sobota, listopada 28, 2009

Margota zaprasza na Jarmark Adwentowy!


Przekazuję tu zaproszenie dla wszystkich Czytelników tego bloga. Mama moja zaprasza Was dnia 6 grudnia b.r., w niedzielę do Nikiszowca (dzielnica Katowic) na Jarmark Adwentowy. Będzie tam prezentować i sprzedawać swoje śląskie wyroby, dzieła swojego rękodzieła i talentu. Jarmark odbywać się będzie w godzinach 12.00-15.00 pod kościołem św. Anny.

Nie pisałem tu jeszcze o mojej Mamie, Małgosi Derdzińskiej, z domu Wolf (lub Wolff). Mama urodziła się w czasie wojny, gdy jej tata, mój dziadek Jorg/Jerzyk, walczył w Kriegsmarine (wbrew swej woli - pisałem o tym tutaj) w Norwegii. W aktach z tamtych czasów (rok 1943) mama moja widnieje jako Margarete Wolf, geboren in Schoppinitz, Kreis Kattowitz. Mama moja wyrastała w Szopienicach, kształciła się w kierunku pedagogicznym i pracowała w szkołach i przedszkolach Katowic i Sosnowca. Gdy ja sam studiowałem na UŚ-u, mama zrobiła studia podyplomowe z oligofrenopedagogiki (trudny wyraz) i ostatni etap kariery zawodowej przepracowała w Szkole Życia (dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo - bardzo tę pracę kochała). Gdy przeszła na emeryturę zaczął się chyba najciekawszy okres w jej życiu. W 2003 r. została Wiceślązaczką Roku w znanym konkursie Radia Katowice. Wtedy mieszkała jeszcze w Zagłębiu Dąbrowskim i jej występ jako Ślązaczki zza granicy (z Aldrajchu) wzbudził wielkie zainteresowanie i poklask. Mama opowiadała dialektem śląskim o śląskich korzeniach, o swojej pracy z dziećmi, o konieczności samokształcenia wśród Górnoślązaków. Wkrótce mama przeprowadziła się do swojego Hajmatu, do katowickiego Giszowca, a jej członkostwo w Czelodce Ślązoków Roku (grupie skupiającej konkursowych finalistów) zaowocowało bardzo ciekawymi inicjatywami. Dziś mama pomaga rozwijać się artystycznie mieszkańcom Giszowca i Nikiszowca, propaguje w szkołach i mediach śląską kulturę, nasz dialekt oraz kuchnię (muszę wrzucić tu kiedyś film z programem Telewizji Polonia z moją mamą w roli głównej - mama prezentuje w nim śląską kuchnię i robi to z wielkim wdziękiem i humorem). Poniżej prezentuję galerię zdjęć z przygotowań mojej mamy do wspomnianego wyżej Jarmarku Adwentowego w Nikiszowcu.




Tajemniczy Sosnowiec (2)


Wielka Synagoga w Sosnowcu znajdowała się przy ulicy Dekerta 16. Dziś jest tam targ wciśnięty między kamienice. Synagoga została zbudowana w 1894 roku na działce przy ówczesnej ulicy Policyjnej. W 1910 roku przeprowadzono jej generalny remont. Podczas II wojny światowej, 9 września 1939 roku, Niemcy spalili synagogę, a potem rozebrali zgliszcza tak, że dziś nie ma po niej śladu. Szkoda, że władze miasta nie zadbały, żeby w miejscu Wielkiej Synagogi znalazła się jakaś tablica pamiątkowa. Szukam zdjęć tej sakralnej budowli. Może ktoś pomoże?


Ulica Modrzejowska w latach 30. Wieloetniczna ulica...

Przemsza przez mszary płynąca...


Przemsza to rzeka na granicy Śląska i Małopolski (Zagłębie jest krainą pogranica śląsko-małopolskiego, ale na karty historii wchodzi jako część Ziemi Krakowskiej, jak zresztą i wschodni Śląsk, który pierwotnie był zachodnią Ziemią Krakowską). Najstarsze formy tej nazwy to Premsa (1304, 1358), Premsam (1305). W dialektach tych ziem zapisano formę Pšymza (w Imielinie). Badania Zbigniewa Babika (Najstarsza warstwa nazewnicza na ziemiach polskich, str. 514) wskazują na słowiańską genezę tej nazwy od *Przemszwia 'ta, która biegnie przez mszary, tzn. tereny bagniste, mchem porosłe' (od słow. *permъši, -ьve). Pierwotnie nazwa ta związana była z dzisiejszą Czarną Przemszą i z odcinkiem wspólnym Czarnej i Białej Przemszy od Mysłowic. Biała Przemsza najpewniej pierwotnie zwana była Koprzywnicą, a potem Czartoryją.

Kąt Trzech Cesarstw A.D. 2009




Błędnie nazywa się go Trójkątem Trzech Cesarzy. Nazwa Dreikaiserreichsecke oznacza dosłownie Kąt Trzech Cesarstw. Jeszcze sto lat temu zbiegały się tu - u zejścia się Czarnej i Białej Przemszy - trzy największe potęgi tej części świata: Cesarstwo Niemieckie, Imperium Rosyjskie i cesarsko-królewskie Austro-Węgry. Odwiedziłem wczoraj Jęzor (czyli miejsce od strony dawnej Rosji (na pocztówce powyżej ten cypel, obudowany drewnianym nabrzeżem, gdzie widnieje napis Russland). Władze miasta Sosnowca oczyściły ten teren (kiedy byłem tu od strony Myslowitz O/S kilka lat temu, widok był opłakany) i pięknie go zagospodarowały. Postawiono obelisk, który mówi o tym, że tu zbiegały się kiedyś granice wielkich mocarstw, a dziś Europa jest pojednana i zjednoczona). Wciąż świeże wiązanki kwiatów były śladem obchodów Święta Niepodległości. Zapraszam Was na spacer do Kąta Trzech Cesarstw. Muszę pochwalić władze miasta, że przygotowano ładną trasę turystyczną, dobrze opisaną i dobrze oznakowaną. Jedyny minus to brak bezpiecznego przejścia dla pieszych między parkingiem a trasą turystyczną. Ulica Orląt Lwowskich jest bardzo ruchliwa i bardzo niebezpieczna.












niedziela, listopada 22, 2009

Nadia i Fiodor


Jestem ojcem chrzestnym. Ale nie tylko Mateuszka i Franciszka. Mam też "chrześnicę". To kizia-mizia, koteczka fajniutka o wdzięcznym imieniu Nadia. Kotka Iwonki i Sebastiana, fajnych ludzi, którzy są moimi sąsiadami zza miedzy blokowego podwórka, a których poznałem dopiero AD MMIX. Ich starszy kocurek, Fiodor, ma od zimy tego roku kompankę swej syberyjskiej rasy. I kilka miesięcy temu, gdyśmy z Rózią kocię oglądali, Wasz ulubiony blogger znalazł dla niej imię. W ten sposób stał się międzygatunkowym "chrzestnym", a kizia stała się Nadziejką. Nadia pasuje chyba do kota rodem z rosyjskich mrozów. Fiodor i Nadia prezentują się na wczorajszych fotografiach (Nadia niewyraźna, bo ciągle się rusza)...



Po cichutku, cichuteńku, żeby Nadia nie słyszała, przyznam się, że ja to raczej psiarz niż kociarz jestem. Opowiem Wam kiedyś o Kalince...


Lukrecja z limonką




Byliśmy dziś z Meg i grupką przyjaciół (Marzenie, Aniu, Olu, Tomku - dzięki za super-wieczór!) na koncercie w Rondzie Sztuki. Miejsce jest magiczne - środek Katowic, środek najsłynniejszego Ronda w tej części (cząstce?) Galaktyki, widok na kosmiczny Spodek i rozświetlone ulice śląskiej stolicy. I muzyka. Szkoda, że miałem uczucie, jakbym to już gdzieś słyszał. Lukrecja z Kolumbii/Barcelony stworzyła nastrój ale nie zwaliła nas z nóg oryginalnością brzmienia. Energia z limonką w szklance, mało energetycznie w szklanym bąblu Ronda Sztuki. A potem i po tamtem, ruszyliśmy w miasto. Bolid krasny zawiózł nas wpierw do Hipnozy, potem kajś, no niy wiym kaj, bo zapomniałem nazwy, a potem do La Grotty na fantastyczną pizzę. Tak mi się staruchowi porobiło, że ostatnio lubię pizze z kawałkami ryby, więc na talerzu znalazła się Tonno. Gdzieś tam pogłoska niosła, że w Mega Clubie rządzi dziś na jazzowo Richie Kotzen, aleśmy nie skorzystali. Szósteczka nasza radosna zabawiła do zamknięcia restauracji i to z nami dżezy mieli...

Przeżyłem dziś Mszę w kościele Pani Fatimskiej w sosnowieckiej Transmontanii (hehe, ładna nazwa - prawda? - mieszkańcy Zagórza). Zimno dla ciała, ale ciepło dla duszy. I spowiedź była, i akumulatorów naładowanie, i kazanie piękne, i pomysły ciekawe w głowie się zjawiły (biedni konfratrzy św. Brendana! Oczekujcie niedługo nowego tematu!). Rankiem pracowałem nad tekstem o Leeds Tolkiena (efekt tutaj). I tak minął ranek i wieczór dnia pierwszego w świętym tygodniu...

Tylko gdzie ta różowa policja? Gdzie inspektorzy Figo i Fago? Porcelanka będzie niepocieszona...

Tajemniczy Sosnowiec (1)



Sosnowiec nosi w swej miejskiej tkance wiele śladów tych wszystkich kultur, które tworzyły bogaty, zróżnicowany organizm ośrodka nad Przemszą i Brynicą. Kres wielonarodowościowemu Sosnowcowi przyniosła przede wszystkim II wojna światowa, gdy prześladowano i mordowano żydowskich sosnowiczan - blisko jedną czwartą mieszkańców mojego miasta. Przed wojną wielka część centrum w kwadracie ulic Małachowskiego, Warszawskiej, Piłsudskiego i Kościelnej zamieszkana była przez Żydów. Ich synagoga, po której nie ma dziś śladu ani w mieście (nie ma wciąż żadnej tablicy pamiątkowej - wstyd!), ani w internecie (od lat szukam jakichś zdjęć Wielkiej Synagogi w Sosnowcu) znajdowała się przy ulicy Dekerta - w samym centrum Sosnowca.

Kamienice, w których mieszkali Żydzi, noszą wiele śladów judaistycznych zwyczajów i obrzędowości. Na przykład przy wielu drzwiach można do dziś znaleźć ślady mezuz, czyli mających wartość symboliczną, historyczną i religijną małych pojemniczków, wykonanych z drewna, metalu lub szkła, zawierających zamknięty w rurkę zwitek pergaminu z naniesionymi dwoma fragmentami Tory (Księga Powtórzonego Prawa 6.4-9 i Księga Powtórzonego Prawa 11,13-21). Mnie od dawna interesowały ciekawe metalowe ozdoby, które znaleźć można w wielu sosnowieckich bramach wjazdowych na podwórza kamienic. Służyły one na pewno, żeby chronić obramowania bram przed zderzeniem z kołami powozów, żeby mur nie uległ zniszczeniu. Jednak w Sosnowcu te metalowe elementy konstrukcyjne mają często piękne kształty. Na zdjęciach przedstawiam jedną z takich bram (przy ulicy Małachowskiego) i jej dwie bramne postaci. Moim zdaniem mogą one symbolizować Matuzalema, najstarszego człowieka opisanego w Biblii. Matuzalem być może miał przynieść kamienicy trwałość (co się sprawdziło). A może Wy, moi drodzy czytelnicy, wiecie coś więcej na temat tych ozdób bramnych. Jak one się nazywają? Jaką jeszcze mają funkcję? Czy moje matuzalemowe przypuszczenie jest prawdopodobne?

Dodane 24 listopada 2009:

Dzięki korespondencji z Tadeuszem A. Olszańskim wiem już, że na zdjęciu mamy tzw. odbojniki bramne. Wg mojego korespondenta nie są one jakoś specjalnie związane z żydowską kulturą miejską w Kongresówce. Co do moich "matuzalemów" TAO pisze:

Był to jeden z wzorów, produkowanych przez jakąś odlewnię (bo to sa odlewy), zapewne w Zagłębiu. A ta postać to chyba krasnal, taki niemieckoidalny, tylko bez kolorów.



P.S. Przedstawiam Państwu moją asystentkę, aparat fotograficzny 5 mb, który będzie wspomagał mnie w poszukiwaniu ciekawostek miejskich. Aparat jest częścią mojego nowego telefonu samsunga GT-S7350i.

sobota, listopada 21, 2009

Słowa, które warto znać



Słowa, które trzeba znać. Można się z nimi zgadzać lub nie zgadzać, ale na pewno trzeba je znać. I jeszcze w Polsce nie idzie się za nie do więzienia...

Katechizm Kościoła Katolickiego

Czystość i homoseksualizm


2357 Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie 96 , zawsze głosiła, że "akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane" 97 . Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

2358
Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i - jeśli są chrześcijanami - do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

2359 Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one - stopniowo i zdecydowanie - do doskonałości chrześcijańskiej.

Donosik do Kampanii Przeciw Homofobii


Z zaciekawieniem dowiedziałem się przed chwilą, że ja, mój blog (za poprzednią notkę) i serwis Elendilion (za felieton "Homofobi" spotkajmy się w Śródziemiu) zostaliśmy zgłoszeni przez Annę Milewską ("Elbereth") do niejakiej Kampanii Przeciw Homofobii za "kolejne obraźliwe treści na temat homoseksualności". No, ciekawie się robi... :-)

piątek, listopada 20, 2009

Subiektywne opisanie pewnej sytuacji


Stałem się niedawno celem ataku, który nie tylko dokonał się za moimi plecami, ale opiera się na półprawdach i kłamstwach. Zuzanna, pewnie bardziej znana niektórym osobom w środowisku tolkienowskim jako Elindil (dawnej Indil), rzuciła tyle nieodpowiedzialnych słów, szkaluje moje dobre imię (w pokrętny sposób, bo nie wymienia nawet mojego pseudonimu, ale wszyscy i tak wiedzą o kogo chodzi) i zwyczajnie kłamie, że muszę się jakoś do tego odnieść. Tym bardziej, że atak ma miejsce na forum, do którego nie mam dostępu, do którego nie należę i nie mogę się na nim bezpośrednio bronić.

(1) Od 16 grudnia 2007 roku nie jestem ani członkiem Śląskiego Klubu Fantastyki, ani jego Sekcji Tolkienowskiej "Parmadilich". To już dwa lata, gdy działam jako miłośnik Tolkiena na własną rękę, niezrzeszony w żadnym polskim klubie (byłem w tym czasie członkiem amerykańskiego Mythopoeic Society).

(2) Elendili - Przyjaciele Elfów to forum założone przez Kubę "Athrandira", Tomka "Toma Goolda" i mnie ("Galadhorna") w grudniu 2003 r. Nigdy nie było to oficjalne forum dyskusyjne Sekcji Tolkienowskiej ŚKF. Miało ono formułę "forum przy sekcji". Słowo "przy" ma tu istotne znaczenie, bo forum (dziś funkcjonujące jako największa w Polsce społeczność miłośników twórczości Tolkiena) pomagało od początku integrować się Parmadilim z katowickiego "smajala", ale miało też od początku szerszą formułę, skupiając ludzi, którzy nie należą do żadnych formalnych klubów. Bardzo wielu dzisiejszych Parmadilich wstąpiło do ŚKF dzięki temu, że poznali klub za sprawą forum Elendilich. Wczoraj z Tomkiem zmieniliśmy podtytuł forum z "Forum dyskusyjne przy Sekcji Tolkienowskiej ŚKF" na "Społeczeność miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena". Nikt nas o to nie prosił, nikt w tej sprawie nie interweniował (wbrew temu co pisze Zuzanna "Elindil"). Zrobiliśmy tak zniechęceni całą sytuacją. Nasza społeczność w ciągu 6 lat wyrosła poza ciasne formuły bycia "forum przy", a w samej Sekcji kilka osób stworzyło duszną, niemiłą atmosferę.

(3) Wbrew temu, co nieodpowiedzialnie głosi Zuzanna "Elindil", spotkania Sekcji w Katowicach zawsze były i są otwarte dla każdego miłośnika Tolkiena. Są to spotkania o wesołym, humorystycznym charakterze, można w ich czasie porozmawiać też na poważniejsze tematy. Relacje z każdego spotkania są do przeczytania przez każdego tutaj. Klub to gościnne miejsce, a dzięki staraniom Małgorzaty "Marigold" każdy w ich czasie czuje się dobrze. Latem katowiccy Parmadili spotykają się u Jana "Galhena" (redaktora naczelnego "Gwaihira"), w plebanii, w której pracuje on jako ksiądz katolicki. Tamte spotkania są również otwarte dla każdego - wierzącego czy niewierzącego. Zapewne także dla tych nietolerancyjnych osób, które nie lubią księży, plebanii, chrześcijan i chrześcijaństwa. Jestem zdruzgotany, że moim przyjaciołom z Sekcji Tolkienowskiej "Elindil" grozi sądem koleżeńskim za to, że są sobą.

(4) Jestem chrześcijaninem - katolikiem, który przyjmuje wszystkie prawdy zawarte w Piśmie Świętym i Katechizmie Kościoła Katolickiego. Nie jestem tzw. homofobem, jednak uważam homoseksualizm za pęknięcie w ludzkiej płciowości - efekt grzechu pierworodnego. Czynny homoseksualizm jest grzechem - tak mówi Pismo, tak mówi Katechizm i tak mówi zdrowy ludzki rozsądek. Nie cierpię na jakąś szczególną fobię związaną z homoseksualistami. Uważam, że osoba dotknięta takim doświadczeniem może być pobożnym, bliskim Bogu człowiekiem. Kościół ma wiele do zaoferowania osobom, które cierpią na tę "dezorientację" seksualną. Homoseksualizm jest faktem (istniał w ludzkiej społeczności co najmniej tak długo, jak istnieją źródła pisane), homoseksualiści mogą być albo dobrzy albo źli (to już sprawa między nimi a Panem Bogiem), natomiast czynny homoseksualizm uprawiany ze świadomością nauczania Kościoła jest w świetle nauczania Kościoła po prostu grzechem. I nie zmieni tego ani kaganiec "poprawności politycznej" ani jakakolwiek neoliberalna cenzura.

(5) Nigdy świadomie i intencjonalnie nie obrażałem osób o skłonnościach homoseksualnych. Mam zaś prawo do wyrażania swoich poglądów na temat homoseksualizmu (tu wyraziłem je w punkcie 4), które nie są niczym bardzo ekscentrycznym: tak mówi Pismo, tak mówi Kościół, tak mówi prawo naturalne, tak mówi moje sumienie. Teksty w rodzaju "Homofobi" spotkajmy się w Śródziemiu to z jednej strony opis świata naturalnej etyki i religii, który stworzony został przez Tolkiena, a z drugiej obrona przed prześladowaniem tzw. "homofobów", czyli w większości ludzi, którzy wyznają tradycyjne wartości rodzinne. Innym tekstem, który jest drugą częścią tego dyptychu jest artykuł Tolkien jest pro-life. Czytając te teksty bez uprzedzeń można poznać moje stanowisko w publicznej debacie na temat płci, rodziny, życia ludzkiego. Elindil nie została "wyrzucona" z Forum Elendilich (tu jest wpis ukazujący, że poprosiła wraz z Anną "Elbereth" o usunięcie ich kont), nigdy też nie nazwałem jej - jak twierdzi - "apostołką cywilizacji śmierci" (terminu tego użyłem w sensie ogólnym w komentarzu na "Elendilionie" jako równie nieodpowiedniego jak "homofob" - komentarz znajduje się tutaj). Elindil tyle razy skłamała w ciągu ostatnich dni, że trudno mi sobie wyobrazić sposób, w jaki zadośćuczyni osobom oszkalowanym i obmówionym. Jeżeli ktoś niszczy Sekcję Tolkienowską, to jest to Elindil i osoby, które przyklaskują jej zza jej pleców.

(6) Moja tolkienistyka jest silnie związana z moim chrześcijaństwem. Jeden i drugi element są ze sobą powiązane. I choć moje chrześcijaństwo nie potrzebuje w ogóle tolkienistyki, to tolkienistyka w moim wykonaniu czepie z chrześcijaństwa. I tak będzie, póki dana mi będzie wiara. Tolkien był pobożnym katolikiem, działał w grupie związanych z apologią chrześcijaństwa grupą oksfordzkich Inklingów, pisał w ramach swojej chrześcijańskiej poetyki, którą nazywał sub-creation 'wtórtworzeniem, tworzeniem pochodnym [wobec Stworzenia Bożego], a jego dzieła przepojone są etyką chrześcijańską. Dlatego szczęśliwy jestem z takich naszych dzieł jak przyjazne chrześcijanom forum tolkienowskie (Elendili), jak Bractwo Świętego Brendana, jak odkrywanie pokładów chrześcijańskich motywów i inspiracji w biografii i twórczości Tolkiena. Bez odkryć Elendilich taka strona tolkienistyki byłaby w Polsce dużo mniej widoczna. Zdaję sobie sprawę, jak wielu przysparza nam to wrogów. Jednak z chrześcijańsko inspirowanej tolkienistyki nie zrezygnuję.



Kartki ze Wschodniej Ćwiartki - nr 4


Bamfurlong, Moczary, Wschodnia Ćwiartka

29 blotmatha, 1485 r.

Drogi Tomie!

Jesienne pozdrowienia na progu zimy! Dla Ciebie i dla wszystkich gościnnych Hobbitów z Brandy Hallu! Jak Ci się tam żyje, Przyjacielu? Powiadają, że siedziba naszego Dziedzica (oby włosy na stopach rosły mu obficie!) jest jak królicza nora i co najmniej stu hobbitów z bliska i daleka mieszka stale w tym bucklandzkim Pagórku. Proszę, przekaż moje hobbickie ukłony zza Brandywiny pannie Marigold, Rakinowi i Arkinowi, pannie Hannie Stock, naszej Evermind i innym kochanym Hobbitom, Dużym Ludziom, Krasnoludom i Elfom - wszystkim Przyjaciołom Elfów! Nie zapomnij też o Mistrzu Galhenie, którego odwiedziliśmy razem w Leśnym Zakątku. Niechaj Gwiazda świeci nad chwilami naszych spotkań, do których tak mi tęskno. Ale już niedługo! Widzimy się w Brandy Hallu 20 foreyule'a, tak?

Moje szczególne pozdrowienia, ukłony i wyrazy szacunku dla naszego Dziedzica, pana Bilba Brandybucka!

Dziękuję Ci za przesłanie "Gwahira"! Nic to, że jeden z autorów zapomniał o naszym miłościwie panującym królu Eldarionie. Może to i dobry znak, że w Shire królowie panują miłościwie ale niewidocznie? Wspaniałe teksty, piękne grafiki. Ładnie nam to wyszło. Choć mieszkam dalej niż inni członkowie Drużyny Redakcyjnej, miło mi, że Adaneth, Elirena, Rakin, Arkin, Ty - Tomie i Galhen przyjęliście mnie do swojego grona. Bamfurlong z Brandy Hallem - Brandy Hall z Bamfurlong!

A u nas liście już opadły, w powietrzu pachnie zbliżającą się zimą (według Rachuby Rivendell to już jutro!), ale dziś niespodziewanie zaświeciło słońce, niebo jest błękitne (choć zimny to błękit) i nie wieje wiatr. Blotmath był tego roku na Moczarach dość łaskawy. Plaga, o której pisałeś, nie dotarła do nas na szczęście, więc kichanie i lekkie przeziębienia nie wywołują tu u nas jeszcze strachu.

Z niepokojem słucham głosów, że za Brandywiną pojawiają się kusoocy Easterlingowie i inne wrogie istoty, które żyją "Pod Cieniem". Słyszałem, że jednej nocy ktoś rzucał kamieniami w okienka Brandy Hallu i ukradł cały papier z drukarni Dziedzica. Podobno potem palili wielkie ognie przy gościńcu do Bree. Widziano gobliny i czarnych krasnoludów. Gore nam się stało! A to wszystko w tym samym czasie, gdy w Arnorze tylu ludzi umarło już od tajemniczej Plagi. Uważajcie tam na siebie. Ubieraj się, Przyjacielu, ciepło i uważaj na tych Wschodnich, na te żałosne istoty, które w Cieniu wyrosły i do Cienia zmierzają.

Pozdrawiam w chwili nagłego i złotego powrotu słońca

Frodo Maggot, Przyjaciel Elfów

czwartek, listopada 19, 2009

Tolkienowski czwartek


Ciekawy dzień. Byłem dziś w Społecznej Szkole Podstawowej przy Pałacu Młodzieży w Katowicach. Zaproszono mnie na wykład o Tolkienie. Super dzieciaki. Spotkanie to były głównie pytania dotyczące Tolkiena: "Czy Tom Bombadil to Ilúvatar?", "Co się stało z mieczem Fingolfina?", "Dlaczego Túrin ma zadać ostatni cios Złu?", "Co pan przetłumaczył na polski z tekstów Tolkiena?", "Czy można z państwem wybrać się na tolkienowską wycieczkę?", "Czy hobbici mówili kiedyś językiem Rohirrimów", "Jakie są języki elfów?", "Jak pan zaczął się interesować Tolkienem?" i wiele, wiele innych. Chłopcy i dziewczynki w wieku 9-12 lat i takie dojrzałe pytania, świadczące o oczytaniu, o znajomości trudnego przecież Silmarillionu... Jestem pełen podziwu. I dziękuję za zaproszenie i Tomkowi, nauczycielowi z tej niezwykłej szkoły, i Młodzieży!

Ciekawy tydzień przede mną. Przedzimie czyli szaruga nie jest ani zimna, ani szara! Fajnie jest!

środa, listopada 18, 2009

Dzień Sssskarbów



Ale fajny dzień! Oto przede mną na stole leżą: najnowszy Gwaihir (ale pięknie się prezentuje! mam chrapkę szczególnie na jeden z artykułów "Duchowość Tolkiena..."), pięknie wydana Legenda o Sigurdzie i Gudrun (angielską lekturę mam za sobą, ale chętnie przeczytam w tłumaczeniu Sylwany i Elring), cudowny album The Inklings of Oxford (jaka szkoda, że nie mieliśmy takiej książki ponad rok temu w Anglii na tolkienowskiej wycieczce - ale widzieliśmy prawie wszystko, co w albumie jest!). Odzyskałem też film BBC o Tolkienie (kupiony latem i wciąż nie obejrzany). W sklepie czeka na mnie mój nowy telefonik, Samsung Ultra Style. Żyć, nie umierać. Zabieram się za Kalendarz Simbelmynë 2010 i w końcu muszę napisać streszczenie mojego referatu na Eurocon.

Album The Inklings of Oxford jest największym Sssskarbem...

poniedziałek, listopada 09, 2009

Rikard i Kænugarð (1)


Koszty transportu: 470 zł
Noclegi: 200 zł
Obiad w restauracji: 15 zł
Wspomnienia: BEZCENNE

Efektownie byłoby nazwać tę opowieść Raportem z Miasta Zarazy, boć przecież A/H1N1, tajni agenci WHO rozpylający dżumę i inne bzdury rozsiewane przez epidemię głupoty, która opanowała media (zwłaszcza internet) nie tylko w Polsce. Ale nie ma tak łatwo. Chciałem użyć mało znanej nazwy Kijowa, o którym będzie mowa w tej krótkiej relacji - o staronordyckiej nazwie, której używali Waręgowie (wikingowie szwedzcy) w odniesieniu do wielkiego grodu ruskiego nad Danpar czyli Dnieprem. O nazwie tej dowiedziałem się przeglądając materiały o Rusi Kijowskiej i historii Ukrainy, gdy przygotowywałem się do mojego weekendu w stolicy naszego wschodniego sąsiada. Nie znamy etymologii tej nazwy - Kænugarðr - ale jest całkiem prawdopodobne, że formą źródłową było wschodniosłowiańskie *Кыян(ов)ъ-городъ (Kijangród) od legendarnego założyciela Kijowa, Kija.

Poleciałem tam spotkać się ze znajomymi, ale niezbyt mi się taka podróż uśmiechała z powodu owej nieszczęsnej grypy. Miałem już jednak bilet Wizzaira (314 zł w obie strony z opłatą za sztukę bagażu + bagaż podręczny; bez sztuki bagażu byłoby to tylko 224 zł!), czułem się zobowiązany do spotkania więc wbrew zaleceniom przyjaciół w Polsce, wbrew przerażonej rodzinie poleciałem. Spędziłem tam ostatni weekend. I bardzo mi się podobało.

Chciałbym Cię przede wszystkim zachęcić do podróży na Wschód. Ukraina to kraj bardzo miłych, po słowiańsku gościnnych ludzi. Pięknych kobiet i facetów o otwartym sercu. Jeżeli chcesz powiedzieć, że znasz Europę, nie obędzie się bez odwiedzin takich miast jak Kijów właśnie, albo Sankt Petersburg. W Kijowie polecam Ci też bardzo fajny nocleg. Samo centrum, 15 min. do Złotej Bramy i Sofii Kijowskiej (pięknego soboru z XI w.), 10 min. do Domu Handlowego "Ukraina" i do marszrutek (wszędobylskich białych busików, które są tu głównym obok metra środkiem komunikacji), które zabiorą Cię w każdą część miasta. Wybrałem noclegi w schronisku młodzieżowym TIU przy ulicy Gogoliwskiej 25/15. I jestem bardzo zadowolony. Schronisko prowadzi Brazylijczyk o imieniu Aricio, bardzo sympatyczny gość, dobry gospodarz, świetny kucharz (pyszne śniadania), kumpel znający dobre knajpy. Cena noclegu to - przez witrynę Wizzaira - tylko 120 zł za dwuosobowy schludny pokój. Ciepło, kaloryfery grzały, łazienka czyściutka, atmosfera domowa. Bo też schronisko mieści się (jak wiele "schronisk młodzieżowych" w krajach byłych Sowietów) w wielkim mieszkaniu w kamienicy z czasów ZSRS.

W skrócie opiszę jak wyglądała podróż i co w Kijowie widzieliśmy z Irinką i Janką. Przed wyjazdem, jeszcze w czwartek zamówiłem sobie przez internet (też za pośrednictwem witryny Wizzaira) promocyjny bilet na autobus PKM, który jedzie z Katowic przez Sosnowiec do lotniska w Pyrzowicach. Bilet tam i z powrotem kosztował mnie 35 zł. Dla mieszkańców Sosnowca informacja, której nie znajdziecie w informacji internetowej - autobus zatrzymuje się przy przystanku w zatoczce na przeciw salonu Mercedesa. Nazywa się ten przystanek "Milowice - Centrum Handlowe", choć na stronie PKM nazwali go mylnie "Skrzyżowanie Milowice".

Podróż trwała 40 min., na lotnisko przybyłem punktualnie. Założyłem maskę higieniczną, gdy zobaczyłem, że prawie wszyscy pracownicy lotniska takowe mieli. Zwłaszcza ludzie z Wizzaira, który przyleciał z Kijowa. Dzień wcześniej w aptece zaopatrzyłem się w 10 masek, dużo witaminy C, mój wszechmocny ferveksik...

c.d.n.

Gubi się pan, panie Dawkins


Mój setny wpis! Powinno być coś ważnego, więc zamieszczam film, który poznałem dzięki Kamilowi i dzięki dyskusji u LNDL na temat ewolucjonizmu (który dla mnie jest najprawdopodobniejszą teorią na temat pochodzenia gatunków na ziemi, choć łączę go z tzw. inteligentnym projektem, to znaczy, uważam, że ewolucja jest częścią zamysłu Bożego). Oto racjonalista Dawkins, który gubi się tam, gdzie zaczyna się prawdziwy racjonalizm chrześcijański (w każdym razie wygrywa Logos)...

czwartek, listopada 05, 2009

Rozważanie o Trójcy Świętej Andrieja Rublowa (2)


Ojciec po lewej stronie oczy skierowane ma na Syna [centralna postać]. Syn jest bliżej Ojca...


Wierzę (...) w Syna (...) który z Ojca jest zrodzony (...)
Duch Święty jest najdalej...

w Ducha Świętego (...) który od Ojca przez Syna pochodzi (...)
Ojciec skierowuje dwa palce w stronę Syna, Syn w stronę Ducha. Duch w dół [w kierunku modlącego się przed ikoną].

Kolor szat?

OJCIEC – pod spodem NIEBIESKA, na zewnątrz ZŁOTA
SYN – NIEBIESKA narzucona na BRĄZOWĄ
DUCH ŚWIĘTY – na NIEBIESKĄ narzucona ZIELONA

NIEBIESKI wspólny [jest] dla wszystkich Osób Trójcy (Jeden Bóg mieszkający w „niebie” – niebieskim) ZŁOTY u Ojca. Złoty to kolor odwieczności, trwałości, wreszcie chwały. BRĄZOWY u Syna. Czyżby kolor ziemi, nawiązanie do podwójnej natury Pana Jezusa: Boga-Człowieka? ZIELONY u Ducha [Świętego]. Kolor życia, nieśmiertelności, wiosny, odradzania się, nadziei.


Nad Ojcem budynek – to chyba Świątynia, Dom Boga Izraelitów.
Nad Synem krzew – może Winorośl. „Jesteś Panie winnym krzewem”
Nad Duchem strumień wody żywej?


Wszystkie Osoby [Trójcy Świętej] jako współistotne w lewych dłoniach dzierżą laskę – symbol władzy [nad Stworzeniem] i zasiadają na tronach. Patrz też Rdz 18 – Bóg w gościnie u Abrahama! (1) Uwaga – stół ma cztery boki, ale zasiadają tylko trzy Osoby. Czwarty bok stołu jest otwarty dla nas. To cudowne, jak wielkiej wiary był ten prosty pasterz, stary Abraham. Zaufanie całkowite, pełne ukochanie swojego Pana. On wiedział, że wszystko co jest wolą Boga, musi być dobre, że Bóg nie może ofiarować nic oprócz miłości. Że miłość jest wszystkim, a tam gdzie nie ma miłości jest nic[ość].

W najskrytszych głębinach
ludzkiej osoby tkwi oczekiwanie Obecności. Wiedz, że to proste pragnienie Boga jest już początkiem wiary. (...)

* * *


Taizé, 21 września 1994 roku


Przez ostatnie dni rozmyślam nad treścią ikony A. Rublowa. Jeśli IKONA jest szczególnym miejscem spotkania się z tajemnicami naszego zaufania, miejscem, które w cudowny sposób umożliwia nam otwarcie naszych serc na odwieczne Boże pragnienie miłości, to szczególnie ta ikona, obraz tajemnic TRÓJCY, może stać się okazją do uwielbienia naszego Pana, poprzez przyjęcie Jego daru.

Abraham spojrzawszy dostrzegł trzech ludzi naprzeciw siebie. Ujrzawszy ich podążył (...) na ich spotkanie. A oddawszy im pokłon do ziemi, rzekł: „O PANIE, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi!” (...) A ONI mu rzekli (...) (Rdz 18,2-5)
Wielu ojców Kościoła ten fragment Księgi Rodzaju uważało za intuicyjne odkrycie tajemnicy Trójcy Świętej. Rąbka tej tajemnicy, której pełny obraz znajdujemy w Ewangelii. Znajdująca się obecnie w Galerii Trietiakowskiej w Moskwie ikona Andrieja Rublowa z 1411 roku to próba przybliżenia się choćby o krok do tego niepojętego dla nas misterium. Dostrzegamy „trzech ludzi naprzeciw siebie”. Postacie zasiadają przy jednym stole. Są względem siebie równorzędne. Łączy je wspólna cecha: zasiadają na tronach z podnóżkami i trzymają w dłoniach te same berła, u ramion wyrastają im skrzydła złotopióre, głowy otoczone są chwałą świętych aureoli. Wszystko to, to znaki Bożej Świętości, Chwały i Potęgi. Trzy Osoby Jedynego Boga, Króla Wiecznej Chwały. Tu kończą się możliwości naszego poznania.

Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi! (1 Kor) (...)
W centrum ikony na wprost nas dostrzegamy postać SYNA. Syn Boży, Chrystus Jezus, zwrócony jest całą Swoją sylwetką w naszym kierunku. „Ojciec posadził [Go] na wyżynach niebieskich (...) i wszystko poddał pod Jego stopy” (Ef 1, 20-22); „i darował Mu imię ponad wszelkie imię (...) aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM, ku chwale Boga Ojca” (Ef 2,10-11). Jest otoczony chwałą, wyniesiony [z naszej perspektywy] ponad pozostałe postacie, Jego głowa znajduje się wyżej niż głowy Ojca i Ducha. Oczywiście w naszych oczach, gdyż w rzeczywistości trzy Osoby są współistotne. Chrystus znajduje się w środku KIELICHA utworzonego przez sylwetki Ojca i Ducha Świętego.


Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie (J 14,6)

Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje (...). Pijcie wszyscy, to jest krew Przymierza.
Jezus ustanowił Eucharystię jako Nową Paschę, ofiarę Nowego Przymierza i nieustanną pamiątkę, zapowiedź i zadatek mesjańskiej uczty eschatologicznej. Poprzez Eucharystię wchodzimy w niepojętą Komunię z Bogiem w Trójcy.
Stół dla mnie zastawiasz (...), mój kielich jest przeobfity (...) (Ps 23,5)


Przypis (1). Po pierwszej części tego tekstu apisał do mnie Tadeusz A. Olszański dodając garść wiedzy do rozważań laika: "(...) bizantyńska ikona Trójcy Świętej to tzw. "Gościnność Abrahama", scena, gdy trzech aniosow odwiedza patriarchę pod dębami Mamre. Stąd stół, drzewo w tle, a na większości ikon - także niewielkie figury Abrahama i Sary, usługujących aniołom (Rublow je pominął - i był to krok genialny, podobnie jak niewielkie zróżnicowanie postaci i ukazanie ich we wzajemnej relacji), stąd też baranek na misie (a zarazem Baranek Boży w kielichu). Przedstawieni aniołowie nie adorują Pana, lecz przedstawiają Trzy Osoby Boże; w teologii tej ikony (bo ona obrosła pokaźną literaturą) nie ma zgodności, która z postaci przedstawia którą Osobę (postaci nie są opisane, jak zazwyczaj na ikonach). Panuje zgodność, że postacią centralną jest Syn, spór - czy Ojciec jest po prawej, czy po lewej. Dom nad lewą postacią bywa uważany za "dom Ojca", ale nie jest to oczywiste. Ta niejednoznaczność i kolistość jest także wielka, genialna.

c.d.n.

środa, listopada 04, 2009

Rozważanie o Trójcy Świętej Andrieja Rublowa (1)


Druga połowa września 1994 roku. Jestem w Taizé, małej burgundzkiej wiosce, gdzie jak co roku dołączam do wspólnoty i biorę udział w jej życiu - modląc się, pracując, dzieląc wszystkim ze wszystkimi. Jednak ten wrzesień jest szczególny. Prawdopodobnie zaważył na całym moim życiu. Tydzień spędzony w tak zwanej "grupie ciszy" i pogłębione rekolekcje tamtego czasu, samotne wędrówki do Flagy, Mont, Ameugny, noce modlitwy w romańskich kościołach... Ale przede wszystkim ta jedna jedyna chwila, gdy poczułem Obecność i Sens w ciszy, która była taką mocą, że musiałem opuścić kamienne, mroczne wnętrze kościółka. W czasie "ciszy" miałem w mojej celi ikonę Andrieja Rublowa "Trójca Święta". Niedawno obejrzałem piękny film Tarkowskiego o tym XV-wiecznym malarzu świętych ikon. I przypomniałem sobie o zeszycie, który leżał 15 lat na półce z książkami. Chciałbym się z Tobą podzielić moimi przemyśleniami na temat tej niezwykłej ikony. Tekst przepisuję dokładnie z rękopisu...


Taizé (Francja), 20 września 1994 roku

Siedzę teraz zakłopotany przed rosyjską ikoną przedstawiającą Trójcę Świętą i tak naprawdę nie wiem, co ona ukazuje. Przed chwilą przyniosłem ją z przedpokoju. Jest duża. Reprodukcja przedstawia stary, odarty i pokryty mgiełką wieków wizerunek Trzech, siedzących przy jednym stole.
Autor to Andriej Rublow (1360/70-1430). Ikona została namalowana w 1411 roku. Oryginał znajduje się w Moskwie, w Galerii Trietiakowskiej.
Pośrodku stoi masywny, srebrny stół; jest w samym centrum ikony (1). Na stole jeden kielich wypełniony prawdopodobniej chlebem i winem. Nie, to Baranek Boży!
Wokół stołu na krzesłach czy też trzech tronach zasiadają trzy Postacie. Nachylają Swe głowy nad stołem. Są to wizerunki trzech typowych aniołów. I teraz nie wiem, mam dylemat. Czy są to aniołowie, goście Uczty, Wieczerzy, tworzący wspólnotę modlących się i będący jakby znakiem mistycznej obecności niewidzialnego Boga Jedynego w Trójcy Przenajświętszej... Stół byłby wtedy ołtarzem. Aniołowie adorujący swojego Pana.
Może to też być wizerunek Trzech Osób, które są Jednością we Wspólnocie, zasiadających przy jednym stole. Spożywają posiłek, będący znakiem Komunii. Tak czy inaczej, najważniejszy wydaje się tu JEDEN STÓŁ i JEDEN KIELICH. (...)

Robert B., który przed chwilą przyniósł mi ciasteczka, wytłumaczył mi trochę, co przedstawia ikona.


(1) Dziś wiem, że stół ukazano w tzw. odwróconej perspektywie, która po pierwsze służy ukazaniu świata "z drugiej strony rzeczywistości", po drugie zaś pozwala ukazać rzeczy, które w malarstwie realistycznym byłyby przez dany przedmiot zasłonięte.

c.d.n.

wtorek, listopada 03, 2009

Zaduszkowy spacer


Tylko wiek dzieli nas od czasów, gdy istniała Петраковская Губерния, a w niej Бендин, Дуброва, Сосновицы. W moim mieście mieszkało prócz Polaków, wielu Żydów, Rosjanie, Ukraińcy, Prusacy i Saksończycy, Francuzi i Belgowie. A potem nastał czas Będzina, Dąbrowy Górniczej i Sosnowca, by w latach 1939-45 miasta, dzielnice, ulice znowu zmieniły nazwy. I nastał mroczny czas miast Bendsburg, Dombrau i Sosnowitz - wszystkie z oznaczeniem 'O/S', czyli Oberschlesien. Śladem tych wszystkich zmian są sosnowieckie cmentarze. Przy ulicy Smutnej, wzdłuż ulicy Mireckiego mamy kirkut żydowski, cmentarz protestancki (z pięknym mauzoleum rodziny Dietlów, bardzo zasłużonych dla miasta), cmentarz prawosławny i cmentarz katolicki.

Zapraszam moich Gości na spacer po sosnowieckich cmentarzach (chyba nie trzeba być zalogowanym na Facebooka, żeby te zdjęcia zobaczyć).






poniedziałek, listopada 02, 2009

Co się ze mną działo?


Nie pisałem od miesięcy. Rok 2009 okropnie zaniedbałem jako blogujący. Z jednej strony miałem ten rok niezwykle pracowity, z drugiej najwięcej się obecnie wyzewnętrzniam chyba na Facebooku (mój profil), a najwięcej piszę w pięknie odmienionym graficznie Elendilionie. Wasz dawno niewidziany bloger otarł się latem leciutko o wielki świat polityki (o mały włos pisałbym teraz do Was z Brukseli jako asystent pewnego eurodeputowanego - propozycja ciekawa, ale jednak nie dla mnie, bo za bardzo kocham dom i za bardzo jestem tu potrzebny najbliższym...), został po raz drugi ojcem (szkoda, że tylko chrzestnym ;-), trochę się w życiu osobistym pokiereszował (ale już jest dobrze), rozwijał swoje przyjaźnie i koleżeństwa, musiał wspólnie z innymi "rządzicielami" podjąć pewne niepopularne ale ważne decyzje na forum Elendilich i tak dalej, i tak dalej. Ten rok był jednym z najciekawszych w moim życiu. I choć czas mija mi bardzo szybko, cieszę się, bo mam poczucie, że każdy dzień był ważny, interesujący, piękny. Mam głębokie poczucie, że ciągle coś otrzymuję z Góry. I za to jestem wdzięczny mojemu Panu.

Za oknem księżyc tak pełny jak na lewym pasku blogu (99% całości!), głośniki, które mnie zewsząd otaczają, wysyłają piękną muzykę z najnowszej płyty Gaby Kulki (tej nagranej z Kuczem), w żyłach dziarsko płynie sobie fervex (bo coś mie biere, a w piątek lecę do ogarniętego medialną epidemią Kijowa - będzie relacja z mojej pierwszej od lat osobistej wycieczki) i ogólnie relaksik. Listopad, grudzień, styczeń to u mnie miesiące "wakacyjne". Można się w końcu nacieszyć domem. Pięknie było i we Wszystkich Świętych, i dziś w Zaduszki. Wczorajsze święto minęło mi bardzo wesoło: z dwukrotnymi odwiedzinami na cmentarzu, gdzie spotkałem się z rodzinką - i z tą bydlącą jeszcze na naszym łez padole, i z tą, która opuściła już kręgi świata. Była wspaniała Msza u św. Jadwigi w Szopienicach (z kazaniem ks. Lejty o umieraniu dla życia i o świętości codziennej) i dwie imprezki: u wujka Marka oraz u mnie w domu wieczorem z Gosią, Marzeną i Chrisem. Dziś nostalgiczna wycieczka, na którą zabrałem mamę, po sosnowieckich cmentarzach (żydowskim, protestanckim, prawosławnym i katolickim) i po sosnowieckich zabytkach sprzed 100 lat, gdy miasto było jeszcze oficjalnie zwane Сосновицы i znajdowało się w rosyjskiej Gubernii Piotrkowskiej (reportażyk podałem na Facebooku).

Oj, miło mi się dziś zrobiło po tym, jak Tomek wysłał mi komentarz jednej z moich turystek z wyjazdu do Paryża (w październiku b.r.). Jest taka strona (tego adresu akurat nie podam), na której ludzie anonimowo podają swoje opinie o biurach podróży. Wpisy są anonimowe, konkurencja między biurami wielka, więc można tam znaleźć mnóstwo szkalowania i zła, które potem psuje zwykle początek wycieczki z nową grupą. A tu taki wpis:

Zalety: Extra Pan Ryszard. Miał doskonałą wiedzę i świetny kontakt z grupą. Facet z klasą. Super organizacja, świetni kierowcy o wysokiej kulturze. Bardzo dobry hotel w centrum. Super atmosfera, świetny program, niezapomniane przeżycia.
Wady: Szkoda że tak szybko się skończyło :)
Opinia: Byłam z tym biurem w Paryżu. Cała grupa czytając wcześniejsze opinie była najpierw sceptycznie nastawiona. Miła niespodzianka. Było wspaniale. Mam nadzieję że nasza firma skorzysta jeszcze z tego biura.

Jakby co, biuro nazywa się Abraksas. Pracuję w nim od wielu lat. I polecam...

Prawosławie w Sosnowcu


Źródło: http://www.sosnowiec.cerkiew.pl/

Prawosławie na terenie Sosnowca to historia trzech sosnowieckich cerkwi - pierwszą była cerkiew w Granicy (obecnie dzielnica Maczki). Położenie kamienia węgielnego nastąpiło we wrześniu 1876 r. Świątynia pw. św. Aleksandra Newskiego mogła pomieścić 250 osób.

Ze względu na dynamiczny rozwój Sosnowca w końcu XIX stulecia zaszła potrzeba budowy cerkwi w centrum miasta, żeby zaspokoić potrzeby duchowe napływającej ludności wyznania prawosławnego. 15 sierpnia 1888 roku odbyło się uroczyste położenie kamienia węgielnego pod przyszły budynek cerkwi pw. śww. Wiary, Nadziei, Luby i matki ich Zofii przy obecnej ulicy Kilińskiego.

Na początku XX wieku liczba prawosławnych mieszkańców Sosnowca wzrosła do 3 tysięcy, dnia 27 maja 1901 r. położono kamień węgielny pod budowę nowej, przestrzennej cerkwi św. Mikołaja.

Dzisiaj istnieje jedynie cerkiew przy ulicy Kilińskiego, z pozostałymi los obszedł się okrutnie – cerkiew św. Mikołaja zburzono z powodów politycznych w 1938 , a cerkiew w Maczkach rozebrano w latach 50 – tych XX w.

Niżej zdjęcia, które nie wymagają komentarza...