajobrazy i wielkie utrudnienia tak dla osób starszych, jak i dla kierowców (choć ja się lubię poślizgać na zimowych drogach, a panna hondzia świetnie sobie w tych warunkach radzi - póki co...). Kocham mroźne i śnieżne zimy. Może dlatego, że przyszedłem na świat w lutym? Ta teoria rozbiła się o realia, gdy zapytałem innych zimozrodzonych i większość twierdziła, że zimy nienawidzi. A ja kocham!

Najbliżej śniegu i mrozu jestem co drugi dzień w czasie moich biegów (ho, ho - minie niedługo trzy lata, jak uprawiam jogging, czyli jestem biegunem). W czasie ostatnich treningów płatki śniegu lądowały nawet na moim podniebieniu i w gardzieli. Park nad Stawikami jest wyjątkowo piękny o zimowej porze (raczę Was kilkoma fotkami). Odkryłem też nowy sposób na biegową rozrywkę - nie słucham już empeszki tylko radia (mojej ulubionej stacji: Radia eM 107,6 FM - ha! niech będzie reklama...). Biegi zimowe to swego rodzaju wyzwanie, bo - po pierwsze - trudno się zmusić, a zmusić się trzeba - po drugie - biegnie się jakby podwójnie, bo śnieg jest czasem niczym piach na plaży. I biegnąc zimowo można sobie powspominać piękne biegi ubiegłych lat: na nabrzeżach L'Estartit (Hiszpania), uliczkami Falkirk (Szkocja), plażą atlantycką w Colares (Portugalia) itd.

W związku z moimi genealogicznymi poszukiwaniami rodu Tolkienów na morenach i pośród jezior Warmii i Mazur (patrz artykuł: "Czy Tolkienowie pochodzą z Warmii?"), odwiedziłem dziś Bibliotekę Śląską w Katowicach i w Archiwaliach Śląskich przejrzałem kilka ciekawych pozycji. Mam kilka nowych informacji na temat pochodzenia nazwiska Tollkiehn (> Tolkien), ale zająłem się też nazwiskiem Wolf (okazało się, że nazwisko mojej mamy jest altdeutsch) oraz nazwiskiem przyjaciół z Góry Kalwarii, Guczów.

czwartek, stycznia 07, 2010

U Margoty...


Pisałem w listopadzie o adwentowym jarmarku, który miał miejsce w Nikiszowcu. Wszystko pięknie się udało, stoisko mojej mamy cieszyło się popularnością, odwiedzili ją też niektórzy czytelnicy mojego bloga (Leszku, serdecznie dziękujemy!). Poniżej zdjęcie, na nim mama, jej siemieniótka, po lewej artykuły, które wystawiła z koleżankami na sprzedaż. Cel jarmarku był bardzo szczytny - zebrać środki finansowe na skuteczny monitoring dzielnicy. To co zostało, mama przeznaczyła na obuwie ortopedyczne dla swojej koleżanki...

A tu zdjęcia z grudniowych spotkań mojej mamy z młodzieżą. Małgosia Derdzińska w przedszkolu i w szkole średniej. Świetny sposób na przekazanie młodszym naszych pięknych śląskich tradycji.


środa, stycznia 06, 2010

Na Epifanię


Astrologia jest ludzkim wynalazkiem. Niemądrym jak wiele ludzkich dzieł, zwłaszcza, gdy te ludzkie dzieła mają być teorią wszystkiego. Jak mity. Mity to też ludzkie dzieła. Mytopeia czyli mitotwórstwo jest chyba tak stare jak upadła ludzkość. A jednak pamiętajmy o intencji. Ludzie sprzed Objawienia, a także duża część ludzkości po Objawieniu, tworzyła swoje "teorie wszystkiego", bo głos serca inspirował ich do szukania Prawdy. Ten tajemniczy głos, to ukryte w najgłębszych głębiach naszego jestestwa pragnienie pochodzi od Jedynego. Bóg nas kocha, gdy my Go ignorujemy, odwracamy się od Niego, drwimy z Jego troski i smutku.

Wróćmy do astrologii. Dziś w Kościele katolickim świętujemy Epifanię, dzień Objawienia Pańskiego (tego samego dnia Kościół w swej prawosławnej części wigilijnie pości przed jutrzejszym wschodniochrześcijańskim Bożym Narodzeniem - piękne jest to współbrzmienie). Pismo Święte mówi nam, że do groty Narodzenia Pańskiego w judzkim Betlejem przybyli niedługo po Jezusowym Genesis (cytuję napis z mojej wystawionej w tym czasie na centralnym miejscu ikony Narodzenia, którą przywiozłem dwa lata temu z Ziemi Świętej) jacyś magoi, czyli 'magowie, astrolodzy, mędrcy', którzy pochodzili ze Wschodu (czyli z Mezopotamii?). Musieli być astrologami, skoro do maleńkiej wioski Betlejem w zapyziałej Palestynie doprowadziła ich obserwacja Gwiazdy (za Messorim skłaniam się do widzenia w tej Gwieździe szczególnej koniunkcji Jowisza i Saturna w konstelacji Ryb - w roku 7 przed naszą erą ta koniunkcja mogła być widoczna na Bliskim Wschodzie aż trzykrotnie! 29 maja, 1 października i 5 grudnia; koniunkcja taka pojawia się średnio co 794 lata, a tylko w roku 7 p.n.e. pojawiła się TRZY RAZY! W języku astrologii takie zjawisko mogło zapowiadać nadejście pana świata i nowej ery ludzkości. Patrz V. Messori, Opinie o Jezusie, str. 96). Astrologia? Przecież Pismo potępia astrologiczne praktyki, a wierzący we wróżby i przeznaczenie (warunek sine qua non astrologii) są nazywani grzesznikami. Ale w tym szczególnym przypadku ludzki mit spotyka się z prawdą Objawienia. Astrologia się dopełniła, ludzie szukając po omacku dotarli do betlejemskiej groty...

Jedno z pięknych przesłań Ewangelii na dzisiejsze święto jest takie: Pan chciał objawić się wszystkim ludom. Narodził się z żydowskiego ciała, ale wezwał do siebie także gojów, narody, pogan (trzy terminy, które w języku tradycji judeo-chrześcijańskiej znaczą to samo). On sprawia, że nawet błędne, nie-boskie praktyki (jak astrologia) mogą po omacku prowadzić do Prawdy. On tak chce. On sprawił, że tajemnicze zjawisko astronomiczne zdumiało astrologów z Czasów Mesjańskich, On sprawiał, że w mitach ludzkości pojawiały się małe ziarenka prawdy, które zapowiadały wielką Prawdę objawioną z żydowskim sztetl Bet Lechem. Dzisiejsze święto jest także afirmacją mitopei, czyli (w terminologii inklingów) mitologicznej subkreacji...