środa, listopada 19, 2008

Moja pięciokilometrówka


Google Maps to cudowne narzędzie. Próbowałem dziś stworzyć mapy moich trzech ścieżek biegowych - pięcio-, dziesięcio i siedemnastokilometrowej. Tych dłuższych nie umiem wyrysować, bo Google Maps nie wyznacza tras w terenie. Tę prawie pięciokilometrową polecam wszystkim sosnowiczanom - zwłaszcza odcinek parkowy nad Stawikami i po grobli nad brzegiem Brynicy. A jutro kolejny jogging o poranku. Czasy coraz lepsze, tętno coraz niższe, zasięg coraz dalszy. Jestem zadowolony. Tylko pogoda nieteges - coraz więcej zimna, wilgoci, a coraz mniej słońca i przyjemności. Do zobaczenia - być może - na trasie...


Wyświetl większą mapę

wtorek, listopada 11, 2008

Wyznanie byłego masona


Źródło: KAI


O znaczeniu masonerii we francuskiej polityce oraz o sile powiązań nieformalnych jej członków mówi w wydanej niedawno w Hiszpanii książce Maurice Caillet.

Autor, lekarz ginekolog i urolog, przez 15 lat należał do masonerii. Był członkiem Partii Socjalistycznej. Jego zdaniem w rządzie François’a Mitteranda było 12 członków loży, a w obecnym, Nicolasa Sarkoz’ego jest ich dwóch. Maurice Caillet przy okazji hiszpańskiej edycji swej książki udzielił wywiadu agencji Zenit.

Autor zwraca uwagę na rolę, jaką masoneria odegrała w legalizacji aborcji we Francji, w 1974 r. Doradcą ówczesnego premiera, Jacques’a Chiraca był wielki mistrz głównej loży - Wielkiego Wschodu Francji, Jean-Pierre Prouteau, zaś doradcą stojącej na czele ministerstwa zdrowia Simone Veil, wielki mistrz Wielkiej Loży Francji, Pierre Simon. „Dzięki” sprawnej masońskiej organizacji projekt zaaprobowany przez rząd już po miesiącu przyjęło Zgromadzenie Narodowe. Masońscy deputowani i senatorzy niezależnie od przynależności politycznej zgodnie głosowali za depenalizacją aborcji- przypomina Caillet. Jego zdaniem powiązania masońskie mają charakter korupcjogenny. Okazuje się często, że „bracia” wspierają się nawzajem w rozstrzyganiu kontraktów, przy przetargach, ale także w sądownictwie, czego autor doświadczył osobiście. Sąd apelacyjny orzekł w jego sprawie rozwodowej, wbrew zasadom sprawiedliwości podział kosztów oraz niższe niż należało alimenty.

Maurice Caillet opowiada historię swojego życia - życia człowieka niewierzącego, nieochrzczonego, masona i czcigodnego loży Wielkiego Wschodu. Autor przypomina, iż masoneria wiąże się w istocie z relatywizmem poznawczym i moralnym, zaś zbawienie ogranicza jedynie do wymiaru doczesnego. Bóg jest pojmowany w najlepszym przypadku abstrakcyjnie, jako „Wielki Zegarmistrz”, który nie wkracza w ludzkie sprawy. Pomimo deklarowanej tolerancji wobec wierzeń religijnych i ideologii odnosi się ze szczególną niechęcią do Kościoła katolickiego.

Swe nawrócenie wiąże z wizytą w Lourdes i prośbą o uzdrowienie małżonki. Od tej pory rozpoczął drogę ku Chrystusowi i Kościołowi. Oznaczała ona groźby utraty życia ze strony dawnych masońskich „braci” a także niemożliwość zajmowania stanowisk publicznych.

Należy przypomnieć, że 26 listopada 1983 r. Kongregacja Nauki Wiary wydała komunikat w sprawie przynależności do stowarzyszeń masońskich. W związku z opublikowaniem nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdzono, że stanowisko Kościoła katolickiego wobec masonerii nie uległo zmianie. „Zasady tych stowarzyszeń zawsze uważano za niemożliwe do pogodzenia z nauką Kościoła i dlatego przynależność do nich nadal jest zakazana. Wierny, który przystępuje do loży masońskiej, jest w stanie grzechu ciężkiego i nie może przyjmować Komunii św.” – czytamy w dokumencie podpisanym przez kard. Josepha Ratzingera, a zaaprobowanym przez Jana Pawła II.

Książka Maurice’a Caillet’a ukazała się już w języku polskim nakładem krakowskiego wydawnictwa „M”. Jej autor prowadzi także internetowy blog w języku francuskim.

KAI (st[KAI/Zenit] // ro)

sobota, listopada 08, 2008

Dinozaurzyca Sue




Źródło: SosnowiecFAKTY.pl
(autor: Piotr Dudała)

Ma na imię Sue, waży około 1,5 tony, ma 14,5 metra długości i 6 metrów wysokości. Od wczoraj tego ogromnego tyranozaura można podziwiać przed budynkiem Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego przy ul. Będzińskiej - pisze red. S. Reńca w Dzienniku Zachodnim. Choć nie jest to pierwszy model Sue na świecie, to po raz pierwszy została ona przedstawiona z piórami i jest tak duża.

Szkielet Sue znajduje się w Muzeum Historii Naturalnej w Chicago. Tyranozaury wymarły około 67 milionów lat temu. Naukowcy mówią o nich, że były to największe maszyny mięsożerne, jakie chodziły po ziemi.

- Nasz model jest wyjątkowy z kilku powodów. Wykonano go w Polsce. Powstał dzięki stowarzyszeniu Delta, które go ufundowało. Miało wsparcie w naukowcach polskich. Wśród nich był dr Gerard Gierliński, który odkrył, że dinozaury miały pióra - mówi dr Andrzej Boczarowski z Wydziału nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego.

Praca naukowców nad rekonstrukcją dinozaura zaczyna się od przestudiowania literatury, oglądania eksponatów, badania kości, obserwacji współczesnej flory i fauny. Dopiero potem powstaje grafika komputerowa, a na samym końcu odlewy, z których składa się dinozaura.

Tyranozaurzyca Sue powstała w pracowni rzeźbiarskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Pracownia współpracuje ze stowarzyszeniem Delta. Samochodem ciężarowym trafiła do Sosnowca. Stawiano ją wczoraj przy pomocy dźwigu.

- Stworzenie modelu trwało niecałe trzy miesiące. Sue składa się z sześciu elementów - tłumaczy Tomasz Cielebąk, nadzorujący prace rzeźbiarzy.

Sue jest drugim pod względem wielkości dninozaurem, wyprodukowanym w pracowni. Jeszcze większy od niej jest diplodok, który ma 28 metrów długości. Można go oglądać w parku jurajskim w Solcu Kujawskim.

- W planach mamy rzeźbę największego dinozaura, jaki chodził po ziemi, będzie miał 58 metrów długości - zapewnia pan Tomasz.

Jeszcze kilka lat temu Bałtów w pobliżu Ostrowca Swiętokrzyskiego zagrożony był ogromnym bezrobociem. Wtedy Gerard Gierliński, pracownik Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie odkrył na tamtych terenach ślady dinozaurów.

- Otwarcie Bałtowskiego Parku Jurajskiego odbyło się w 2004 roku. W maju tego roku uruchomiliśmy drugi park, w Solcu Kujawskim - mówi Halina Kisiel, wiceprezes stowarzyszenia Delta.

Dziś przy okazji Międzynarodowej Wystawy i Giełdy Minerałów, Skał i Skamieniałości, dr Boczarowski opowie jak powstają rekonstrukcje paleontologiczne. Gościem specjalnym będzie dr Gerard Gierliński, odkrywca piór u dinozaurów. Sesja popularnonaukowa rozpocznie się o godz. 17. Wstęp wolny.

Amerykańska lewica górą


Mapy wyborcze Stanów Zjednoczonych, które ukazują poziom republikańskiej klęski, a które znamy z naszej prasy, nie przedstawiają moim zdaniem problemu w całej pełni. Polecam moim gościom zainteresowanym tematyką amerykańską witrynę Marka Newmana z Departamentu Fizyki i Centrum Studiów nad Systemami Złożonymi na Uniwersytecie w Michigan. Znajdziecie tam analizę wyników wyborów, w której uwzględnia się wiele czynników. Są tam na przykład mapy tak przeobrażone, że kształt stanów odpowiada wielkości populacji. Porównajmy na przykład te dwie mapy (niebieski - Obama; czerwony - McCain):

- mapa, gdzie ukazano, w których stanach wygrał Obama, a w których McCain:




- i mapa ukazująca ten sam wynik w hrabstwach; kształt stanów odpowiada zamieszkującej w nich populacji. Widać wielką przewagę Obamy w dużych miastach:




Znacie mój blog i wiecie, na kogo sam bym głosował. Mój dobry kolega ze Stanów, badacz Tolkiena, Carl Hostetter pisze w sieci:

[I'm] sick that our first national sin is being atoned for by electing a man whose top priority is the promotion of our second, even more monstrous national sin.

Miej Panie w opiece Amerykę i nie pozwól na jeszcze większe ludobójstwo najmniejszych i najsłabszych... Miliony dzieci nienarodzonych w USA są w wielkim niebezpieczeństwie!

czwartek, listopada 06, 2008

W samej śmierci jest życie...




W rzeczywistości jedno jest pewne: istnieje noc, opuszczenie, gdzie nic nie dociera; istnieją drzwi, przez które tylko samotnie przejść możemy: brama śmierci. Wszelka trwoga na świecie jest ostatecznie tylko trwogą przed ową samotnością. Rozumiemy więc, że Stary Testament ma tylko jedno słowo na określenie piekła oraz śmierci, słowo
szeol, bo są one, według niego, tym samym. Śmierć to po prostu samotność. Ale taka samotność, do której nie może przedostać się miłość, to piekło.

Doszliśmy znowu do naszego punktu wyjścia, do artykułu wiary o zstąpieniu do piekieł. Mówi nam on, że Chrystus przeszedł przez bramę naszej ostatecznej samotności, że przez swą mękę zstąpił w otchłań naszego opuszczenia. Tam gdzie nie może nas już dosięgnąć żaden głos, tam jest On. Przez to piekło zostało przezwyciężone, albo mówiąc dokładnie, śmierć, która dotąd równała się piekłu, już nim nie jest. Jedno i drugie już nie są tym samym, bo w samej śmierci jest życie, ponieważ w niej samej jest miłość. Tylko dobrowolne zamknięcie się jest teraz piekłem lub, jak mówi Biblia, śmiercią drugą (por. Ap 20,14).

Joseph Ratzinger
Wprowadzenie w chrześcijaństwo, str. 316

Grafika - Jerzy Rojkowski


poniedziałek, listopada 03, 2008

Zimowe Święto Światła?


KAI
Oksford znosi Boże Narodzenie i zastępuje je Zimowym Świętem Światła (Winter Light Festival). Decyzję władz miejskich skomentował szef Papieskiej Rady ds. Kultury.

Uchwałę w sprawie zastąpienia Bożego Narodzenia Zimowym Świętem Światła (Winter Light Festival) podjęły władze miejskie Oksfordu, motywując, że w ten sposób obchody staną się "bardziej otwarte", a nie, jak to było do tej pory, "za bardzo chrześcijańskie".

Decyzja wywołała gorący sprzeciw mieszkańców Oksfordu. Za godną pożałowania i nie do przyjęcia uznali ją nie tylko chrześcijanie, ale również muzułmanie i żydzi, którzy otwarcie wystąpili w obronie Bożego Narodzenia.

„Czuję się osobiście dotknięty i obrażony. Boże Narodzenie jest czymś wyjątkowym, nie można go pominąć czy, co więcej, wymazać z brytyjskiej kultury” – stwierdził Sabir Hussain Mirza, przewodniczący Muzułmańskiej Rady Oksfordu.

Natomiast rabin Eli Bracknell zauważył, że „zachowanie bożonarodzeniowych tradycji jest czymś ważnym i ich wymazywanie może tylko zaszkodzić tożsamości Wielkiej Brytanii”.

Władze miejskie bronią się, że chodzi im tylko o objęcie tym świętem większej liczby mieszkańców Oksfordu. Zastępca burmistrza Ed Turner podkreśla nawet, że „będzie bożonarodzeniowa choinka, tyle że będzie się inaczej nazywać”.

Ta repoganizacja świąt Bożego Narodzenia wpisuje się w trwającą od lat w Wielkiej Brytanii próbę bycia otwartym na jednych kosztem dyskryminacji innych. Stąd kartki, na których zamiast życzeń "Merry Christmas", czyli Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, Brytyjczycy piszą poprawne politycznie, sezonowe życzenia: "Season’s Greetings".

Już lepiej by było, aby zrobiono to w imię ateizmu - tak arcybiskup Gianfranco Ravasi skomentował decyzję władz komunalnych Oksfordu o faktycznym obaleniu świąt Bożego Narodzenia. Komentując ją przed mikrofonami Radia Watykańskiego przewodniczy Papieskiej Rady ds. Kultury zauważył, że jego zdaniem intencją inicjatorów nie było nawiązanie dialogu z wyznawcami innych religii, ile raczej „odbarwienie aż po zatarcie własnej tożsamości”.

- Prawdziwy dialog buduje się właśnie poprzez tożsamość; myślę więc, że tym razem mamy do czynienia nie tylko z ekstrawagancją, ale w rezultacie także ze świadomym – nie wiem, do jakiego stopnia – zanegowaniem wielkości, którą się ma za sobą i która stanowi o własnym obliczu - stwierdził włoski hierarcha. Zacytował przy tym zdanie wielkiego angielskiego poety Thomasa Eliota: „Jeżeli pozwolimy na upadek naszych chrześcijańskich cech, w rezultacie nie utracimy samych siebie, ale utracimy nasze oblicze”.

Abp Ravasi zwrócił uwagę, że „o ile w przeszłości walczono z obecnością znaków religijnych, argumentując to wręcz pragnieniem przeciwstawienia im całkowicie alternatywnego systemu, o tyle obecnie, wiele razy, ta ofensywa negacji jest swoistą szarą falą, mgłą; chce się wprowadzić właśnie składnik tak płynny i niestały, co jest charakterystyczne dla aktualnej sekularyzacji. Nie neguje się Boga, jest On całkowicie ignorowany, co sprawia, że zadanie duszpasterskie jest jeszcze bardziej złożone, ponieważ w obliczu negacji można wysunąć jakieś argumenty. W obliczu natomiast tej gry towarzyskiej, bladej, bezwonnej, pozbawionej smaku nie sposób nawet zareagować. Nie mamy już przed sobą ateizmu w silnym znaczeniu, czasem nawet dramatycznego, jak w przeszłości. Teraz mamy obojętność. Ta obojętność stępia wszystko, odbarwia, wywabia i w końcu może nawet uniemożliwia człowiekowi stawianie sobie pytań – jak czynią to wszystkie wielkie religie – o sprawy podstawowe, o sprawy kapitalne, które ulegają tymczasem rozproszeniu w tej niestałej atmosferze” - oświadczył przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury.


niedziela, listopada 02, 2008

Śląska jaskółeczka


Komunikat prasowy Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy "Danga" (Informacja prasowa 6/2008)


Górki Śl./powiat raciborski. Górki Śląskie w gminie Nędza są od niedawna bogatsze o jedną atrakcję – tablicę informacyjną z legendą o powstaniu wsi. Niezwykłość tej tablicy objawia się w tym, że tekst legendy został sporządzony po polsku, niemiecku oraz... po śląsku! Jest to bodajże pierwsza tablica na całym Śląsku, gdzie śląszczyzna nie jest jedynie stylistycznym „dodatkiem”, ale pełnowartościowym i równoprawnym środkiem językowym do przekazu informacji w przestrzeni publicznej.

Pomysłodawcą śląskiej tablicy jest mieszkający w Górkach sekretarz „Dangi” Henryk Postawka, nauczyciel języka angielskiego w jednym z rybnickich gimnazjów. Prowadzi on stronę internetową o wsi (www.postawka.go.pl) oraz jest wpółinicjatorem wielu cennych inicjatyw regionalnych takich jak objęcie ochroną starej alei dębowej czy wydawanie wraz ze sołtysem Jankowic gazetki „Oblicza wsi” (Jankowice są najprawdopodobnie najmniejszą miejscowością posiadającą własną gazetkę).

Legenda o powstaniu Górek to ulubiony projekt pana Postawki. Spisał on ją najpierw w języku angielskim, po czym postanowił, że postara się o przetłumaczenie jej na jak najwięcej języków. Na wspomnianej stronie internetowej można obcenie znaleźć 12 wersji językowych legendy, między innymi w językach tak egzotycznych jak grecki lub dolnołużycki. W przygotowaniu jest wersja kaszubskojęzyczna. Autorem wersji śląskiej jest znany śląski autor Bogdan Dzierżawa z Chwałęcic koło Rybnika (znany dzięki książkom „Utopek z Wielopola” oraz „Z biegiem Rudy”).

Henryk Postawka obiecuje, że to dopiero początek „ery śląskich tablic” w jego rodzinnej okolicy. „Dla prestiżu śląskiej mowy jest ważne, żeby wyszła ona z domów na ulice i place wsi i miast i zajęła w przestrzeni publicznej równouprawnioną pozycję obok języka urzędowego. Takie tablice pomogą uświadomić młodym Ślązakom, że język naszych dziadków to nie jakaś ułomna i gorsza odmiana języka polskiego o ograniczonej funkcjonalności, ale że może on być dla nas – tak jak dla naszych przodków – pełnowartościowym i zupełnie naturalnym narzędziem komunikacji międzyludzkiej”.

Tôwarzistwo Piastowaniô Ślónskij Môwy „Danga” bardzo pochwala tę inicjatywę i zwraca uwagę na to, że dialekt śląski należy do języków zagrożonych: z jednej strony liczba ludzi się nim posługujących ciągle maleje, a z drugiej strony śląszczyzna będąca w użyciu coraz bardziej się „rozwadnia” i miesza z językiem standardowym. Jednocześnie sytuację śląszczyzny pogarsza fakt, iż nie podjęto dotychczas żadnych usystematyzowanych działań na rzecz jej ochrony.

Tablicę ufundowały urząd gminy oraz „Stowarzyszenie Sumina na Rzecz Odnowy i Rozwoju Górnego Śląska”.

Zaduszkowy spacer


Po kościele, a potem odwiedzinach na szopienickim cmentarzu, gdzie pochowany jest mój Tata, moi Dziadkowie, Pradziadkowie i wielu zmarłych Krewnych oraz Przyjaciół Rodziny (skromny śląski cmentarz na wzgórzu ponad szopienicką Morawą, nad Bagrami, zwanymi przez mieszkańców Aldrajchu Stawikami), przeszedłem się dziś z aparatem fotograficznym moją stałą ścieżką biegową. Piękny był dziś dzień. Ciepło (chyba około 17°C), słonecznie, a dzięki wciąż trwającej złotej jesieni - złociście, rudawo, rdzawo, płowo. Oto kilka zdjęć z pięknego śląsko-zagłębiowskiego pogranicza. Moja prababcia, Magdalena Markiewka z Szopienic (ta kochana prababcia, która miała w zwyczaju mówić o Sosnowcu i ziemiach na wschód od Brynicy: Tam, w Polsce...), wspominała, że jako mała dziewczynka na Pruskim Śląsku (musiało to być na przełomie XIX i XX wieku) widywała stąd, za Brynicą, pięknych, ubranych w białe mundury kozaków na koniach, którzy strzegli granicy Imperium Rosyjskiego (jakby było co strzec...).








Hallowmas


Św. Paweł w Listach nazywa wszystkich braci-chrześcijan świętymi. W takim dniu jak we Wszystkich Świętych - 1 listopada - warto przypomnieć sobie, że my - ochrzczeni - jesteśmy już zbawieni przez naszego Pana, że jesteśmy świętymi. To jest rzeczywistość, która nie jest jakąś tylko możliwością czy obietnicą. Świętość dana nam jako dar już działa. Królestwo Boże już istnieje tu, wśród nas, w naszych sercach. Jednak wciąż człowiek pozostaje wolnym i w każdej chwili darmowy dar, jaki dał nam Pan umierając za nas i dla nas zmartwychwstając, możemy odrzucić. Niestety możemy to zrobić nawet w najważniejszej chwili życia - w momencie przejścia, czyli w tej chwili, którą potocznie nazywamy śmiercią. A wtedy? Ostateczne odrzucenie życia, które dał nam nasz Zbawiciel - potępienie, piekło, wieczność bez Boga, wieczność, której nie możemy sobie wyobrazić...

Zachować dar świętości, zachować życie - oto najważniejsza sprawa dla każdego. Dla mnie, dla Ciebie, dla nas...

Lubię dawne, angielskie, katolickie określenie dnia Wszystkich Świętych. Jest to Hallowmas, czyli 'Msza Wszystkich Świętych' (podobnie jak Christmas to 'Msza [Narodzin] Chrystusa').